czwartek, 27 lipca 2017

Chruścik

Kto mnie podczytuje, doskonale pamięta lekko humorystyczne wpisy z #pamiętnika oponki.
Jeśli nie, zapraszam do nadrobienia.
Teksty znajdziesz tuta -> KLIK i KLIK

Pamiętam każdy raz, gdy na nowo zaczynałam dietę. Pamiętam swoje niepowodzenia, zniechęcenie, powracające kilogramy. Pamiętam wszystko to tak dobrze, jak smak ulubionej czekolady.

Pamiętam też swoje postanowienie - to tegoroczne, a w sumie to zeszłoroczne. Już w grudniu postanowiłam, że muszę wrócić do formy, że CHCĘ wrócić do formy. Nie dla kogoś, a dla siebie.
Każdy mówi, że najważniejsze to czuć się dobrze w swoim ciele. W moim czułam się źle. Denerwowały mnie te wszystkie wałeczki, trudności przy dłuższym wysiłku i zakupy. Jak miałam prosić o znalezienie mojego rozmiaru, wolałam nie pytać w ogóle.
Za każdym razem gdy wieszałam pranie, miałam wrażenie, że rozwieszam namiot.
Owszem, źle nie było, bo przecież się nie turlałam, a do wagi z przed ciąży niewiele mi brakowało. Dla mnie to były tony, a nie kilogramy.

Najważniejsze to chcieć!
Postanowiłam, że schudnę i to zrobiłam.
Były pytania - a po co, a na co, a dlaczego jest Ci źle... Było mi źle. Mój wiek metaboliczny dał mi do myślenia. Jestem młodą kobietą i szkoda było mi zaprzepaścić soje zdrowie, bo to także o zdrowie się rozchodziło.

Wsparcie
Bywało ciężko, bo przecież wchłanianie słodyczy to taki sam nałóg, jak każdy inny. Trochę pomogły mi w tym moje dolegliwości, dały mi większą motywację do tego by wyrwać w postanowieniu. Na samą myśl o bólu z powodu kamicy żółciowej, odechciewało się wszystkich słodyczy, czy fast foodów.
Nie ukrywam że i wsparcie bliskich miało znaczenie. Uszanowanie mojej decyzji o diecie, budujące komentarze, słowa otuchy męża.

Zmiana na lepsze.
Dieta to nie głodzenie się, a układanie zbilansowanej diety, wprowadzenie zdrowych nawyków żywieniowych. Korzyść z mojej zmiany sposobu odżywiania czerpali także domownicy. Zdrowe przekąski, lekkie posiłki.

Ćwiczenia też są ważne
Będąc na diecie, korzystałam także z siłowni. Starannie dobrane ćwiczenia przez trenera szybko przyniosły efekty. Ubywające centymetry motywowały jeszcze do cięższej pracy na siłowni. Ze znienawidzonego rozmiaru nie ma śladu. Z wielką radością pozbyłam się za dużych ubrań i wymieniłam garderobę na dużo mniejsze rozmiary.

Osiągnęłam swój cel.
Podobam się sobie, pomimo, że nadal do wyznaczonej wagi brakuje kilku kilogramów. Jednak to nie szkodzi.
Co prawda pojawił się kryzys po operacji - długa przerwa w ćwiczeniach, w dodatku w końcu mogę wszystko jeść i nie martwić się bólem. Jednak nie jest to tak, że nadrabiam cały ten czas diety. Mogę jadać normalnie, ale pamiętam o odpowiednich porcjach. Szkoda byłoby zaprzepaścić tyle ciężkiej pracy na siłowni oraz wyrzeczeń na talerzu, by pozwolić sobie na obżarstwo.
Poza tym, zakup pięknej bielizny jest wart trzymania się swojego postanowienia. A miny wszystkich tych, którzy tylko gadają, że marzą o pięknej sylwetce i lepszej formie - bezcenne.

Tak więc z oponki stałam się chruścikiem i dobrze mi z tym :)

PRZED

PO
Wskoczyłam w wymarzony rozmiar.
Tak jak wspomniałam - jeszcze kilka kg muszę zgubić, ale jestem bliżej celu, niż kilka miesięcy temu.
Kiedy się podejmowałam zgubienia tego zbędnego balastu, sama w to nie wierzyłam. Niby postanowienie było, a po cichu myślałam sobie, że będzie jak zawsze. Jakoś szczególnie nie udokumentowałam swojej przemiany - kilka zdjęć i zanotowane cm oraz kg w zeszycie.
Nie chcę już pamiętać siebie z przed tych kilku miesięcy.
Teraz jest dobrze.
I jestem niesamowicie z siebie dumna. Tym razem dałam radę i jestem już prawie u mety.
A Ty?

M.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentować może KAŻDY. Dlatego też, będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad :)

Należy pamiętać, że dyskusja może się toczyć bez używania słów obraźliwych i krzywdzących.

Dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)

Copyright © 2014 Cytryniaki , Blogger