piątek, 31 sierpnia 2018

Wakacyjna przygoda, czyli Nasza wyprawa do Zoo w Oliwie.

Wycieczka do Zoo marzyła się Hani już w zeszłym roku, ale w związku z tym, że Majcia nie była na takie wojaże gotowa, przełożyliśmy planowanie wycieczki na inny termin.
 Majcia nie koniecznie cieszyła się z podróżowania autem - czy to do pobliskiego supermarketu, do dziadków, czy gdzieś dalej. Na szczęście z czasem zmieniło się to, polubiła jazdę autem i każda przejażdżka - ta dłuższa i krótsza- jest przez nią tolerowana.

Tegoroczne wakacje były naprawdę upalne. Niby jesteśmy ciepłolubni, ale ten skwar, który panował w te wakacje nie zachęcał do spacerowania po ZOO, przynajmniej tak było w naszym przypadku.
Na szczęście udało Nam się upolować odpowiednią pogodę. Wykorzystując jeden z chłodniejszych dni postanowiliśmy zrobić niespodziankę i wyruszyć na wycieczkę - o niczym wcześniej nie wspominając.
Radość była ogromna. Jeszcze nie widziałam Hani tak wyspanej, zadowolonej i gotowej nawet w piżamie jechać na wycieczkę. 

Pomimo niespodziewanego deszczu, rozlanej kawy na białą koszulkę przez cytryniakowego tatę i w związku z tym nieplanowanych zakupów w CH (pierwszego lepszego po drodze) oraz okropnego bólu głowy - udało się! Dotarliśmy na miejsce :) 

Dziewczyny były podekscytowane, Hania nie mogła doczekać się aż zobaczy słonie, a Majcia wciąż powtarzała, że nie ma lwa. 
Hania zabłysnęła nie raz i nie dwa swoją wiedzą na temat zwierząt, a Majcia zaczęła mówić troszkę więcej niż zwykle z tej ekscytacji.


Ale może po kolei.

GDAŃSKI OGRÓD ZOOLOGICZNY mieści się w jednej z dzielnic Gdańska - Oliwie i funkcjonuje od 1954.
Jego powierzchnia to ponad 123 hektary!

Wybierając się na wycieczkę do Zoo, najlepiej zaopatrzyć się we wózek. Jeśli tego nie zrobicie, to nie macie powodów do zmartwień. Na szczęście ktoś pomyślał o zapominalskich rodzicach.
Przy wejściu do Zoo znajdziecie Pana, który wypożycza wózki. I to nie byle jakie, a takie mini wozy. Drewniane, mieszczące na spokojnie dwójkę dzieci w wieku przedszkolnym.


Nie zapomnijcie o gotówce! :) 
A piszę to, ponieważ ja to już jestem tak wygodna, że wszędzie kartą płacę, a niestety nie wszędzie tą kartę chcą na terenie Zoo :) Na szczęście mąż z tych przezornych, więc pomyślał o wszystkim.


Zoo jest świetnie oznaczone - na jego terenie znajdują się mapy, na których zaznaczone są konkretne drogi prowadzące do różnych gatunków zwierząt. 
Przy każdym wybiegu jest podana informacja- co to za gatunek, skąd pochodzi, a także różne ciekawostki.




Na terenie Zoo nie znajdują się tylko same wolne wybiegi dla dużych zwierząt. Dla gadów, małych gryzoni  i ptaków przystosowane są budynki. Niektóre pomieszczenia są dosyć małe jak dla mnie, ale nie ukrywam - znawcą w tej kwestii nie jestem.







Zoo jest naprawdę ogromne, różnorodność gatunków zwierząt jak najbardziej na plus.
Zwierzęta wywarły ogromne wrażenie na dziewczynkach. Wypatrywały gdzie się chowają, Hania odgadywała nazwy zwierząt.
Naprawdę wycieczka się Nam udała :)

Jednak zawsze jest jakieś ale.

Co mi się nie podobało?

Na pewno to, że niektóre miejsca (zwłaszcza w budynkach) były odrobinę brudne. Ja rozumiem, dużo ludzi się przewija, miejsce ogromne, ale w niektórych budynkach parapety pozostawiały wile do życzenia.
Nie wyglądało to fajnie.
Uważam, że jeśli w takim miejscu nie jest się w stanie ogarnąć takich rzeczy, to powinno się chociaż dorzucić chusteczki nawilżane gratis przy wejściu.
Może moje niezadowolenie wynika z faktu, że naprawdę mam bzika na punkcie czystych rąk i nie wyobrażam sobie jakiejkolwiek wycieczki bez antybakteryjnego żelu dla dzieci, czy zwykłych nawilżanych chusteczek.
Podczas naszej wycieczki widziałam coś, co mnie przeraziło. 
Dzieci - tak na oko starsze nieco od Hani, opierały się o te parapety, brudne parapety jedną ręką, w drugiej trzymały jakąś bułkę i przekładały ją z ręki do ręki.
Z brudnej ręki do brudnej ręki!
W sumie obsługa ZOO nie ma nic do tego, ponieważ to rodzice dzieci powinni zwracać uwagę na to co robią ich dzieci, ale jak widać nie wszyscy się tym przejmują. 
Uważam jednak, że taki środek dezynfekujący do rąk byłby fajnym dodatkiem przy zakupie biletów, a przy okazji takim przypomnieniem dla rodziców.

Kolejna rzecz. Ścieżka smrodu. Tak nazwałam sobie przejście mieszczące się  zaraz przy budkach gastronomicznych i tych z pamiątkami. Smród okropny, a przecież na wycieczkę wybraliśmy jeden z chłodniejszych dni. Można sobie wyobrazić jaki smród musi być w upalny dzień..... i te wysypujące się śmieci z kontenerów.
 Nieciekawy widok i okropny smród.

Z minusów to tylko tyle.

Na koniec podrzucam Wam więcej zdjęć i jako ciekawostkę dodam, że aplikacja na telefonie pokazała Nam, że podczas czterogodzinnego pobytu w Zoo, zrobiliśmy 10 000 kroków :) 
Zarówno mi, jak i cytryniakowemu tacie nogi odpadały wieczorem :) Dzieci nie narzekały, w końcu miały fajną przejażdżkę po ZOO.

Po takiej wycieczce, fascynacja zwierzętami jeszcze bardziej wzrosła - zarówno u Hani, jak i u Mai :) 

Wycieczki z dziećmi mogą przerażaćorganizacyjnie, mimo to uważam, że jest to najlepszy sposób na spędzenie wspólnie czasu, na bliższe poznanie siebie i na pobudzenie ciekawości dziecka, która leży w jego naturze.

















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentować może KAŻDY. Dlatego też, będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad :)

Należy pamiętać, że dyskusja może się toczyć bez używania słów obraźliwych i krzywdzących.

Dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)

Copyright © 2014 Cytryniaki , Blogger