piątek, 2 grudnia 2016

Jestem Paulina i żyłam w toksycznym związku - CYTRYNIADA -

W związkach bywa różnie, raz jest różowo, innym razem szaro. Będąc w związku zmieniamy się - stajemy się lepszymi ludźmi, a czasem pod wpływem partnera nabieramy złych cech. Bywa niestety i tak, że będąc w związku, zatracamy siebie, mamy wrażenie, że jesteśmy zamknięci jak ptak w klatce i to tylko kwestia czasu, gdy sami do tego wniosku dochodzimy.
Poznajcie Paulinę, która uwolniła się od swojego zaborczego partnera.

Źródło


Zaczęło się jak to zwykle bywa- od pierwszego spojrzenia, pocałunku i skończyło na tym, że zostaliście parą…

- Jaki był Wasz związek na początku znajomości?

Może zacznę od tego, że była między nami różnica 12lat. Miałam 15 lat kiedy zaczęliśmy być parą. Na początku wszystko było idealnie, spacery, kolacje długie rozmowy. Dobre rady, opieka. Wspólne wyjścia, wyjazdy (To było to czego nie znajdowałam w chłopakach w moim wieku). Byłam szczęśliwa...

- Jak długo byliście szczęśliwi i jak długo trwał Wasz związek?

Ja byłam szczęśliwa przez pierwsze pół roku może 1,5  związku. Czy on był? Nie wiem chyba cały czas, do momentu rozstania.  Nieco ponad 4 lata byliśmy w związku.  

- Co spowodowało, że Wasze relacje zaczęły się zmieniać?
Kiedy zauważyłaś problem?

Długo bym musiała opowiadać, kiedy coś zaczęło się zmieniać. Jednak najlepiej będzie jak zacznę od początku.  
Zaczęło się od zaręczyn. Zresztą miałam 15 lat, rozumiecie to?
Przyjęłam oświadczyny po miesiącu związku. Nie ukrywam byłam szczęśliwa (chociaż nie wiem co ja sobie wtedy myślałam). Problem pojawił się kiedy zamieszkaliśmy razem, oczywiście nie tak od razu (ram czasowych wam nie powiem, bo skłamać nie chcę, a po prostu dokładnie nie pamiętam) czy był to miesiąc, dwa czy trzy.
Problem goni problem, wiecie co mam na myśli?

Z początku zauważyłam, że jest strasznym maminsynkiem (pomyślałam jakoś to przeżyje, może później coś się zmieni.) Nie nie zmieniło się, a było jeszcze gorzej. Nie dość, że “mamusia” ingerowała we wszystko, to on potrafił wywrócić cały nasz dzień do góry nogami, tylko dlatego, że jego mamie nie podobało się, że znowu mieliśmy gdzieś wyjść.
Ale mniejsza o byłą “teściową”.

Po pewnym czasie zobaczyłam, że robi się strasznie zazdrosny i zaborczy, nawet się nie zorientowałam kiedy zamknął mnie w klatce. Bo to niby dla mojego dobra, bo moi znajomi są “be”, a jego tacy dorośli. Później zaczęło się dręczenie psychiczne [ (chorowałam na anoreksję jak go poznałam(poniekąd pomógł mi z niej wyjść) to znajdziecie na moim blogu)].
“Masz za małe cycki, za grube nogi, jesteś za chuda, jesteś za gruba” “Jesteś najbrzydszą dziewczyną jaką miałem” “Jak mnie zostawisz, to przecież nikt już Cie nie będzie chciał” “Jesteś głupia, beznadziejna i do niczego się nie nadajesz” “Nic w życiu nie osiągniesz beze mnie” .
Gdyby to było jednorazowe nie brała bym tego do siebie, jednak było to na porządku dziennym.

Kiedy chciałam się ładnie ubrać, to od razu byłam dziwką, która szuka frajera na boku [cyt. jego słowa.] Później przepraszał i tłumaczył, że to przez zazdrość bo jestem taka ładna, a przecież należę do niego.  Ataki furii tłumaczył stresem w pracy.
W końcu doszło do tego, że miałam tylko wyjścia z nim i jego znajomymi, a nagrodą był przywilej wyjścia z moimi dwiema najlepszymi przyjaciółkami (bo to kobiety, a nie mężczyźni).
Chociaż, często kończyło się tak, że na babskie spotkanie przychodził ze mną, albo wkraczał niespodziewanie. O kolegach mogłam zapomnieć, odciął mnie od wszystkich znajomych.
Na szczęście znajomi nie odwrócili się ode mnie i kiedy się od niego uwolniłam świętowali razem ze mną. Za co im serdecznie dziękuję.
To co on robił, to była ciągła kontrola nade mną i nad moim życiem.

- Czy ktoś z rodziny, a może ze znajomych zwrócił Twoją uwagę na to, w co przerodził się Wasz związek? Może sama do tego doszłaś?

Wszystko razem, przyjaciółki dziwiły mi się jak ja go mogę tłumaczyć z takich zachowań i doradzały bym go zostawiła, bo to nie jest normalny związek.

Mamie od początku się to nie podobało, ale tolerowała ten chory związek. Wielokrotnie mówiła mi, że to nie jest człowiek dla mnie, że ten związek i On sam (partner) jest chory i związek nie ma sensu, ale ja jej oczywiście na początku nie słuchałam.

Miarka się przebrała, kiedy próbował odciąć mnie od rodziny i pracy (wmawiał mi, że z każdym kolegą w pracy mam romans i puszczam się na prawo i lewo). Oczy mi się otworzyły kiedy zaczęłam analizować wszystkie rozmowy z przyjaciółkami  z mamą i kolegami z pracy. To wszystko sprawiło, że puknęłam się w głowę i stwierdziłam, że to nie ja jestem beznadziejna tylko On ma problem ze sobą i to on mnie niszczy od środka.

- Najpiękniejsza chwila, która utkwiła Ci w pamięci i ta najgorsza, z czasów, kiedy byliście razem.

Najpiękniejsza?
Wiesz co, ciężko powiedzieć przez pierwszy miesiąc związku, każda chwila była najpiękniejsza. Może zaręczyny, chociaż to takie naciągane trochę.

Najgorsza?
Tu bym mogła podać całą listę, ale jest taka chwila, która oprócz dręczenia psychicznego utkwiła mi w pamięci. To chwila, kiedy w sylwestra chciał mnie zrzucić z mostu na tory kolejowe. Bo pozwolił mi iść na sylwestra do koleżanki(sam chory leżał w łóżku) a potem dzwonił i wyzywał od najgorszych, w końcu za 5 min. północ zjawił się pod blokiem gdzie mieszkała koleżanka, chciał porozmawiać zeszłam na dół, poszliśmy się przejść, wywiązała się kłótnia, aż w pewnym momencie chwycił mnie za szyję i próbował zrzucić z mostu na tory kolejowe.
Nie wiem jak udało mi się uwolnić, nie wiem jak uciekłam.
Wiem, że nie na długo bo o 24.15 piliśmy szampana u mojej koleżanki, ze sztucznym uśmiechem na twarzy.

- Toksyczny związek- jak bardzo był „toksyczny”?

Z perspektywy czasu stwierdzam, że bardzo. (Zachwiana samoocena, poczucie beznadziejności, brak wiary w siebie. Brak zaufania do mężczyzn, a kiedy ktoś mnie komplementował, byłam pewna że drwi ze mnie)
Zaprzepaszczone marzenia, utrata najlepszych czasów młodości. Mogłabym wymieniać w nieskończoność.

- Czy były momenty, że się bałaś?

Zawsze bałam się kiedy wpadał w furię, trzaskał drzwiami, rzucał meblami. I groził, że jak go zostawię to się powiesi. Najbardziej bałam się w chwili, kiedy próbował mnie zrzucić z mostu, i w dniu rozstania.

- W jaki sposób się rozstaliście (czy musiałaś skorzystać z pomocy bliskich, by się uwolnić od partnera)?

Próbowałam od niego odejść kilka razy po dwóch latach, po trzech.
Ciągle jednak wierzyłam, że będzie lepiej, że on się zmieni. Po 4 latach zebrałam się na odwagę przy pomocy rad przyjaciółek i mamy.

Pamiętam ten dzień dokładnie: Nie był świadom, że ostatni raz zawozi mnie do pracy i że już nigdy nie wrócę do niego. Kiedy zawiózł mnie pod miejsce pracy, rozpłakałam się z nerwów wyrzuciłam wszystko z siebie, to co miałam do powiedzenia, rzuciłam w niego pierścionkiem zaręczynowym i wybiegłam z samochodu. On mnie złapał i próbował na siłę wepchnąć do auta, na szczęście koledzy z pracy mi pomogli.
Potem były jeszcze telefony z groźbami, że się zabije jak do niego nie wrócę. Na szczęście po kilku dniach dał spokój, odcięłam się od niego.
Udało się.

- Gdybyś mogła cofnąć czas, co byś chciała zmienić w swoim postępowaniu?
Może jest jakaś, decyzja, która była kluczowa i chciałabyś ją zmienić?

Szczerze? Gdybym mogła cofnąć czas to nigdy nie związałabym się z tym człowiekiem. Wystarczająco nienormalne było to, że 27 latek chce być z 15 latką. Nie przyjęłabym zaręczyn i nie zamieszkała u niego.
Zmarnował mi 4 lata życia.

- Kilka symptomów toksycznego związku- gdybyś mogła wymienić, to…

Dziwne zaborcze zachowania, poniżające teksty.
Stopniowe odcinanie od znajomych pod pretekstem wspólnego spędzania czasu (z partnerem), ubezwłasnowolnienie emocjonalne i uczuciowe, wpajanie że bez “partnera” nic nie osiągniesz, że jesteś beznadziejna i do niczego się nie nadajesz.
Wbrew pozorom tu duże znaczenie mają słowa jakimi bombarduje nas toksyczny partner.

- Jakaś rada dla osób, które boją się uwolnić z toksycznego związku?

Nie bójcie się!
Nie dajcie sobie zniszczyć życia i siebie samych. W tej sytuacji bądźcie egoistami i patrzcie na swoje dobro! Nie ufajcie partnerowi, że się zmieni. Nie wierzcie jego groźbom to psychiczna manipulacja i próba wywołania w Was poczucia winy.

- Ciężko było na nowo ułożyć sobie życie?

I tak i nie, oddałam się całkowicie pracy, nie miałam czasu myśleć o związkach i nie chciałam.
Oczywiście pojawiały się jakieś przelotne znajomości, ale nie potrafiłam nikomu zaufać, zresztą nie chciałam.

- Czy jesteś teraz szczęśliwa?

Tak, obecnie jestem w 3 letnim związku, z osobą której zaufałam, która zna moje perypetie.  
Z osobą, która codziennie dodaje mi sił, która pokochała moje wady i zalety.
Jestem z osobą, przy której czuje się bezpieczna i wolna. Nikt nie zamyka mnie w klatce, nie wybiera znajomych ani nie odcina mnie od nich.
Nie kontroluje, bo mi ufa, tak jak ja jemu.

- Czy związek w jakim byłaś, wpłynął na Twoje postrzeganie mężczyzn? Na relacje z nimi?


Po części tak, chociaż jak pisałam wyżej ufam swojemu partnerowi,  to na początku się bałam. Bałam, że znowu zaufam i zostanę zamknięta w klatce.
Absolutnie mam uraz i awersje do starszych ode mnie mężczyzn, to na pewno.
Ciężko mi również było przyjmować prawdziwe komplementy bo uważałam, że tak naprawdę są drwiną z mojej osoby.
Związek ten, nie tyle wpłyną na relacje z mężczyznami co na moją osobę i moją psychikę.
Ciężko było odbudować zdeptaną pewność siebie i odnaleźć się w świecie, gdzie ludzie mogą naprawdę Cię doceniać i nie ma w tym żadnych prześmiewczych podtekstów.

Dzisiaj jestem silniejsza, czasem na blogu nawet pojawiają się wpisy o motywacji i o samorozwoju. Nie dajcie nigdy zdeptać swojej pewności siebie, nie dajcie sobie wmówić, że jesteście beznadziejni.

........................................................................................................

Dziękuję za rozmowę, za szczerość i otwartość.
Czytając Twoje odpowiedzi aż smutno się robi na sercu. Jesteś jedną z wielu kobiet, która tkwiła w toksycznym związku i aż strach pomyśleć ile takich kobiet nie ma happy endu.
Jak wiele kobiet musi tkwić w wyniszczającym związku, tylko dlatego, że nie ma odwagi, czy wsparcia?!

Mam nawet w swoim otoczeniu osobę, która tkwi w związku z mocarzem - bo za takiego uważa się jej partner. Sama nawet nie wiem jak jej pomóc, bo ta osoba nie chce pomocy od nikogo.
Pozostaje mi trzymać kciuki, że być może kiedyś się obudzi ze swojego "pięknego" snu i zobaczy, że tkwi w bagnie. Być może dzisiejszy tekst zmusi ją do przeanalizowania zachowań swojego partnera i trzeźwej oceny sytuacji.

Paulina ! Jeszcze raz Ci dziękuję za rozmowę i poświęcony czas. Udało Ci się ułożyć na nowo życie i cieszę się z tego, bo przecież każdy zasługuje na miłość.
Na miłość, która uskrzydla, pozwala nam rozkwitać niczym kwiat.
Mam nadzieję, że tekst w jakimś stopniu pomoże komuś zawalczyć o siebie, a wszystkim pozostałym docenić to, jakie się ma szczęście mając partnera, który nie doprowadza do destrukcji pewności siebie.

Paulina (tak jak wspominała) prowadzi bloga :
Znajdziecie ją także na FB

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentować może KAŻDY. Dlatego też, będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad :)

Należy pamiętać, że dyskusja może się toczyć bez używania słów obraźliwych i krzywdzących.

Dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)

Copyright © 2014 Cytryniaki , Blogger