czwartek, 20 kwietnia 2017

Maja

Niby wiosna, a jakby zima. Kto to widział, żeby za oknem był śnieg o tej porze.

Dokładnie rok temu pogoda zdecydowanie bardziej dopisała. Słońce wyglądało zza chmur, ciepło i przyjemnie na dworze było.
Pamiętam ten dzień dokładnie. Ten specyficzny szpitalny zapach, poranny stukot drewnianego obuwia pielęgniarek i lekarzy. Noc była spokojna, już o 5 rano byłam wyspana. Podekscytowana. W końcu to miał być ten dzień, kiedy miałam zobaczyć swoją córkę.
Żadne skurcze nie były mi straszne. Czułam radość, ponieważ udało się - nie urodziłam przed czasem. Pomimo codziennych wymiotów, utraty wagi, omdleń i totalnego wyczerpania, dałam radę.

Leżałam na szpitalnym łóżku, podłączona do KTG, głaskałam brzuch maniakalnie, bo wiedziałam, że to już ostatni raz. Delektowałam się chwilą, gdy malutkie nóżki kopały i wciskały się między żebra.
I właśnie płaczę pisząc to, bo niby całkiem niedawno, jakby wczoraj to było, a to już rok minął.
Pamiętam jak bardzo byłam spięta, jak bałam się. 
Biała sala, jasne światło i krzyk. Miód na moje serce. Pamiętam jak łzy szczęścia spływały po policzku i pamiętam pierwszy dotyk. Skóra taka delikatna, aksamitna i cieplutka.
Czekałam na ten moment całe 9 miesięcy. Te koszmarne 9 miesięcy wymiotów, wycieńczenia, bólu kręgosłupa - wynagrodzone w ułamku sekundy. 
Gdy tylko zobaczyłam ją - malutką istotkę, kruchą, bezbronną - byłam gotowa za nią oddać życie. 

I chociaż wiem, że jest to banalne mówiąc, że czas pędzi, przecieka między palcami. To tak właśnie jest. Pamiętam jakby to było wczoraj - poród, pierwsze samodzielne kroki, idealnie brzmiące tata i mama, a przecież to już rok.
Z resztą, wystarczy spojrzeć na Hanie - nie tak dawno taki malusi pączuś, a tu już taka duża dziewczynka.
Zarówno jedna, jak i druga zaskakują mnie każdego dnia - swoją inteligencją, pomysłami i przede wszystkim wzajemną relacją. 
Siostry.
Najczęściej w tym samym czasie chcą tę samą zabawkę. Majka przychodzi do pokoju Hani zaraz po tym, jak pochwalę ją za sprzątnięcie zabawek. Hania za to zabiera gumowe zabawki do kąpieli i daje tą, której akurat Majka nie chce.
Jest krzyk, płacz, żale, ale jest też miłość. Te momenty, kiedy się przytulają, biegają za sobą, czy poranki kiedy Maja aż piszczy z radości na widok Hani i przytulasom nie ma końca :) 

Ten rok był ciężki, a zarazem piękny i niepowtarzalny. 
W sobotę czeka Nas podwójna impreza - roczek i Chrzest Święty Mai.
Dlatego też mniej nas w "internetach". 
Śledźcie Nas koniecznie na 


A po weekendzie wracamy :) 
M.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentować może KAŻDY. Dlatego też, będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad :)

Należy pamiętać, że dyskusja może się toczyć bez używania słów obraźliwych i krzywdzących.

Dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)

Copyright © 2014 Cytryniaki , Blogger