czwartek, 22 czerwca 2017

Rok na wsi - NASZA KSIĘGARNIA - Nasza domowa biblioteczka.

Rok na wsi - NASZA KSIĘGARNIA - Nasza domowa biblioteczka.
Rok w lesie oraz Rok w przedszkolu  są wspaniałymi, ilustrowanymi pozycjami dla maluchów, dającymi duże pole do popisu dla wyobraźni rodziców, a także i dzieci.

Rok w lesie wciąż jest w użyciu, Hania uwielbia pozycje o zwierzętach, dlatego, książka u nas na czasie na zmianę z innymi pozycjami. Rok w przedszkolu również jest przez nas lubiany, jednak Hania pała miłością bezwzględną do swojej pierwszej książeczki zawierającej tylko i wyłącznie ilustracje.

W nasze ręce trafiła kolejna część - Rok na wsi.
Budowa ta sama, co poprzednie części - grube, tekturowe strony, brak tekstu, książeczka pełna jasnych, ciepłych barw.
Ilustracje przedstawiają konkretne osoby i sytuacje, czynności które mogą mieć miejsce w określonym miesiącu.
Książka  ukazuje, że to właśnie pory roku nadają rytm wiejskiemu życiu.



Na wstępie poznajemy bohaterów książki - nie tylko ludzi, ale i zwierzęta.
Każda ilustracja przedstawia życie na wsi jako wesołe, intensywne.  Wykonywanie określonych czynności, jako czystą przyjemność, służącą czemuś, a nie ciężki obowiązek wykonywany bez celu.






Oprócz tego dziecko poznaje zwierzęta zamieszkujące w gospodarstwie, interakcje między poszczególnymi gatunkami, a także rolę w naszym życiu.

Podoba mi się sposób przedstawienia życia na wsi, ilustracje, zwrócenie uwagi na szczegóły - ilustracje są pełne detali, a przeglądanie książki nigdy się nie znudzi. Ile razy się do niej zajrzy, tyle razy dostrzega się coś nowego na co warto zwrócić uwagę.

I życie na wsi przestaje być takie straszne ;)

Gorąco polecam!

wtorek, 20 czerwca 2017

A czy ty radzisz sobie z gniewem?

A czy ty radzisz sobie z gniewem?
Miałam ostatnio okazję, chociaż tego tak bym nie nazwała, byłam bardziej świadkiem. A więc byłam ostatnio świadkiem dosyć nieprzyjemnej scenki.
Będąc na zakupach w jednym z większych supermarketów, zauważyłam pewną rodzinę.
Była to para - rodzice i dwóch chłopców. Na oko starszy miał jakieś 9 lat, młodszy co najwyżej 5-6.
Na zakupach byłam bez dzieci, więc ze spokojem z mężem mogliśmy zapełnić koszyk, wykreślając po kolei produkty z listy.

Rodzinkę o której jest dzisiejszy wpis zauważyłam już przy wejściu. Dzieci były podekscytowane, mama dumnie kroczyła trzymając pod pachą męża/partnera - na pewno ojca dzieci.
Chłopcy pytali co im kupi, czy auto, może jakieś gry ... ojciec rzekł, że po prostu wydadzą trochę pieniędzy. Pierwsze co mi się nasunęło na myśl - pewnie wrócił z pracy za granicą, dzieci utęsknione - chciał pewnie im wynagrodzić stracony czas i zrobić niespodziankę. Patrząc na dzieci - uśmiechy nie schodziły im z buziek. Można rzec, że udało się ojcu osiągnąć cel, bo nie ma nic lepszego od radosnych dzieci.

Kolejny raz zetknęłam się na nich przy pieczywie. Starszy chłopiec przyjął poważną pozę, oczy mu błyszczały i widziałam w nich strach i smutek. Młodszy kulturalnie wziął dla siebie bułkę, po czym zakomunikował matce, że jest głodny. Sprzeciwu przed jej zjedzeniem nie było do czasu aż podszedł ojciec.
Nie zwracałam już uwagi, ruszyłam do przodu, ale nie dało się nie słyszeć słów ojca, który za nadgryzioną bułkę chciał już wyjść z siebie i wtłuc "gówniarzowi".

Kolejny raz i to już ostatni raz był przy punkcie gastronomicznym, można określić go barem. Stałam w alejce czytając etykietkę ale tak naprawdę ciężko było skupić uwagę na tym co czytałam. Nie mogłam pozbyć się z głowy tej przestraszonej twarzy chłopca.
Minęli mnie i usiedli przy jednym ze stolików. Przyglądałam się im ukradkiem, bo szczerze - gdy tatuś chłopców spojrzał na mnie, sama się bałam. Miałam wrażenie, że emanuje złością. Jego nerwowe gesty, ton głosu - przemawiał przez niego gniew i widać było, że ciężko jest mu panować nad sobą.
Pomyślałam, że może ma stresującą pracę, może mają problemy - różnie w życiu bywa i ktoś z boku może źle ocenić drugiego człowieka, dlatego ja tego nie robiłam. Nie oceniałam.
Ot, po prostu miałam możliwość natrafić na nich tego dnia kilka razy. Nie analizowałam, nie oceniałam, po prostu zwróciłam na nich uwagę.

Rodzina zamówiła coś do jedzenia, ja ruszyłam do kolejnej alejki z której miałam również na nich widok. Nie przyglądałam się, nie zwracałam uwagi, zajęłam się skreślaniem produktów z listy. Mijając stoliki usłyszałam rozmowę - chłopcy byli bardzo głodni, ojciec rzucił tekst, że trzeba się streszczać, bo do załatwienia ma sprawę na mieście.
Później usłyszałam dosyć wulgarny tekst, który padł z ust ojca.
"C*** mnie zaraz strzeli. Żryj tego kurczaka normalnie. Otwieraj buzię" Po czym wepchał młodszemu do ust spory kawałek mięsa. Chłopiec wyglądał jak chomik z pełnymi policzkami. W oczach pojawiły się łzy.
"Wypluj to !" Wydarł się ojciec.
Nie wyglądało to ciekawie, ale chłopiec był posłuszny. Wszyscy którzy byli w pobliżu zwrócili uwagę na ojca i chłopca.W tym także i ja. Nie dało się nie słyszeć słów ojca.
Odwróciłam się  i nie odrywałam wzroku od stolika. Spoglądałam na matkę dzieci, która się zgarbiła i nie podniosła wzroku znad talerza. Spoglądałam na chłopców, których było mi żal, bo przecież przed chwilą wchodzili do sklepu i mieli całkiem dobry humor.
Mój wzrok, z resztą jak każdego będącego w pobliżu zatrzymał się na ojcu. Czekałam czy odwróci się w moją stronę, miałam ochotę podejść i zwrócić mu uwagę - o słownictwo, o zachowanie. Byłam zła, bo nie zdawał sobie sprawy z tego, co przez niego dzieje się w ich głowie.
Widząc pozostałych ludzi, chyba każdy czekał na ten moment. Czekał co zrobi ojciec. Miałam wrażenie, że każdy był w gotowości, by zareagować.

Matka chłopców szturchnęła ojca, ten w końcu się rozejrzał , a także i do mnie się odwrócił, spojrzał, trzymając tym samym dłoń pod brodą młodszego chłopca, który wciąż opróżniał policzki.
W tamtym momencie to ode mnie emanowała złość.
Czekałam aż się do mnie odezwie, układałam w głowie co mu powiem, a on po prostu zrobił się bordowy i spuścił głowę. Usiadł, wyprostował się jakby chciał wziąć ostatni wdech. Złapał syna za ramię i powiedział żeby sam jadł swoim tempem. On poczeka. Starszy syn rozejrzał się dookoła, po czym spojrzał się w moją stronę, mama chłopców również po czym zmieszana uśmiechnęła się sztucznie do mężczyzny.
Chciałam zwrócić uwagę. Spojrzenie wystarczyło. Nie tylko moje spojrzenie, a każdego w tym sklepie.
Sytuacja wyglądała tak, jakby w tamtym momencie czas się zatrzymał. Jakby ktoś za pomocą magicznej różdżki zatrzymał czas. Wszyscy stali nieruchomo i wpatrywali się w ojca, a jego reakcja przeciągała się  z sekundy na sekundę, jakby w zwolnionym tempie, by po chwili wróciło wszystko do normy.
Źródło

Nie spotkałam ich już więcej. Wracając do domu milczałam. Analizowałam wszystko co widziałam. Serce mnie bolało, bo przed oczami miałam wciąż twarz tego chłopca. W uszach dzwonił ton ojca.
Nie wyobrażam sobie, że są ludzie którzy tak odnoszą się do ludzi których kochają. Ludzi, bo małe dziecko to też, to przede wszystkim (!) taki sam człowiek jak dorosły, z tą różnicą, że posiada mniejszy bagaż doświadczeń i nie zawsze potrafi się sam obronić.
Wciąż staram się nie oceniać ojca. Różnie bywa, może naprawdę miał zły dzień. Tylko czy go to tłumaczy? Czy jeśli mamy zły dzień, to jesteśmy zwolnieni z kochania, szanowania, godnego traktowania?

Każdego dnia uczymy dzieci radzenia sobie z gniewem, a czy każdy dorosły, czy każdy rodzic potrafi sam nad tym gniewem zapanować?

Zastanawia mnie jedno - czy matka chłopców nie reagowała, bo wiedziała że to po prostu zły dzień ojca?
A może była już przyzwyczajona do tego typu sytuacji?
Dlaczego nie reagowała?

Wszystko rozumiem - zmęczenie, stres, zmartwienia. Czy powinniśmy obarczać tym dzieci, wyżywać się za swoje niepowodzenia na nich?
Również bywam zmęczona, sfrustrowana, mam ochotę uciec. Mam zmartwienia jak każdy.
Jednak nie wyobrażam sobie, by w podobny sposób odreagowywać, by krzywdzić swoje dzieci, które kocham nad życie. Bywam wściekła, ale mam swój sposób na to. Sposób by zapanować nad tym. Nie wyobrażam sobie używać takich słów do dzieci. Nie wyobrażam sobie w ich spojrzeniu dostrzec  strach. Przede mną. To byłaby największa porażka.


środa, 14 czerwca 2017

Zbiór bzdur.

Zbiór bzdur.
Niektórzy ludzie myślą, że jak już zostają rodzicami, to  przybywa im rozumu.
Czasem odnoszę wrażenie, że chyba małpiego.

Powoli zaczynam powątpiewać w ludzi. Niby mamy XXI wiek, szkoły, internet ... a ludzie jakby zaczęli głupieć. Zwłaszcza matki.
Rozumiem ogłupienie z radości, takie pozytywne, że dostaje się bzika na punkcie dziecka - w tym złego nic nie ma. Zauroczenie matki dzieckiem - każda mama to przechodzi.

Za to nie rozumiem jak można zostawić dwójkę dzieci w domu z otwartym balkonem i iść szukać psa... Tak, dobrze czytasz. Był taki przypadek. Efekt? Dziewczynka wypadła przez balkon, bo rozglądała się za mamą, w pokoju bawił się jej  młodszy brat. Nie pamiętam już dokładnie - dziewczynka chyba miała 5 lat, brat 3. Wiem że matka była trzeźwa, a dziewczynce nic poważnego się nie stało. Nie zmienia to faktu, że małych dzieci nie zostawia się w domach samych, w dodatku z otwartym balkonem!
A ile przypadków już było, że dziecku stała się krzywda, a rodzice byli pijani?!

Mamy lato. Co prawda pogoda nie zawsze dopisuje, ale już w tym roku przygrzało porządnie nie raz i nie dwa. Jednak woda w morzu zimna, nawet w jeziorze się dobrze nie nagrzała,  aż się nie chciało nawet umoczyć stóp.
Wieczorem zdjęcie na facebooku jednej ze znajomych - małe dziecko w stroju kąpielowym przy brzegu na plaży prawie do pasa we wodzie- "pierwsza kąpiel w Morzu". Oby za klika dni nie było pierwszego pobytu w szpitalu...

Fora internetowe.
Ja myślałam, że te wszystkie głupie screeny wrzucane na facebooka z głupimi pytaniami to po prostu jakiś marny żart. No bo jak można być na tyle głupim, by pytać o przeszczep łożyska, albo podpowiadać jak to smakowanie kupki dziecka ma pomóc w wyeliminowaniu alergenu z diety...

Czytałam też, że Wi- fi ma wpływ na ciąże, może jej zaszkodzić, więc lepiej używać kabla do internetu i koniecznie trzeba znaleźć paragraf na opornych sąsiadów...
Źródło

Zostawianie dzieci w aucie - to to już szkoda o tym mówić i pisać, bo już naprawdę zostało dużo powiedziane, napisane i nawet nagrane i puszczone w telewizorach. W głowie się to nie mieści - jak można zostawić dziecko w nagrzanym aucie? Ne jestem w stanie pojąć.

Szczepienia - o! To jest temat numer 1. Zawsze i wszędzie jest wojna o szczepienia. Zaraz po tym - karmienie/głodzenie dziecka, poród naturalny/CC...
W internecie rozhulał się wpis mamy, która miała problem - dziecko skaleczyło się w palec, który potraktowała wodą utlenioną i spirytusem. Zebrała się ropa, palec spuchł strasznie, dziecko płacze. Co ma zrobić? No co ona może zrobić w tej sytuacji?
Do szpitala nie pójdzie, bo dziecko nigdy nie szczepione i wezwą sanepid, a poza tym ona nie chce żeby w szpitalu dali mu zastrzyk przeciw tężcowi...
Źródło

Boże! Widzisz i nie grzmisz!

Szczepienie również przyczyniło się do tego, że jednej Pani syn ma popędy homoseksualne. Trzyletni chłopiec woli bawić się z innymi chłopcami, co ona może z tym zrobić?

Rozumiem, że mamy  prawo do bycia rodzicem, ale tak sobie myślę - czy nie byłoby lepiej, gdyby tak każdy chętny na rodzica przechodził test?
Test, który pokazałby jaka jest wiedza na różne tematy, czy jak udzielić pierwszej pomocy, reagowanie na różne sytuacje. Przeraża mnie natłok tych wszystkich informacji o tym jak rodzice wyrządzają krzywdę  swoim dzieciom.
I tych dzieci mi szkoda. Serce pęka na samą myśl...

Zagrożeniem dla dzieci jest internet. A raczej ich matki, które z niego korzystają. Szukają pomocy, zamiast od razu, nawet intuicyjnie udać się do specjalisty. Matki wolą zapytać na forach czy facebook'u i uznają przeczytane informacje za pewniak.
Nie wiem co gorsze - matki które stosują wszystkie te durne rady, czy może ludzie, którzy te durne rady dają, biorąc także na siebie w pewnym stopniu odpowiedzialność. Może gdyby tak każdy pod głupimi wpisami dał jednakową odpowiedz - udaj się do specjalisty - to osoby pytające zakodowałyby sobie w głowie, że to najwłaściwsze rozwiązanie...

"Może i sama głupota nie boli, ale jej skutki owszem...".


A ty jakie "perełki" znalazłeś w internecie?
Podziel się.

M.
Copyright © 2014 Cytryniaki , Blogger