czwartek, 9 marca 2017

Zaakceptuj ! Będzie Ci łatwiej.

Macierzyństwo, to najwspanialsza przygoda życia i zawsze to powtarzam, ale bywa i tak, że jest jak wyboista droga bezgwiezdną nocą.

Bywają cudowne chwile, które wynagradzają te gorsze momenty. Szybko zapomina się o nieprzespanych nocach, chwilach bezsilności, a uśmiech dziecka rekompensuje wszystko.
Dla mam to żadna nowość, a przyszłe mamy zapewne również o tym już słyszały- pamięć matki jest krótka jeśli chodzi o te wszystkie momenty, w których bywało się sfrustrowanym na tyle, by krew zawrzała.

Rodzice dzielą się na trzy grupy - na tych, co nie żałują lukru i na tych, którzy użalają się nad swoim losem. Jest jeszcze ta trzecia grupa - to rodzice, którzy mówią jak jest, nie upiększając i nie szpecąc.

A jak jest?
Pot, łzy, boląca głowa przeplatane radosnymi okrzykami, ogromem szczęścia i wyjątkowymi wspomnieniami.

Tak naprawdę słodko i kolorowo nie zawsze jest, ale tragicznie również nie. 
Dziecko nie jest ciągle czyste i uśmiechnięte, przeziębień, czy ząbkowania nie przechodzi z uśmiechem na małej buźce, a o jedzenie się nie upomina śpiewając dźwięcznym głosem przyjemnym dla ucha. Stawiając pierwsze kroki i upadając nie śmieje się, a płacze.
Z drugiej strony- dziecko  płacze i płakać będzie- to jest przez dłuższy czas jedyny sposób komunikacji. 
I wiedz, że pierwszy upadek dziecka, to nie ostatni - będą też siniaki, guzy, zadrapane kolana.

Nie zawsze będziesz miała czas dla męża, dla drugiego dziecka, dla siebie samej. Nigdy nie będziesz wiecznie zdrowa- przeziębienia i Ciebie dopadną.
Nie znaczy to jednak, że musisz wciąż narzekać. Nie ty pierwsza i nie ostatnia będziesz niewyspana, przeziębiona z dudniącą głową i masą rzeczy do zrobienia. Trzeba ogarnąć panujący chaos.
Im bardziej rozczulamy się nad sobą, tym więcej rzeczy nam później przeszkadza.
Łatwo się mówi.

Sama kiedyś narzekałam. Maruda się załączała we mnie i podziwiam tych którzy wtedy ze mną wytrzymywali. Czasem takie marudzenie to był po prostu upust złości, żalu, bo potem wracało wszystko do normy.
Szybko się jednak oduczyłam narzekania. Zaakceptowałam faktyczny stan mojego życia. Przestałam szukać problemów tam, gdzie ich nie było.

Przypomina mi się sytuacja, kiedy mieliśmy jechać do stomatologa.
Oczywiście my już gotowi do wyjścia i co ja słyszę? Pfff - no tak, Majce trzeba zmienić pampersa. Ogarnęłam szybko i już wychodzimy z domu, gdy Hania idąc do auta się przewróciła.
Na prostym.
Po prostu potknęła się o własne nogi. A tu deszcz, błoto - wrzeszcząca Majka, bo przecież jak w czapce, to szału dostaje. A Hania? Spodnie, płaszcz do przebrania. W dodatku zaryła nosem i czołem.
Tak więc, powrót na jednej nodze do domu.
- Nie spóźniliśmy się, bo oczywiście nauczeni doświadczeniem, mieliśmy kwadrans w zapasie.
Tego typu seria wydarzeń nie jest nam obca.
Złoszcząc się i narzekając nic byśmy nie zyskali. Podchodząc do takiej sytuacji na luzie - oszczędziliśmy sobie nerwów.
Nie pierwszy i nie ostatni raz tego typu sytuacja i jak to Hania mawia "Zdarza się i to dosyć często".
Poza tym taki upadek, to nie jest koniec świata. I pamiętajmy, że dziecko chłonie jak gąbka - uczy się od nas reakcji w różnych sytuacjach.

Zostając rodzicem, trzeba się także pogodzić, że z czasem dla siebie jest różnie.
Cierpisz z powodu chronicznego braku czasu albo masz go za dużo i nie wiesz w co ręce włożyć, od czego zacząć, co nadrobić.
Z czasem nabierasz wprawy i jesteś w stanie wygospodarować dla siebie dłuższą chwilę w ciągu dnia by spokojnie wypić kawę, rozwiesić pranie, czy obejrzeć serial.

Każda z powyższych opcji jest zależna od wielu czynników, w sumie to jednego, głównego jakim jest dziecko. Od jego charakteru, humoru. Pozostałe czynniki to Twoje samopoczucie i ilość snu, czy wypitej kawy, która jest nieocenionym pomocnikiem w walce z codziennością.


Mając w domu jednego malucha, radziłam sobie zdecydowanie lepiej. Mając w domu dwójkę - jest  trudniej. Zwłaszcza, gdy młodsze jest bardziej wymagające, albo ... ząbkuje.

Ale!

Głowa do góry - jesteś mamą, więc kto da radę przetrwać, jak nie Ty ? :)
Spędziłaś cały dzień w dresie? Trudno, zdarza się.
Znowu nie miałaś czasu żeby usiąść przed komputerem? Nie dziś, to jutro, a jak nie jutro to ... kiedyś :)
Wróciłaś ze spaceru z utrolonym dzieckiem? Wypierze się. Ubrania oczywiście ;-)

Tak naprawdę, wystarczy zaakceptować wszystko to, co się dzieje - całą tą otoczkę wokół siebie. Wtedy jest zdecydowanie łatwiej.
:-)

Mówię (a raczej piszę) Wam to ja! Matka, której druga pociecha jest (uwierzcie na słowo) bardzo wymagająca.


Edit: Poprawiam ten tekst od tygodnia. Zazwyczaj mam możliwość przeczytania go i zaraz lecę do Majki, po czym zasypiam razem z nią. Po tygodniu (i nie wiem jaki dzień będzie jutro) marudzenia, płaczu, krzyku, gryzienia i nieprzespanych nocach, czytam ten tekst i myślę sobie - jaką to ja musiałam być oazą spokoju i optymistką pisząc to. Po tym całym tygodniu, ja przecież jestem strzępkiem człowieka. Waga -5 co najmniej, zaległości w dziecięcej lekturze i brak snu.

I nastaje nowy dzień - biorę na klatę wszystkie jojczenia, płacze. Popijam kawę i chowam wszystkie zegarki, by czas się nie dłużył. Akceptuję. Jest łatwiej.


I dochodzę do wniosku, że gdyby nie mój mąż, znalazłabym się zapewne w psychiatryku.
A o ząbkowaniu nie chcę nawet rozmawiać. Chorób też już mam powyżej uszu - inhalacje i gluty po pas śnią mi się po nocach... Na szczęście jest już u Nas w porządku, mimo to największym koszmarem matki są chorujące dzieci, mąż i ona sama w tym samym czasie...

M.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentować może KAŻDY. Dlatego też, będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad :)

Należy pamiętać, że dyskusja może się toczyć bez używania słów obraźliwych i krzywdzących.

Dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)

Copyright © 2014 Cytryniaki , Blogger