czwartek, 8 czerwca 2017

Jestem mamą, podwójną mamą.

Każde dziecko jest jak płatek śniegu- jedyne, niepowtarzalne, rozwijające się swoim tempem.

Niby powiesz - żadna nowość, ale powiedz mi szczerze, przyznaj się - zdarzyło Ci się porównywać dzieci? Swoje do cudzych, a może pierwsze i każde kolejne...

Ja się przyznaję, bez bicia - zdarzyło mi się porównywać córki. I tak samo jak przechodzone ciąże, są różne. Przeciwności.
Mają jednak kilka cech wspólnych - wspólne geny (to oczywiste) i żywiołowość. Co jak co, ale zarówno Hania, jak i Maja to dwa dynamity, wulkany energii.

Ciąża

Kiedy nosiłam pod sercem Hanię, od początku ciąża była zagrożona. Pierwszy trymestr przeleżany w łóżku.
W drugim trymestrze czułam się lepiej niż przed ciążą - naprawdę. Pełna energii, idealna skóra, włosy i paznokcie. Świetne samopoczucie. I całkiem sporo kilogramów tu i ówdzie.
Hania była małym łobuzem, rano budziła mnie kopniakami (godzina 10- 12  - co jak co, ale melodię do spania to ja miałam), a wieczorem ciężko było zasnąć.
Od początku byłam spuchnięta i nie dało się ukryć, że jestem w ciąży. Na koniec gdy wchodziłam gdziekolwiek, najpierw był mój brzuch, potem ja. Niektórzy pytali, czy nie będzie czasem bliźniaków... A Hania urodziła się malutka, bo raptem 3100.

Nosząc pod sercem Maję, od 5 tygodnia miałam nudności i wymioty. Wymiotowałam bez przerwy - czy zjadłam coś, czy nie - wymiotowałam. Były też omdlenia i nakaz leżenia. Czułam się koszmarnie. I tak jak w pierwszej ciąży przybywało kg, tak w ciąży z Majką, kg ubywały. Wyobraźcie sobie, że waga spadła mi do 69 kg - przecież to ja na diecie tyle nie ważyłam.
Mimo spadku wagi, wyniki dobre. Wymioty do 8 miesiąca. Na samej końcówce poszczęściło mi się i mogłam nadrobić wszystkie ciążowe zachcianki. Przytyć, nie przytyłam za wiele, ale brzuszek tak jak na początku był długo niewidoczny, tak na koniec ciąży był większy niż brzuszek z Hanią.
W pierwszej ciąży nie wiedziałam co to rozstępy, za to w ciąży z Mają, rozstępy się pojawiły.
Co prawda raptem kilka się ich pojawiło, więc tragedii nie było i wielkich rozpaczy.
Mimo, że brzuch był większy, każdy obstawiał (łącznie z lekarzem), że dziecko będzie malutkie. Jakie było zdziwienie, kiedy Majcia urodziła się 3880 :) A przez całą ciążę odnosiłam wrażenie, że Majcia będzie leniwym dzieckiem. Co się okazało, ona gromadziła energię na potem :D

Poród

Pamiętam doskonale oba porody. Dwie cesarki, powód ten sam - brak postępu i zagrożenie zdrowia i życia. Stres był chyba ten sam, bo zarówno za pierwszym, jak i drugim porodem, decyzja o CC była niespodziewana, a panika we mnie się zbierała pomimo tego, że wiedziałam co mnie czeka, jak to wygląda. Uspakajałam się myślą, że już za minutkę, za momencik będę mamą i w końcu zobaczę kruszynkę, którą nosiłam pod sercem.

Hania przywitała drugą stronę brzucha krótkim okrzykiem, natomiast Majka krzyczała, że aż cały szpital się zatrząsł.

Siostry

Blondynka, niebieskie oczy - zdecydowanie za tatusiem i brunetka o piwnych oczkach - zdecydowanie za mamą. Poza tymi detalami są do siebie podobne.
Jeśli chodzi o charaktery... hmm.


Jak już wspominałam obie są pełne energii, niezmordowane jeśli chodzi o psoty.
Hania jest spokojnym dzieckiem, potrafi się skupić, do szczęścia potrzebowała tylko mnie i cycusia. Nie miało znaczenia miejsce, mogła zasnąć na siedząco u mamy na kolanach, w aucie, podczas czytania bajek... i tak jest w sumie nadal.
Lubiła kiedy się ją nosiło, ale wystarczyło dać jej kredki, farby i na spokojnie można było obiad ugotować. Lubi zadawać pytania, dyskutować i pobawić się czasem w samotności. Jest też wielkim pieszczochem i uwielbia się przytulać.
Maja za to jest HNB. Ze spaniem problem, nie odstępuje mnie na krok. Nie wystarczy że jestem w zasięgu jej wzroku, ja muszę ją trzymać na rękach. Sam cycuś i moja obecność nie wystarczała. Do snu musiałam skakać, bujać, szuuuumieć, albo śpiewać Dorotkę, czy Aaaa kotki dwa...
Z czasem na szczęście było łatwiej, ale (!) mogłam zapomnieć, że zaśnie gdziekolwiek indziej. Musiała to być nasza sypialnia albo auto i długa droga przed nami. Jest uparta, krzykliwa, ze złości uwielbia gryźć. Tak jak jej siostra, uwielbia się przytulać, ale pod warunkiem, że ma na to ochotę.  Musi sama podejść, wyciągnąć rączki i poprzytulać się, by po chwili  z głośnym chichotem uciec.

Siostry się kochają. Starsza jest bardzo wyrozumiała i biedna nie ma łatwo. Młodsza wymusza od niej zabawki i robi bałagan w pokoju, co jest najczęstszą przyczyną płaczu w naszym domu.
Tak, Hania to mała pedantka, natomiast Majka to tajfun- ona kocha chaos.


Uwielbiam ich głośny śmiech, który wypełnia nasz dom. Uwielbiam patrzeć, gdy się razem bawią, przytulają, czy jak z samego rana się witają.

Karmienie piersią

Przez całą pierwszą ciążę miałam obraz w głowie jak karmię piersią. Słuchałam opowieści mamy i nie wierzyłam, że pomimo tego, jak wyjątkowe jest KP, muszę być gotowa na ból.
Pomimo tego i tak nie byłam gotowa na to co mnie czekało.
KP było straszne - krwawiące brodawki, niesamowity ból, nawały pokarmu, piersi twarde jak kamień i tkliwe... takie były początki. Później było już lepiej i KP nie było straszne. Hania była wielkim cycoholikiem. Pamiętam, że na początku potrafiłam leżeć z nią cały dzień. KP zakończyłyśmy po drugich urodzinach Hani.

Z Majką było inaczej. Można rzec, że byłam zaprawiona w boju.
Obyło się bez bóli, krwawiących brodawek. Pokarmu miałam tak dużo, że musiałam laktatorem ściągać. Majcia jak tylko się najadła, wypluwała pierś i od razu zasypiała. Później oczywiście się odmieniło. Taki sam z niej cycoholik był, jak z jej starszej siostry.
 Nasza - moja i Majki - droga mleczna trwała rok i trzy tygodnie.
Czuję żal że tak szybko zakończyłyśmy, ale ten, kto śledzi nasze losy wie, że inaczej nie dało rady. Zmusiły mnie do tego problemy zdrowotne i pobyt w szpitalu.

KP jest jedyne w swoim rodzaju. Ciężko opisać słowami jak bardzo wpływa na samopoczucie matki i dziecka.

Nocne pobudki

Hania z zegarkiem w ręku budziła się co 3 godziny, z czasem było coraz mniej pobudek. Hania miała dostawkę przy naszym łóżku, więc jak tylko się przebudziła, miała nas pod ręką. Później był moment, że spała z nami i gdy "dorosła" do spania w swoim łóżku, zabrała swoją podusię i się przeniosła :)
Majcia od początku przesypiała noce - było tak przez 3 miesiące.
Później budziła się co godzina, 15 minut... najwięcej naliczyłam 12 pobudek. Wolała spać w łóżeczku, później spała z nami, bo dzięki temu nie budziła się w nocy. Na dzień dzisiejszy zasypia w naszym łóżku, potem przenoszę ją do jej łóżeczka i nad ranem biorę ją do nas do łóżka, dzięki temu zamiast pobudki o 5 rano, jest pobudka o 7-8.
Odkąd nie KP Mai, pobudek jest mniej - jedna, góra dwie, po to by sprawdzić, czy jestem w pobliżu, albo ewentualnie napić się wody. Hania śpi w swoim pokoju, ale miewa czasem koszmary i wtedy wędruje do nas.
Zakup łóżka przy przeprowadzce był przemyślany i łóżko mamy ogromne. W razie potrzeby mieścimy się we czwórkę :)

Pełna rodzina

Kiedy byliśmy tylko z mężem we dwoje, brakowało nam dziecka. Naprawdę pragnęliśmy zostać rodzicami i udało się.
Pojawiła się Hania. Później z czasem zaczęliśmy odczuwać, że to już pora na kolejne potomstwo. Zawsze powtarzaliśmy, że chcemy mieć gromadkę.
Pojawiła się Maja i teraz mamy takie poczucie spełnienia. Jesteśmy pełną rodziną, mamy siebie, a dziewczynki mają siebie.
Często słyszymy "brakuje Wam chłopca", albo "kiedy syna robicie" i mnóstwo innych tego typu tekstów.
Jednogłośnie z mężem twierdzimy, że już nie będzie kolejnego maleństwa, że nasza rodzina jest pełna.


Chociaż w życiu różnie bywa i może się zdarzyć, że jednak zapragniemy kolejnego malucha.
Jednak na dzień dzisiejszy jest idealnie. Mamy dwie córki, które potrzebują naszej uwagi.
Już słyszeliśmy, że to z wygody nie chcemy kolejnego dziecka, albo, że przez to, że Majka jest bardzo wymagającym dzieckiem.
Nie przeczę. Szczerze, być może nie dojrzałam do tego, by ponownie zostać matką. Leżąc w szpitalu rozmawiałam z pewną Panią, która leżała na tej samej sali i przekonywała mnie, że fajnie jest mieć trójeczkę, a jeszcze lepiej czwóreczkę. Nie sprzeczałam się z nią. Ona ma takie odczucia, a my?
My z naszymi córkami naprawdę czujemy, że mamy pełną rodzinę.
Hania i Maja są już na tyle duże, że można ciekawie i aktywnie spędzać z nimi czas. My natomiast mamy możliwość wykorzystania pomocy babci jednej i drugiej, by móc przez chwilę być egoistami i spędzić czas tylko we dwoje.
Jednocześnie podziwiam wszystkich tych, którzy mają więcej potomstwa. Zapewne nie raz jest im ciężko ogarnąć większą gromadkę i zawsze zastanawiam się nad ich umiejętnością organizacji, kiedy ja narzekam, że nie ogarniam z moją dwójką psotnych córek :)

A Ty dajesz radę? Jaki jest Twój sposób na ogarnianie chaosu? :)

M.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentować może KAŻDY. Dlatego też, będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad :)

Należy pamiętać, że dyskusja może się toczyć bez używania słów obraźliwych i krzywdzących.

Dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)

Copyright © 2014 Cytryniaki , Blogger