wtorek, 30 maja 2017

Nie byłam gotowa.

Mam w domu hajnida i tylko mama hajnida zrozumie jak czasami bywa beznadziejnie. Gdy zmęczenie powoduje rozdrażnienie i jedyne czego się pragnie to odrobiny odpoczynku, chwili dla siebie, ciszy, czy po prostu przespanej nocy. Kiedy poziom frustracji jest tak wysoki, że jedyne co przychodzi to głowy, to sposób na wybycie z domu - wystrzelić się w kosmos, zafundować sobie chociaż jedną noc w szpitalu, zaszyć się w piwnicy ze stoperami w uszach i poduszką pod pachą...

Może wydać Ci się to nienormalne. W sumie, jeszcze dwa lata temu sama bym tak pomyślała. Jak można mieć takie myśli mając w domu zdrowe, cudne dzieciaczki dla których jest się całym światem, najlepszą z najlepszych nawet w momentach, maksymalnego zmęczenia, złości, choroby...

Hania jest żywym srebrem. Jako dziecko w Majkowym wieku była spokojna i nie miała szczególnych wymagań - do szczęścia potrzebowała tylko mnie i cycusia.  Natomiast Majka, to jej całkowite przeciwieństwo. Jest typowym hajnidkiem i jak tylko skończyła trzeci miesiąc, nie pozwalała, żebyśmy się nudzili. Z czasem było coraz lepiej - częściej przespane noce, a gdy już stała się mobilna, miałam możliwość ugotować obiad całkiem normalnie, a nie jak zwykle bywało, jedną ręką. Często bywałam zmęczona. Kilka nieprzespanych nocy, brak drzemek w dzień, kłopoty zdrowotne, stres , przeprowadzka. Dużo się działo u nas i przyznaję się, że naprawdę miewałam myśli, by może nie odkładać operacji na później, tylko już natychmiast jechać do szpitala, odpocząć, wyspać się.

Teraz jak o tym myślę, mam wyrzuty sumienia. Jak mogło mi to przez myśl przemknąć? No jak? Wstydzę się tego.
Ale jesteśmy tylko ludźmi. Wracając myślami do tamtego okresu, który mimo wszystko był wspaniały - pierwsze kroki, uśmiechy, słowa-  tłumaczę sobie właśnie w ten sposób - jestem tylko człowiekiem. Gdy po kilku nieprzespanych tygodniach nie masz siły na nic, przychodzi frustracja, głównie o to że nie ogarniasz. A przecież powinnaś. 
Tak, ty wszystko powinnaś, kosztem siebie...  Masz w głowie pewien obraz, który odbiega od rzeczywistości. Dążysz do perfekcji we wszystkim i zatracasz się w tym. Jesteś zmęczona, sfrustrowana i nie masz siły nawet płakać. Ubzdurałaś sobie, że musisz, a tak naprawdę nic nie musisz. I kiedy już zaakceptujesz fakt, że zazwyczaj to co zaplanujesz nie zrealizujesz, cieszysz się lenistwem na podłodze w stercie dziecięcych książek, kiedy akceptujesz i jest już Ci łatwiej, a wypracowany "system" dnia z dziećmi wchodzi w nawyk, nadchodzi niespodziewane.
Tym niespodziewanym był u Nas szpital.

Kiedy leżałam w szpitalu kolejną dobę, płakałam. I przyznaję się do tego, bo jestem matką. Matką, która w tamtym momencie była tak przerażona, że jedyne co mogła, to tylko płakać. Z bezsilności.
Nie byłam gotowa do rozstania z dziećmi, do takiego okropnego rozstania, że nawet nie mogłam przytulić, ucałować... Nie byłam gotowa do przerwania karmienia piersią, do leżenia w czterech ścianach. I mimo, że było kiepsko ze mną, to pierwszą myślą zaraz po przebudzeniu były moje dzieci.
Jak sobie radzą?
Czy odczuwają moją nieobecność?
Widziałam, że są pod najlepszą opieką na świecie, a mimo to wciąż przeżywałam. Nie mogłam się pogodzić z rozłąką, a najczęściej zadawanym pytaniem było "kiedy wyjdę do domu?".
Każde kolejne wymioty, omdlenia uświadamiały mnie, że prędko nie wyjdę, złość we mnie rosła, a brak sił by podnieść się ze szpitalnego łóżka pogarszał całą sytuację.

Śmiało mogłam powiedzieć "masz babo, co chciałaś".
Miałam ciszę, spokój, nawet wygodne łóżko. Nawet dietę, a raczej jej brak, bo przez cały pobyt pięciodniowy nie jadłam i mało co piłam...
Mogłam spać, czytać, oglądać telewizję. Ale co z tego, że mogłam to wszystko, skoro serce rozrywała tęsknota, smutek i żal.

Leżąc w szpitalu nie mogłam pogodzić się z zaistniałą sytuacją, w uszach miałam przeraźliwy płacz swoich córek, kiedy ostatkiem sił wychodziłam z domu.
Dziś pisząc to i czując się w miarę dobrze, czuję ten strach, który towarzyszył mi tamtego dnia.

Problem wydawał się błahy, zignorowałam go. I to był mój błąd.
Zamiast trzech dni, spędziłam pięć, a przede mną kolejny pobyt w szpitalu.
Dbajcie o siebie, nie przekładajcie zdrowotnych spraw na później, nie ignorujcie sygnałów.
Dziś już wiem, że rozłąka była nieunikniona i wiem też, że mogłam pozbyć się problemu łatwiej i szybciej, planowo. A tak wyszło jak wyszło. Od momentu wyjścia ze szpitala nie przekładam na później wizyty u lekarza.
Może i nie karmię już piersią, ale nadal jestem mamą.
Dzieci potrzebują mamy, przede wszystkim zdrowej mamy i szczęśliwej.

M.


Źródło


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentować może KAŻDY. Dlatego też, będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad :)

Należy pamiętać, że dyskusja może się toczyć bez używania słów obraźliwych i krzywdzących.

Dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)

Copyright © 2014 Cytryniaki , Blogger