sobota, 21 stycznia 2017

Matka Wygodna


Źródło

8 miesięcy temu zostałam mamą po raz drugi i myślę, że już czas by przyznać się do swoich grzeszków.

Kiedyś było inaczej...
Kiedyś było inaczej, matki miały zdecydowanie gorzej niż teraz.
Praca na gospodarce, gromadka (i to dosłownie) dzieci. Jedno dziecko wyrastało z pieluch, rodziło się kolejne i do tych pieluch ponownie się wracało.
Nie było pampersów, szumiących zabawek, frania chodziła na okrągło, a pieluchy tetrowe śniły się po nocach.

Teraz jest łatwiej. Wygodniej.
W dzisiejszych czasach jest łatwiej,  a pomimo tego rodzi się mniej dzieci.
Młodym matkom poprzewracało się w głowach, są egoistkami. Wolą robić kariery, siedzieć 8 godzin w pracy, przed komputerem niż zadbać o  przyszłość wydając kolejne potomstwo na ten świat, czy dbając o swoich najbliższych "siedząc" w domu i zapewniając ład i porządek oraz ciepły obiad po powrocie męża z pracy.

Ile razy w życiu słyszałaś już tego typu gadanie?
Ja nie jestem już w stanie zliczyć.

Jestem wygodna.
Owszem. Jestem wygodna, bo kto mi zabroni. Skoro mogę, to dlaczego nie?!
Przecież nie będę rezygnować z czegoś, tylko dlatego, że jakaś starsza Pani miała trudniej. Jeśli coś jest dostępne w tych czasach i mogę wykorzystać, by mieć odrobinę łatwiej, to jaki sens jest rezygnować z tego?

W kwestii posiadania potomstwa - jedynaka, czy większej gromadki - uszanuj moją, Naszą (!) decyzję.
Decyzję, która jest świadoma.

Top lista
Oczywiście numerem jeden są piersi. Prawa z lewą muszą się podzielić pierwszym miejscem, bo obie są najlepsze - o każdej porze dnia i nocy w domu, czy na spacerze, a nawet i w urzędzie. I jaka oszczędność dziecięcych strun głosowych. Gdy tylko maluszek zgłodnieje, w ułamku sekundy otrzymuje to czego najbardziej potrzebuje.

Przewijak - ten niepozorny przedmiot wielokrotnie uratował materac. Hanka była wybitna, jak tylko ją się rozbierało leciała fontanna siuśków, często też koszulki moje zostawały przyozdobione kilkunastoma plamkami. Majka nie była lepsza, bo gdy tylko odpinałam pampersa było to samo co z Hanką. Różnica jedynie taka, że Hanka lubiła utrolić każdego, a Majka czekała tylko na mnie.

Leżaczek - bujaczek. Hania miała taki zwykły, którym było trzeba samemu bujać. Służył także jako siedzisko, gdy podawało się po raz pierwszy do spróbowania posiłki. Hankowy do dziś służy. Jest tak bardzo uwielbiany przez Hanię, że Hania sobie go wyjmuje i przesiaduje bawiąc się, czy czytając ulubioną książę, oglądając bajki. Dla Mai kupiliśmy "wypasiony" model - elektryczny. Maluszek kołysany szybciej się uspokajał - takie ułatwienie dla rodzica, gdy musi jednocześnie uspokoić dwójkę dzieci. Elektryczny bujaczek sprawdzał nam się przez około trzy miesiące. Maja leżała w nim najczęściej wtedy, gdy nie mogła usnąć, a Hania potrzebowała chwili bym była tylko dla niej. Zdarzało się, że Majka w nim usypiała. Uwielbiała z bujaczka obserwować co się dzieje w pokoju. Z czasem interesowały ją tylko wiszące maskotki.

Jak bujaczek, to i krzesełko do karmienia. Można bez niego przeżyć, bo jak ktoś powiedział - po co wydawać na coś niepotrzebnego pieniądze. Moim zdaniem takie krzesełko jest potrzebne. Maluszek może sobie siedzieć spokojnie i próbować nowych smaków. Można malucha posadzić, dać zabawki, czy kredki - po prostu uwolnić ręce i zabrać się za gotowanie czy sprzątanie, mając pewność, że maluch jest bezpieczny, gdy odwrócimy się od niego na chwilę.

Niania elektryczna - nie kupowałam, bo nie była mi potrzebna. Uważam jednak, że jest to dość przydatny gadżet. Do dzisiaj mam tak, że idąc do łazienki, pod prysznicem słyszę płacz dziecka. Tak miałam z Hanią, mam i teraz. Niezależnie czy jestem sama w domu i dzieci śpią, czy mąż pilnuje. Odkręcam korek i słyszę... Za pierwszym razem wybiegałam mokra w ręczniku sprawdzać co chwila, czy faktycznie Hania płacze.
Gdy jadę do rodziny w gości, niania się przydaje bratanicy. Może swobodnie z nami siedzieć i rozmawiać, a maluszek może spać dwa pokoje dalej. Każde kwilenie słyszymy, a młoda mama nie jest wykluczona z rodzinnego spotkania.

Telewizor, komputer, tablet, telefon.
Będę się palić w piekle! Ale ... kto nie włączył bajki dziecku, gdy potrzebował chwili - niech pierwszy rzuci kamień! Jestem zdania, że wszystko jest dla ludzi, oczywiście z umiarem. Bajki są dla dzieci, ale nie żeby cały dzień siedziały przed ekranem.
Przyznaję się - załatwiając sprawy w urzędzie, ratowałam się bajką na telefonie. Gdy mam pilny telefon, albo po prostu coś ważnego do zrobienia - bajka 10 -15 minut mnie ratuje. Ostatnio źle się czułam i Elza uratowała mnie. Młodsza córka poszła spać, starsza była uradowana oglądając bajkę, a ja mogłam się wyłączyć, przez chwilę zregenerować siły.

Więcej grzechów nie pamiętam ... ;)

A Ty, co byś dopisała do top listy? :)

Pozdrawiam. M.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentować może KAŻDY. Dlatego też, będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad :)

Należy pamiętać, że dyskusja może się toczyć bez używania słów obraźliwych i krzywdzących.

Dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)

Copyright © 2014 Cytryniaki , Blogger