poniedziałek, 19 marca 2018

Patenty na spokojne momenty

Jestem mamą HNB i tak się składa, że najlepsza przyjaciółka również ma w domu małą hajnidkę. Jak na matki przystało, rzadko wyskakujemy na kawę, a gdy już to nastąpi nie możemy się nagadać. Zazwyczaj tematy które poruszamy są dzieciowe i tak przy ostatnim spotkaniu nie mogłyśmy przestać się śmiać z naszych patentów na chwilę spokoju.
Zazwyczaj ta chwila spokoju kosztuje nas mnóstwo sprzątania, naprawiania szkód, ale jak to mawiają- tonący brzytwy się chwyta.

Kiedyś myślałam, że jestem kreatywna, takie wspaniałości wymyślam, byle tylko moje dziecko dało mi chwilę na skorzystanie z toalety. Och co ja wtedy wiedziałam o życiu i macierzyństwie. Moja pierworodna córka bywała nadpobudliwa, ale jeśli była potrzeba - potrafiła się skupić na zadaniu dłużej niż kilka sekund i słuchała co się do niej mówiło.
A młodsza? Młodsza ma w nosie co mama powie. Liczy się zabawa i czasem mam naprawdę wrażenie, że wszystko co ona robi, to robi to specjalnie, byle tylko doprowadzić matkę do takiego stanu, że wreszcie zostanie łysa.
No cóż, nikt nie mówił że będzie łatwo, a wszystkie wybryki dzieci sprawiają, że życie nie jest nudne, a i jest o czym opowiadać rodzinie, czy znajomym :)

Przy każdej okazji opowiadam, że pierworodna i młodsza córka niby są podobne do siebie, a jednak się różnią pod wieloma względami.
Hania jest spokojniejsza, dużo analizuje, a młoda leci na żywioł, niczego się nie boi. Właśnie od cech charakteru zależy bardzo wiele i ich zachowania w tych samych sytuacjach bardzo się różnią (biorąc pod uwagę momenty kiedy były w tym samym wieku).

Dobra, przejdźmy do konkretów ;)

Miska z wodą- a w niej zabawki takie jak kaczuszki, foki, hipcie. Gąbki, mydełko i wszystko inne co można wrzucić. Miska z wodą może poratować na przykład w toalecie.

Pierworodna uwielbiała bawić się kaczuszkami- kąpać, tak samo swoje lalki. Czasem po prostu fascynowało ją moczenie mydełka i robienie w nim dziur paluszkami, czy wyławianie piany na gąbkę. Siedziała sobie na kuckach i starała się nie pochlapać, bo co jak co, ale  gdy była brudna, czy  miała mokre rękawy, był płacz i to straszny. Więc Hania zazwyczaj była rozważna w tym co robiła i czysta (do czasu).
Młodsza za to, jak tylko widziała miskę z wodą- wywalała z niej zabawki i... wchodziła do środka. Nie ważne, czy miska była duża, czy całkiem mała. Wchodziła albo cała do miski, albo moczyła w niej stopę/stopy. Mai nie przeszkadzały mokre ubrania, a jak przeszkadzały (ubrania w ogóle), to po prostu się rozbierała. Technikę rozbierania opanowała zdecydowanie szybciej od starszej siostry.
Tak więc przy młodszej miskę z wodą zamieniłam na po prostu pustą miskę do której mogła wrzucać...

Tampony. Nie wiem co w nich jest takiego fascynującego. Raz jeden dojrzała pudełeczko, a jak zamknięte, to trzeba otworzyć, a jak otworzyła, to wszystko się wysypało. I byłoby wszystko w porządku, gdyby chciałaby je pozbierać, ale nie. Rzucała się na czworaka i ręką z wielkim rozmachem robiła sobie ścieżkę do ucieczki, a tampony wlatywały pod szafki, a mama- jak to mama, musiała zbierać. Z czasem młodsze dziecko dojrzało do tego, że zaczęło zbierać tampony do miski, ewentualnie do ... pralki.

Zostając już w łazienkowych tematach- papier toaletowy. Taka zwykła rzecz, a jak bardzo cieszy, gdy można rozwijać, rozrywać, rzucać i przyglądać się jak turla... kupa śmiechu i tona papieru.

Przejdźmy może dalej- od razu do kuchni, bo to właśnie kuchnia jest miejscem wydobywającym z rodziców największe pokłady kreatywności.

Makaron, koszulki i silikonowe foremki do babeczek,  oczywiście metalowe miski i drewniane łychy, garnki, woreczki z ryżem, płatki śniadaniowe, gąbki... Wszystko jest dla dziecka fascynujące, zajmujące na tyle, by móc załadować zmywarkę, przygotować (chociaż w połowie) obiad mając do dyspozycji obie ręce, czy po prostu ... wypić spokojnie kawę. Ciepłą kawę.
Koszt takich dziecięcych zabaw to część wymienionych produktów (zwłaszcza tych jadalnych) w koszu na śmieci oraz pół dnia sprzątania.

Do innych sposobów należą oczywiście mniej kreatywne zabawy ( o ile można zabawą nazwać)- bajki. Niby bajki to zło, ale uważam, że wszystko jest dla ludzi, pod warunkiem że dawkowane jest z umiarem. 5 minut bajki, by załatwić sprawę przez telefon to nie grzech. Zwłaszcza gdy nie są to pierwsze lepsze bajki, a sprawdzone wcześniej i lubiane przez dziecko bajki.

Można wykorzystać także farby, mazaki, kredki i oczywiście trzeba liczyć się z tym, że dziecko po zabawie czyste raczej nie będzie :D

A jakie są Wasze patenty na spokojne momenty? :)
Photo by Ferenc Horvath on Unsplash

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentować może KAŻDY. Dlatego też, będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad :)

Należy pamiętać, że dyskusja może się toczyć bez używania słów obraźliwych i krzywdzących.

Dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)

Copyright © 2014 Cytryniaki , Blogger