środa, 20 września 2017

Bądź jak Pixar !

Bądź jak Pixar !




Kiedyś czytanie kojarzyło się z nudnymi lekturami i przymusem ich poznania na zajęcia.
Widok czytającej na korytarzu dziewczyny w szkole, czy na ławce parku przyczyniał się do etykietowania i określania mianem kujona. Osoba z książką pod ręką zapewne jest nudna jak flaki z olejem, nie posiada znajomych i dlatego książka jest jedynym towarzyszem.
Z czasem jednak takie postrzeganie się zmieniło.
Na ulicy, w parku, w sklepie, w autobusie - wszędzie widzimy osoby z książkami.
Czytanie, to taki mały nałóg, który nie wyrządza krzywdy, a wręcz przeciwnie - ubogaca.
Ubogaca nas o nowe przeżycia, czy słownictwo. Daje możliwość wyciszenia, zapomnienia o codziennych sprawach.

Uwielbiam czytać i kiedyś był to mój prawdziwy nałóg. Telewizor i komputer mógł dla mnie nie istnieć, ważne bym miała coś do czytania. Z czasem jednak czytałam coraz mniej. Na głowie miałam tysiące innych zadań do wykonania, ale i pomimo zmęczenia, miałam chęć sięgnąć po książkę.
Z kilkoma znajomymi podjęłam temat - "Co ostatnio ciekawego przeczytałaś?".
Usłyszałam "Oszalałaś? Nie mam czasu na czytanie".
Trochę przykre zjawisko, chociaż w sumie nie powinna mnie zdziwić odpowiedź.
Każdy gdzieś pędzi, ma coś do zrobienia na cito, albo ma przy sobie bardzo absorbującego malucha, który uniemożliwia swobodne czytanie.
Tak też było w moim przypadku, na szczęście dobra książka potrafi zmotywować do zagospodarowania czasu w taki sposób, by móc oddać się bez reszty lekturze.

Dziś podrzucam Wam wpis Moniki, która wyjaśnia dlaczego wielbi książki.

Monika Kilijańska.
Kobieta wielozadaniowa: matka, żona, kucharka, sprzątaczka, blogerka, copywriterka, transkryptorka i kto wie kto jeszcze!
Uwielbia marcepan i lody czekoladowe. Cały czas ma nadzieję, że kalorie idą w cycki.
Prowadzi blog www.konfabula.pl. na którym nie znajdziesz wystylizowanych zdjęć dzieci czy wnętrz - według niej nie o to chodzi.
Jak mawia - "Taki life bez stylu, wychowanie bez spiny".


Zwykle czas dla siebie to ostatnia rzecz na liście priorytetów matki. Także ja tak mam. Niestety do „czasu dla siebie” należy też moje kochane czytanie książek.
Jednak robię to tak często jak mogę: czekając aż dzieci skończą zajęcia dodatkowe, w kolejce do lekarza czy też jadąc pociągiem. Czasem nawet jedna strona przed snem to lepiej niż nic.
Dlaczego warto przeczytać książkę właśnie teraz, nie odkładać tego na później?
Matematycznie rzecz biorąc książki dodają inteligencji
Kiedy robiłam prawo jazdy, nie miałam żadnego doświadczenia w jeżdżeniu samochodem. Zwykle nawet na trasie nie zwracałam uwagi na znaki drogowe czy prawo do pierwszeństwa przejazdu uczestników ruchu. Mój tata miał bodajże 30-letnie doświadczenie w tej kwestii. Jeśli nauczyłby mnie choćby 5% tego, czego wie, posiadałabym ponad 1,5 roczne doświadczenie jeszcze przed pierwszą jazdą z instruktorem jazdy. Tak samo jest z książkami. Kiedy czytasz książkę, otrzymujesz największą od dekad wiedzę na dany temat. Choćby było to nawet wychowanie dzieci. Z książkami np. autorstwa Adele Faber i Elaine Mazlish, które spotykały się wiele lat z różnymi przypadkami dziecięcego zachowania i reakcji rodziców na nie, byłam o wiele bardziej doświadczona niż bez ich pomocy. Jeśli nawet przyswoiłam zaledwie kilka procent wiedzy w nich zawartej, jestem i tak bogatsza o doświadczenia wielu lat w zaledwie kilka tygodni czytania.
Książki otwierają umysł
Wychowywałam się w katolickim otoczeniu. A potem wyjechałam na studia do Koszalina, gdzie jest o wiele większy odsetek np. protestantów czy prawosławnych. Co ja tam wiedziałam! Dla mnie chrześcijanin i katolik to były synonimy. Jaką ja byłam ignorantką! Może dlatego, że nie czytałam o różnicach tych dwóch wierzeń. Im więcej czytasz, tym większe prawdopodobieństwo zrozumienia inności. Nie ważne czy jest to inne wierzenie, rasa, płeć. To tylko słowa na stronach, możesz je zaakceptować lub nie. Ale wiesz!
Książki budują kreatywność
Gdyby James Dyson posłuchał innych, by został w swojej niszy, nie wynalazłby suszarki do rąk, a pozostałby przy odkurzaczach bezworkowych. Elon Musk zbijałby kokosy na PayPalu, nie myśląc o samochodach na prąd czy lotach w kosmos. Richard Branson pewnie by pozostał prawnikiem jak jego rodzina, ale jego kreatywność i pomysłowość pozwoliła na rozwinięcie całego Virgin Group. Steve Jobs mógł przecież pozostać w niszy komputerów Apple, jednak zakupił raczkujące studio filmów animowanych Pixar, które później zdobyło wiele Oscarów za swoje animacje. Analogia jest wszędzie. To jak łączenie kropek. Kropek smutnych, wesołych, mądrych. Każda z książek może być taką kropką. Im masz ich więcej, tym ciekawsze połączenia powstają między nimi. Łącząc te kropki tworzysz obrazy, obrazy swojej przyszłości. Jeśli czytasz wiele o animacji, jesteś ekspertem w tej dziedzinie. Jeśli połączysz to ze storytellingiem będziesz jak Pixar. Zawsze bądź jak Pixar.



poniedziałek, 31 lipca 2017

CZTERY PORY ROKU i ABSOLUTNIE FANTASTYCZNE ŁAMIGŁÓWKI - NASZA KSIĘGARNIA - KSIĄŻECZKI Z NASZEJ DOMOWEJ BIBLIOTECZKI

CZTERY PORY ROKU i ABSOLUTNIE FANTASTYCZNE ŁAMIGŁÓWKI - NASZA KSIĘGARNIA - KSIĄŻECZKI Z NASZEJ DOMOWEJ BIBLIOTECZKI



CZTERY PORY ROKU 

Cztery pory roku, to świetne zestawienie wierszy, autorów tj.:
- Tadeusz Kubiak
- Jerzy Kierst
- Barbara Lewandowska.
A także pięknych ilustracji, cudnych w swej prostocie, przygotowanych przez Anitę Paszkiewicz - Tokarczyk i jej męża Mirosława Tokarczyka.







Wiersze są napisane prostym językiem, zrozumiałym i czyta się je naprawdę przyjemnie. Słucha z resztą też- Hania bardzo je polubiła i prosi o ich przeczytanie kilka razy w ciągu dnia.

Nie ma co się dziwić, wiersze są pogodne, momentami zabawne. Ukazują zmienność pór roku, zwracają uwagę malucha na cechy charakterystyczne pór, czy też na zachowanie zwierząt.




Gdybym wróciła do pracy w szkole, zapewne wykorzystałabym ją jako pomoc dydaktyczną :)


ABSOLUTNIE FANTASTYCZNE ŁAMIGŁÓWKI

Absolutnie fantastyczny zbiór łamigłówek - obrazkowych, językowych i matematycznych. Oprócz tego znajdziemy w niej liczne labirynty, łączenie kropek, czy zadania w których musimy wykazać się spostrzegawczością - znaleźć różnice, odnaleźć szczegóły, dopasować elementy.

Uważam, że jest to ABSOLUTNIE FANTASTYCZNA pozycja na nudę w domu, gdy za oknem deszcz, bądź na nudę w aucie, gdy podróżujemy z dziećmi.

Książka jest idealna dla starszaków potrafiących liczyć, czytać, ale nie znaczy to, że młodsze dzieci się nią nie zainteresują.
Zainteresują, zwłaszcza jeśli to będzie kolejna okazja by móc porozwiązywać łamigłówki z rodzicami, spędzić z nimi czas w wesołej atmosferze.

Odnajdywanie żołędzi, różnic między krokodylami, rozpoznawanie kształtów, polowanie na robale, dopasowywanie elementów, łączenie w pary, czy odszukiwanie ukrytych wróżek to zadania z którymi sobie poradzi młodsze dziecko. A w towarzystwie rodzica, będzie w stanie poradzić sobie jeszcze z innymi tego typu zadaniami.







Książka jest barwna, przykuwa wzrok swoimi kolorami, bajkowymi postaciami, zwierzątkami, potworkami- które to wcale nie są takie straszne. Ilustracje zachęcają do wykonania zadania - zarówno chłopcy, jak i dziewczynki znajdą tu coś dla siebie - są księżniczki, roboty... krótko mówiąc - dla każdego coś fajnego :)

Zarówno pierwszą, jak i drugą pozycję gorąco polecam!

Pochwalcie się w komentarzach, jakie Wam udało się zdobyć książki :)
M.


czwartek, 27 lipca 2017

Chruścik

Chruścik
Kto mnie podczytuje, doskonale pamięta lekko humorystyczne wpisy z #pamiętnika oponki.
Jeśli nie, zapraszam do nadrobienia.
Teksty znajdziesz tuta -> KLIK i KLIK

Pamiętam każdy raz, gdy na nowo zaczynałam dietę. Pamiętam swoje niepowodzenia, zniechęcenie, powracające kilogramy. Pamiętam wszystko to tak dobrze, jak smak ulubionej czekolady.

Pamiętam też swoje postanowienie - to tegoroczne, a w sumie to zeszłoroczne. Już w grudniu postanowiłam, że muszę wrócić do formy, że CHCĘ wrócić do formy. Nie dla kogoś, a dla siebie.
Każdy mówi, że najważniejsze to czuć się dobrze w swoim ciele. W moim czułam się źle. Denerwowały mnie te wszystkie wałeczki, trudności przy dłuższym wysiłku i zakupy. Jak miałam prosić o znalezienie mojego rozmiaru, wolałam nie pytać w ogóle.
Za każdym razem gdy wieszałam pranie, miałam wrażenie, że rozwieszam namiot.
Owszem, źle nie było, bo przecież się nie turlałam, a do wagi z przed ciąży niewiele mi brakowało. Dla mnie to były tony, a nie kilogramy.

Najważniejsze to chcieć!
Postanowiłam, że schudnę i to zrobiłam.
Były pytania - a po co, a na co, a dlaczego jest Ci źle... Było mi źle. Mój wiek metaboliczny dał mi do myślenia. Jestem młodą kobietą i szkoda było mi zaprzepaścić soje zdrowie, bo to także o zdrowie się rozchodziło.

Wsparcie
Bywało ciężko, bo przecież wchłanianie słodyczy to taki sam nałóg, jak każdy inny. Trochę pomogły mi w tym moje dolegliwości, dały mi większą motywację do tego by wyrwać w postanowieniu. Na samą myśl o bólu z powodu kamicy żółciowej, odechciewało się wszystkich słodyczy, czy fast foodów.
Nie ukrywam że i wsparcie bliskich miało znaczenie. Uszanowanie mojej decyzji o diecie, budujące komentarze, słowa otuchy męża.

Zmiana na lepsze.
Dieta to nie głodzenie się, a układanie zbilansowanej diety, wprowadzenie zdrowych nawyków żywieniowych. Korzyść z mojej zmiany sposobu odżywiania czerpali także domownicy. Zdrowe przekąski, lekkie posiłki.

Ćwiczenia też są ważne
Będąc na diecie, korzystałam także z siłowni. Starannie dobrane ćwiczenia przez trenera szybko przyniosły efekty. Ubywające centymetry motywowały jeszcze do cięższej pracy na siłowni. Ze znienawidzonego rozmiaru nie ma śladu. Z wielką radością pozbyłam się za dużych ubrań i wymieniłam garderobę na dużo mniejsze rozmiary.

Osiągnęłam swój cel.
Podobam się sobie, pomimo, że nadal do wyznaczonej wagi brakuje kilku kilogramów. Jednak to nie szkodzi.
Co prawda pojawił się kryzys po operacji - długa przerwa w ćwiczeniach, w dodatku w końcu mogę wszystko jeść i nie martwić się bólem. Jednak nie jest to tak, że nadrabiam cały ten czas diety. Mogę jadać normalnie, ale pamiętam o odpowiednich porcjach. Szkoda byłoby zaprzepaścić tyle ciężkiej pracy na siłowni oraz wyrzeczeń na talerzu, by pozwolić sobie na obżarstwo.
Poza tym, zakup pięknej bielizny jest wart trzymania się swojego postanowienia. A miny wszystkich tych, którzy tylko gadają, że marzą o pięknej sylwetce i lepszej formie - bezcenne.

Tak więc z oponki stałam się chruścikiem i dobrze mi z tym :)

PRZED

PO
Wskoczyłam w wymarzony rozmiar.
Tak jak wspomniałam - jeszcze kilka kg muszę zgubić, ale jestem bliżej celu, niż kilka miesięcy temu.
Kiedy się podejmowałam zgubienia tego zbędnego balastu, sama w to nie wierzyłam. Niby postanowienie było, a po cichu myślałam sobie, że będzie jak zawsze. Jakoś szczególnie nie udokumentowałam swojej przemiany - kilka zdjęć i zanotowane cm oraz kg w zeszycie.
Nie chcę już pamiętać siebie z przed tych kilku miesięcy.
Teraz jest dobrze.
I jestem niesamowicie z siebie dumna. Tym razem dałam radę i jestem już prawie u mety.
A Ty?

M.
Copyright © 2014 Cytryniaki , Blogger