środa, 8 sierpnia 2018

UWOLNIJ MNIE - DARIA SKIBA - WYDAWNICTWO VECTRA

UWOLNIJ MNIE - DARIA SKIBA - WYDAWNICTWO VECTRA
Jakiś czas temu, osoby obserwujące Nasz instagram, zauważyły, że w moje ręce trafiła książka "Uwolnij mnie".
Książka od autorki trafiła do mnie za sprawą akcji "Za zamkniętymi drzwiami", o której opowiadałam Wam tutaj (KLIK)

Książka leżała na stosie książek do przeczytania i czekała na swoją kolej. Los tak chciał, że czytana przeze mnie książka przepadła. Dziś wiem, że stało się tak za sprawą małych chochlików, ale dzięki temu zabrałam się za podarunek, który przyciągał wzrok swoją okładką. :)


UWOLNIJ MNIE
Daria Skiba

Książka opowiada historię dziewczyny. Niby nic szczególnego - dziewczyna taka jak ja, ty, czy twoja żona, która ma marzenia, cele.

Wszystko to czego pragnęła, kim była, całą radość życia przytłoczyła miłość.

Motyw miłości w literaturze przybiera różną postać - potrafi przenosić góry, sprawiać że niemożliwe staje się możliwe, ale również potrafi być destrukcyjna. Nie tyle samo uczucie, co raczej osoba którą darzymy tym uczuciem.
Idealnym stwierdzeniem pasującym do tej lektury jest tak często powtarzane przez zakochanych, że nie kochamy kogoś za coś, a pomimo czegoś.
Jakże zgubne dla bohaterki tej książki.

Książa wciąga od pierwszej strony i przyznam się, że doszłam do takiego momentu, w którym rozstałam się z książką, ponieważ postępowanie Diany - głównej bohaterki - nie było takie oczywiste.
Nie rozumiałam dlaczego główna bohaterka tkwiła w związku w którym zatracała siebie, swój czas i pieniądze, a jedyne na co mogła liczyć to poniżenie.
Na szczęście Diana budzi się w porę i woła o pomoc.
Podpowiem tylko, że z pomocą przychodzi jej bliska osoba, dzięki której przypomina sobie na nowo co to szczęście.

Kogo konkretnie prosi o pomoc, czy uda jej się uwolnić z rąk bestii oraz czy zazna nareszcie szczęście dowiecie się tylko z książki.

Na koniec muszę dodać, że gdy po rozłące z książką wróciłam do dalszej lektury, czytałam z takim zapałem, że aż zarwałam noc. Tak wiele się działo - tych dobrych rzeczy wywołujących uśmiech podczas czytania i tych złych, bardzo złych - powodujących smutek i żal, pomimo tego, że wszystko w książce było fikcyjną historią.


Kocham książki właśnie za to, że pozwalają razem z bohaterami przeżywać ich historie, wywołują tyle różnych emocji.

Książka na sam koniec jest dosyć ciężka za sprawą brutalnych scen.
Za to finał nie jest finałem, tylko zapowiedzią kolejnej części na którą już z niecierpliwością czekam :)


wtorek, 7 sierpnia 2018

100 GŁUPICH PYTAŃ DLA BYSTRZAKÓW - wydawnictwo NASZA KSIĘGARNIA

100 GŁUPICH PYTAŃ DLA BYSTRZAKÓW - wydawnictwo NASZA KSIĘGARNIA
Ciekawość leży w ludzkiej naturze, zwłaszcza w wieku dziecięcym.
Nic dziwnego, w końcu mały człowiek jest ciekawy świata, poznaje nowe rzeczy, otoczenie. Jest bacznym obserwatorem i naturalne jest, że pyta.
O wszystko.
kto ma w domu dzieci, ten wie, że w ciągu dnia ciekawskie dziecko jest w stanie wymyślić mnóstwo pytań.
Skąd się bierze "kupa"?
Dlaczego trawa jest zielona?
Dlaczego mleko jest białe?
I oczywiście najniewygodniejsze pytanie - Skąd się biorą dzieci? :)

U Nas były jeszcze pytania typu - Dlaczego gąsienica zamienia się w motyla? Dlaczego zmieniają się pory roku?
Dlaczego niebo będzie się burzyć? - Uwielbiam to pytanie :D 


100 GŁUPICH PYTAŃ DLA BYSTRZAKÓW.
Wydawnictwo: NASZA KSIĘGARNIA

Zbiór najróżnorodniejszych pytań. Z pozoru błahych i tak jak w tytule- głupich.
Jednak po zapoznaniu się z odpowiedziami na te pytania, dochodzimy do wniosku, że nie są one wcale nierozsądne.


 Uważam, że książka jest idealna dla starszych dzieci, ale także i dla rodziców.  Napisana jest w taki sposób, że z zaciekawieniem czyta się zawarte w niej wyjaśnienia i ciekawostki. 


Myślę, że nie jednemu rodzicowi książka pomoże wyjść z opresji. Dzieci potrafią być bezlitosne i zaatakować w każdej chwili absurdalnym pytaniem :)



Książka jest dosyć gruba - nic dziwnego, w końcu ogrom wiedzy się w niej znajduje :) 
Okładka tekturowa, do nabycia w księgarniach stacjonarnych i internetowych.


poniedziałek, 23 lipca 2018

Będę nosić okulary! Czyli o tym, jak pomogliśmy oswoić się z okularami.

Będę nosić okulary! Czyli o tym, jak pomogliśmy oswoić się z okularami.
Pierwsze badanie okulistyczne powinno być przeprowadzone podczas bilansu dwulatka. Niestety nie zawsze badanie jest przeprowadzane, albo jest przeprowadzane nieprawidłowo.
Poza tym - nie oszukujmy się. Pediatra nie posiada odpowiedniej wiedzy okulistycznej ani odpowiedniego sprzętu, by mógł sprawdzić dokładnie wzrok dziecka. Pozostaje mu więc tylko i wyłącznie posłużyć się kartami z ilustracjami i pobieżnie sprawdzić ostrość widzenia dziecka.
Nie możemy mieć o to pretensji, ponieważ nie ma żadnych regulacji prawnych dotyczących konkretnych badań podczas bilansu - w tym wypadku badań wzroku.


Bilans Hani.

Za każdym razem podczas bilansu nie był zauważany problem, ponieważ go nie było.
Hania rozwijała się prawidłowo, a z badaniem wzroku również sobie świetnie poradziła - tym podstawowym. 

Jestem w domu z dziećmi codziennie, bawię się z nimi, rysuję, czytam. 
Nic się nie działo niepokojącego. Hania świetnie radziła sobie z kolorowaniem i pilnowaniem linii, bardzo skupiała się na swoich pracach plastycznych. 
Nie było więc powodów do niepokoju. 

Zmiana w zachowaniu.

Pierwszym objawem była frustracja podczas kolorowania, czy w ogóle rysowania.
Pierwsze co przyszło mi na myśl, to że po prostu Hani się nie chce malować, może ją to zaczęło nudzić. 
Przestała sięgać po kredki, mazaki, nożyczki, farby... nie chciała nic tworzyć. Denerwowała się przy tym i tłumaczyła, że nie wychodzi jej to.
Nie jest takie jak sobie wymyśliła i nie będzie tego robić. 

Kolejnym objawem była niechęć do książek.
Tak, tak. Napiszę to jeszcze raz - NIECHĘĆ DO KSIĄŻEK. 
Mój mały mol książkowy przestał przeglądać książki. "Chwilę" przed tym zauważyłam, że praktycznie trzyma nos w książce. Gdy zaproponowałam wspólne czytanie, podczas przyglądania się ilustracjom, zauważyłam jak bardzo Hania musi zbliżyć się do książki, by mogła coś zauważyć.

Później Hania nie zauważała drobnych rzeczy które miała tuż pod nosem. 

Nie słuchaj nikogo.


 "To jest jeszcze dziecko, ma prawo niedbale malować" 

"Dzieci lubią siedzieć z nosem w książkach" 


Bądź uparta i nie słuchaj.

Jeśli intuicja podpowiada Ci, że naprawdę coś jest nie tak - sprawdź to.
Nikt inny nie zna Twojego dziecka tak dobrze jak ty.

Jeśli coś Cię niepokoi, znajdź specjalistę i sprawdź to.

Okulista!

Swoimi spostrzeżeniami podzieliłam się z mężem. Z resztą on sam również zwrócił uwagę na zmianę w zachowaniu Hani. Bez chwili zastanowienia umówiliśmy Hanię na wizytę.

W naszym przypadku była to wizyta prywatna. Nie chcieliśmy czekać pół roku na wizytę, poza tym od lat mamy zaufaną okulistkę i ponownie zaufaliśmy jej, tym razem w kwestii wzroku naszej córki.

Wizyta umówiona, co dalej?

Noszenie okularów nie jest powodem do wstydu. Jednak w przypadku dzieci, jest to już inność.
W naszym przypadku noszenie okularów nie jest czymś nowym.
Okulary noszę ja, noszą dziadkowie, dlatego też nie było "afery" w związku z ewentualną potrzebą noszenia okularów przez Hanię.

Bardziej skupiliśmy się na samej wizycie u okulisty, na tym jak ona może przebiegać.
Wyjaśniliśmy Hani, że pani która będzie ją badać, będzie musiała sprawdzić oczka na komputerze. Będzie musiała też wkropić do oczu kilka kropelek takiego specjalnego płynu, po którym będzie źle widzieć i który będzie mógł trochę szczypać.

Wałkowaliśmy to praktycznie każdego dnia.  Na początku Hania dopytywała, później zapytana czy wie po co jedziemy do okulisty i co pani będzie jej robić, odpowiadała pewna siebie - pani doktor sprawdzi mi oczka. Jak będą słabe, dostanę okulary i będę lepiej widziała.

Naklejki za odwagę.

Hania nie stresowała się wizytą. W poczekalni czekał chłopiec za nami i nawet próbowała dodać mu odwagi, bo przecież "Pani doktor ma nam pomóc, a nie zrobić krzywdę".

Pani doktor opowiedziała Hani co będzie robić i czy to boli - na moim przykładzie.
Hania obserwowała z boku. Nawet powiedziała Pani, że ona wszystko wiedziała co będzie robić, bo tata z mamą jej o tym opowiadali w domu :)

Kiedy nadeszła chwila, że to właśnie pierworodna miała zostać zbadana, nie było niechęci, strachu i płaczu.
Dzielnie zniosła nawet moment zakrapiania oczu.
Pani doktor pochwaliła Hanię, wręczyła jej kilka naklejek i naprawdę była w szoku, bo jeszcze tak dzielna pacjentka w tym wieku jej się nie trafiła.

Okulary.

Nasze podejrzenia były słuszne.
U Hani pojawiła się wada wzroku, nieznaczna, ale się pojawiła. Hania dostała zalecenie na okulary korekcyjne, kontrola za pół roku. Zalecenie nie było zaskoczeniem dla Hani. Była przygotowywana do tego, że być może będą jej potrzebne okularki.

Do salonu optycznego dotarliśmy w radosnych podskokach. Hania wiedziała, że jeśli będzie musiała nosić okulary, to oprawki wybierze sobie sama.
W końcu to mają być jej okularki, mają jej się podobać i ma z chęcią je nosić.

Hania jasno określiła, że chce by były ładne i czerwone :)  Potem z kilku par wybrała dwie, które najbardziej jej się spodobały. Przymierzyła i wybraliśmy te, które najlepiej leżały na nosku.

I dopiero w tym momencie był płacz i smuteczki.
Hania chciała już natychmiast odebrać okularki, a wyznaczono nam termin odbioru następnego dnia. I muszę wspomnieć, że i w tym momencie byłam dumna, ponieważ moje dziecko jasno powiedziało, że jest jej zło- smutne i potrzebuje przytulenia, by poczuć się lepiej.
Pani obsługująca Nas była w szoku. Jak wspomniała - zazwyczaj tego typy wizyty kończą się krzykiem, płaczem i szybkim wyprowadzeniem za drzwi. A tutaj proszę bardzo.
Wystarczy z dzieckiem rozmawiać.

Po chwili smuteczków i przytulańców, było już w porządku i mogliśmy wracać do domu.
Następnego dnia Hania nie mogła się doczekać naszego wyjazdu po okulary.
Kiedy już miała je na nosie, prosiła o dużo zdjęć, by mogła wybrać najlepsze i żebym wysłała do wszystkich cioć i wujków, a przede wszystkim dziadków :)

W domu było dużo przyglądania się w lustrze, przeglądania książek i rysowania. Było dużo radości.

Co na to inne dzieci?

Na szczęście w naszym otoczeniu są tolerancyjne dzieci. Być może wynika to z tego, że coraz więcej osób nosi okulary, albo dlatego, że to nie jest jeszcze ten wiek, żeby szukać powodów do szydzenia z innych.
Jednak nie tak dawno Hania poznała nową koleżankę, która niechętnie chciała się zaprzyjaźnić.
Po chwili oswojenia się, dziewczynki bawiły się razem. W trakcie zabawy padło jednak pytanie - "Po co Ci okulary?" - z lekkim chichotem.
Hania bez chwili zastanowienia odpowiedziała "Są mi potrzebne, żebym mogła lepiej widzieć. Moja mama też nosi okulary, ale ma czarne oprawki. Moje są ładniejsze. Czerwone". :)

Nie ma co ukrywać, czerwone zdecydowanie ładniejsze od czarnych ;)

Na koniec tylko dodam - rozmawiajcie z dziećmi, słuchajcie też swojej intuicji, obserwujcie i reagujcie.

Nic nie ucieszy rodzica bardziej, jak skuteczna pomoc dziecku.
Do dzisiaj mam w pamięci słowa Hani po kilu dniach noszenia okularów
"Mamusiu, tatusiu dziękuję za okularki, bo ja teraz wszystko widzę!".
A w rozmowie z babcią - "Babciu, mam super wzrok w okularkach i wszystko widzę!"
Tak niewiele, a zarazem tak wiele. Wzrusz był taki, że chyba nie muszę się rozpisywać :)





Copyright © 2014 Cytryniaki , Blogger