sobota, 12 stycznia 2019

Mama wraca do pracy

Mama wraca do pracy
Ostatnio w sieci krążyła masa tekstów na temat MAM. Mam pracujących i tych "siedzących" w domu.
Niektóre teksty dają do zrozumienia, że mama, kobieta siedząca w domu to czysty przykład lenistwa, pasożytnictwa i wygody.
Kobiety siedzą i pachną, a wszystko w domu i w koło dzieci robi się samo...
Drugi obraz jaki zostaje przedstawiony, to kobiety wykonujące kawał dobrej roboty. W końcu to nie sztuka zorganizować się tak, by ogarnąć wszystko. Często bywa i tak, że nie jest ogarnięte nic, ale to dlatego, że matczyna praca nad porządkiem w domu jest często syzyfową pracą. Nie zmienia to jednak faktu, że opanować chaos i zorganizować czas dzieciom to naprawdę nie lada wyczyn.

Nie mogę pominąć mam pracujących na etacie i godzących pracę z obowiązkami domowymi. Ogromne pokłony w ich stronę. Muszą ogarnąć tak wiele i często bywa tak, że dla własnych przyjemności już nie mają czasu.

Kura domowa, czy mama pracująca?
Ze znalezieniem pracy za pierwszym razem nie było problemu, zaś za drugim razem koszmar!

Powiem tak - są różne kobiety. Jedne marzą by jak najszybciej wrócić do pracy, drugie zdecydowanie wybierają rolę home managera. Najważniejsze - nie nam jest oceniać ich wybór.
Ocenianie przychodzi łatwo, gorzej, kiedy to my jesteśmy oceniani. Dochodzimy do przykrych wniosków, że nie jest to przyjemne, gdy ktoś sugeruje Ci pasożytnictwo, czy lenistwo, co jest totalną bzdurą!

Kiedyś powrót do pracy był czymś naturalnym. Kobiety czuły lekki niedosyt - w końcu dziecko takie małe i już musi zostać pod opieką babci, ale żyć było trzeba z czegoś, więc te powroty nie były czymś dziwnym.
Później wydłużono okres "urlopu" macierzyńskiego (kto wymyślił takie określenie?!) i kobiety mają  możliwość dokonania wyboru, czy zostać dłużej w domu, czy raczej wrócić szybciej do pracy.

Doszliśmy jednak do takiego momentu, kiedy to kobieta. Wróć! Matka! Matka matce jest wilkiem.
Idealne określenie.
Matka matce jest wilkiem. Matka matce pluje jadem, bo nie karmi piersią, bo jej dziecko ma 2 lata i robi w majty, czy nie pracuje na etacie, tylko siedzi w domu.

Zacznijmy może od tego, że tak naprawdę decyzja o tym, czy kobieta może wrócić do pracy jest  podjęta w pełni świadomie, za pomocą prostej czynności - zestawienia wszystkich "za" i "przeciw".
Mam wrażenie, że odkąd jest 500 +, kobiety mają zdecydowanie trudniej z powrotem na rynek pracy. Dlaczego tak uważam? Z autopsji.

Nie chcę wrzucać wszystkich do jednego worka, ale tak jak wspominałam  na początku - ludzie dzielą się na dwa obozy, a przecież nie zawsze jest coś czarne albo białe.

Czy ktoś się zastanawiał nad tym, czy kobieta po drugim urlopie macierzyńskim  znajdzie pracę?
Teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie. A praktycznie?

Przyznam się szczerze, że do tej pory nie odczuwaliśmy potrzeby mojego powrotu do pracy. Zwłaszcza, że zajmowałam się edukacją domową pierworodnej. Nadszedł jednak czas, że po prostu poczułam, że chcę do ludzi. Chcę by nasz budżet został zasilony o dodatkową pensję, zwłaszcza, gdy trafia się dobra oferta pracy i w razie potrzeby do dyspozycji mamy wspaniałych dziadków.
Oczywiście nie jesteśmy za wykorzystywaniem dziadków, ale gdy sami zgłaszają gotowość do opieki nad maluchami, nagle zaczynasz rozważać decyzję o powrocie.

Tylko czy ten powrót będzie dla każdego taki łatwy?

Odkąd 500 + jest dostępne dla rodzin, my kobiety zostałyśmy zepchnięte na drugi plan. Szanuję oczywiście to, że niektórym to odpowiada, ale co z kobietami, które mimo tych dodatkowych pieniędzy nie mogą sobie pozwolić na pozostanie w domu?

Minione wakacje były atrakcyjne nie tylko pod względem słonecznych dni, ale także ofert pracy, które po prostu spadały z nieba.
Mogłam przebierać, że aż po prostu pękałam z zachwytu.
Niestety to było tylko takie pierwsze wrażenie.
Dlaczego?
Po przeanalizowaniu "ZA" i "PRZECIW" powrót do pracy nie dawał Nam tego, czego oczekiwaliśmy. Pogodzenie godzin pracy, opieka nad dziewczynkami, dojazd na miejsca pracy. Efekt tego byłby jeden - skórka za wyprawkę.
Drugą kwestią w braku propozycji zawodowych jest  posiadanie więcej niż tylko jednego dziecka.
Masz dwójkę, czy trójkę dzieci - siedź w domu. W końcu jest 500 +. Nikt nie potrzebuje pracownika, który co chwila będzie brał L4, bo dziecko choruje- najpierw jedno, potem drugie...

Pracodawcy szukają też osób do wyzysku. Nie oszukujmy się. Ktoś zdesperowany tylko podejmie się pracy na złych warunkach, albo ktoś kto mieszka w tej samej miejscowości co zakład pracy i dodatkowe wydatki typu dojazd, odpada. Poza tym, jeśli jest to na przykład matka dwójki dzieci, liczą się konkrety. Kwestia dojazdu, wynagrodzenia, opieki nad dziećmi, czy godzin w jakich otwarte jest przedszkole/żłobek oraz koszty z nim związane. Jeśli dzieci są małe i pogodzenie tego wszystkiego daje zysk nie warty zachodu, najrozsądniej jest po prostu zostać w domu do momentu, aż warunki do podjęcia pracy będą bardziej sprzyjające.

Rozsądne, prawda?
Niektórym jednak łatwiej jest rzucić obelgą, niż postawić się na czyimś miejscu i zrozumieć decyzję pozostania w domu.
Co innego ma się oczywiście do patologicznych sytuacji. Tutaj chyba nie trzeba się rozpisywać.
Uważam jednak, że wrzucanie wszystkich matek "siedzących" w domu do jednego worka z patologicznymi przypadkami, jest nie na miejscu.

Na zakończenie powiem jedno.

Zrozumiałam to dopiero po wielu nieudanych rozmowach o pracę. Nieudanych przez niesatysfakcjonujące warunki pracy lub dyskwalifikację mnie ze względu na bycie podwójną mamą.
Nadszedł czas, że w końcu osiągnęłam sukces. Pracuję w zawodzie, jestem w stanie pogodzić pracę  ze wszystkim i jest to praca za godne pieniądze.
Teraz te wszystkie porażki nie mają znaczenia, bo tak w sumie to nie były porażki, tylko świadomie podejmowane decyzje.


poniedziałek, 7 stycznia 2019

Postanowienia Noworoczne :)

Postanowienia Noworoczne :)
Witam się z Wami w tym nowym, 2019 roku :)
Właśnie będziecie czytać wpis z 2015 roku, który nieco uaktualniłam ;)
Photo by Ian Schneider on Unsplash

Nigdy nie miałam w zwyczaju planowania kolejnych 12 miesięcy. Przecież nigdy nie wiadomo co Nas czeka. Nie miałam żadnych postanowień- z góry zakładałam, że w nich nie wytrwam...

Ostatnio w jakimś poradniku wyczytałam, że istnieją twarde dowody na to, że jeśli jasno określę życiowe pragnienia, to ich realizacja znacznie się przyspieszy... Hmm... może faktycznie tak jest?!
Jak każdy mam marzenia, plany, nadzieje ... ale niestety na niektóre z nich nie mam do końca tylko ja wpływu, zależne są one od wielu innych czynników.
I tak właśnie jest w przypadku budowy Naszego domu, powrotu do pracy, przetrwania całego roku bez zmartwień i choroby...
ALE są i takie cele, które osiągnąć mogę tylko dzięki samozaparciu.

Wyczytałam również, że ustalenie i zapisanie na kartce konkretnego celu powoduje, że podświadomie nakierowujemy na niego myśli i działania. W rezultacie osiągamy swój cel znacznie szybciej. Mechanizm ten warto więc wykorzystać nie tylko do zmiany nawyków, życiowej postawy, czy przestawienia swojego światopoglądu, ale także do realizacji dużych projektów- na przykład remontu mieszkania.
Sposób w jaki myślimy, w dużej mierze ma wpływ na to, czego doświadczamy. Jeśli ciągle narzekamy i nie doceniamy tego co mamy, to opanowuje Nas złość i żal do świata, że inni mają lepiej od Nas.
Kiedyś na zajęciach z psychologii, wykładowca powiedział Nam, że Nasz umysł ma wielką moc. Istnieje tak zwane prawo przyciągania, które polega na tym, że przyciągam do swojego życia rzeczy, o których myślę.
Dobre myśli - dobry owoc, złe myśli- zły owoc...
Czyli w zależności od tego, jakie będą Nasze myśli, takie rzeczy będą przyciągane do Naszej rzeczywistości.
Wykładowca jako przykład opowiedział Nam historię o mężczyźnie, który wiódł skromne życie, codziennie marzył przed snem o wygranej w loterii i o tym na co mógłby przeznaczyć pieniądze.
Po paru latach jego sytuacja się poprawiła, wiodło mu się dobrze i nadszedł dzień, kiedy udało mu się wygrać...
No cóż, od czasów studiów marzę o wygranej w totka, ale coś słabo się staram, bo wygrać nie mogę :D
ALE... wybierając się na zakupy w dzień targowy, byłam nastawiona, że jedno jedyne miejsce parkingowe pod supermarketem na mnie czeka... i czekało. Mąż śmiał się, że to przypadek- może i faktycznie, ale nawet nie wyobrażacie sobie jak mnie to rozbawiło i jednocześnie zastanowiło, czy może faktycznie jest tak, jak wykładowca mówił...

Poprzez stosowanie tego prawa, możemy na swoją korzyść kreować rzeczywistość, przyciągając szczęście, radość, pieniądze, ludzi, upragnione sytuacje, wymarzone rzeczy materialne.
Aby to osiągnąć, należy TYLKO skupić swoje myśli na tym CZEGO PRAGNIEMY i prawdziwie uwierzyć w to, że to otrzymamy.
Na przykład ludzie cierpiący na poważne choroby- tak bardzo pragną żyć- wiara i ich nadzieja, że się uda przezwyciężyć chorobę- to połowa sukcesu!

Tak więc, kończąc już dzisiejszy wpis... bierzmy kartki i notujmy Nasze postanowienia!

- Koniec z krytyką!
Zacznę się skupiać na faktach i tak zamiast marudzenia, jak to nie lubię zimna i pluchy, pomyślę, że po prostu jest zimno i pada...
- Koniec z negatywnym myśleniem!
Będę myśleć pozytywnie, starać się szukać dobrych stron w tym, co przynosi mi los, nie będę z góry zakładać, że coś się nie uda. DOBRE MYŚLI- DOBRY OWOC!
- Będę wdzięczna
Doceniam to co mam, jak wielkie mam szczęście, ale będę jeszcze częściej o tym myśleć i dziękować Bogu.
- Zgubię zbędne kilogramy - Udało mi się to osiągnąć już kilkukrotnie, ale sami wiecie - ciąża, problemy zdrowotne, a teraz na sam koniec dały popalić hormony. Nie poddaję się! Schudnę, choćby nie wiem co. W końcu tylko raz w życiu obchodzi się trzydzieste urodziny, a ja swoje będę obchodzić we wrześniu. Nawet nie wiecie jak marzy mi się "mała czarna". Wierzę, że i tym razem z dietą pójdzie gładko i na urodziny powalę wszystkich efektem diety ;) A może zdążę już do wakacji? :)
- Wzmocnię Naszą odporność :)
Prócz zdrowej diety, soczki orzeźwiające z cytryny i pomarańczy, tran, cebula na kanapki, a i czosnek czas docenić :) -  Pamiętam gdy to pisałam. I wiecie co, udało się chyba. Cebula i (rzadziej) czosnek są u Nas częściej w okresie przeziębień. Świeżo wyciśnięte soki są dosyć często, zimą zwłaszcza z pomarańczy i cytryn :) Dodatkowo ogórki kiszone i kapusta kiszona pomagają zadbać nam o zdrowie.

Czego jeszcze bym chciała?
Zdrowia.
Zdrowia dla siebie, moich dzieci, męża. Zdrowia dla bliskich.
Ostatnio zaniedbałam swoje zdrowie.
Końcówka roku w dość bolesny sposób wszystkim Nam przypomniała, że zdrowie mamy jedno i koniecznie potrzebuje Naszej pomocy, gdy daje najdrobniejsze sygnały.
Nie zapominamy o regularnych badaniach kontrolnych.

Chciałabym jeszcze w końcu wdrożyć się w nowy rytm życia. Odkąd wróciłam do pracy wciąż staram się planować, by organizacyjnie wszystko pogodzić.
Mam nadzieję, że z czasem planowanie będzie wychodzić lepiej :)

Jakie są Wasze noworoczne postanowienia? :)

Pozdrawiam.



piątek, 23 listopada 2018

NIEZWYKŁE PRZYJAŹNIE W ŚWIECIE ROŚLIN I ZWIERZĄT - Emilia Dziubak - WYDAWNICTWO NASZA KSIĘGARNIA

NIEZWYKŁE PRZYJAŹNIE W ŚWIECIE ROŚLIN I ZWIERZĄT - Emilia Dziubak - WYDAWNICTWO NASZA KSIĘGARNIA

Co wspólnego ze sobą mają mrówki i mszyce, albo bocian i wróbel?
Czy przyjaźń może przybrać tylko jedną postać? Być do cna dobra, prawdziwa i bezinteresowna?




NIEZWYKŁE PRZYJAŹNIE W ŚWIECIE ROŚLIN I ZWIERZĄT
Emilia Dziubak
Klikając na zdjęcie, przeniesiesz się na stronę wydawnictwa NK.

Na pierwszych stronach książki poznajemy kota Homera, który pewnego dnia czuje się niepotrzebny i w związku z tym postanawia odejść.
Zapragnął mieć przyjaciela, który go doceni, zaopiekuje się nim i będzie go bezwzględnie uwielbiał.



Homer oprowadzi małego czytelnika po świecie zwierząt i roślin, a także ukaże wszystkie oblicza przyjaźni, bo przecież nie od dziś wiadomo, że przyjaźń może być różna. 
Może przerodzić się w miłość, a może być zwykłą "transakcją wiązaną".


Homer ukazuje oblicza przyjaźni.

Mrówki i mszyce są idealnym przykładem tego, że przyjaciel może być dobrym opiekunem.
Bakterie, grzyby i glony, wbrew pozorom również zasługują na miano przyjaciela i to takiego na dobre i na złe.
Są także nieświadome przyjaźnie, gdzie nie ma interesowności. Tylko, czy każdemu przyjaźń w jedną stronę jest w stanie wystarczyć?
Na pewno nie Homerowi.




Czy idealny przyjaciel istnieje? W świecie roślin i zwierząt owszem - jak na przykład trzmiel i kwiat koniczyny.
Istnieje także przyjaźń oparta na współpracy. Wystarczy się dogadywać, a jedno jest pewne - obie strony będą czerpać korzyści.

Niestety, istnieją także fałszywe przyjaźnie. Przyjaciel, który jest oszustem i działa na szkodę, to żaden przyjaciel.


Kolejnym przykładem jest przyjaciel od święta, czyli tylko wtedy, gdy jest potrzebny.
Tutaj dobrym przykładem jest Bąkojad i Nosorożec.

Są także i tacy przyjaciele u których przyjaźń przeradza się w miłość i to na przekór wszystkiemu!
W świecie zwierząt zdarzają się takie przypadki i to w dodatku pomiędzy różnymi gatunkami.
Zdarza się to rzadko, ale jednak się zdarza! 
Wiedzieliście o tym? 

Sąsiad przyjacielem? Są takie przypadki... w przyrodzie ;)


Czy Homer znalazł nowego przyjaciela?
Tego Wam nie mogę powiedzieć. Podpowiem tylko, że wcale nie musiał szukać aż tak daleko ;) 

Książka jest tekturowa, a tym samym mogłabym rzec- niezniszczalna :) 
Zawarte w niej informacje są naprawdę interesujące i ukazany świat roślin i zwierząt idealnie zobrazował wszystkie rodzaje przyjaźni nawiązując do świata ludzi.

Ilustracje są cudowne! Co tu ukrywać, tego można było się spodziewać, w końcu Emilia Dziubak tworzy jedyne w swoim rodzaju ilustracje, od których nie można oderwać oczu.



Poza interesującą i barwną zawartością książki, na ostatnich stronach znajdziemy test, który powie jakim typem przyjaciela jesteś - Ty lub Twoje dziecko ;) 


Piękne ilustracje i ciekawostki z życia grzybów, roślin i zwierząt  połączone w jednej książce.
Pozycja, którą powinieneś mieć w domu jeśli jesteś rodzica dziecka powyżej 4 r.ż. 

















Copyright © 2014 Cytryniaki , Blogger