poniedziałek, 4 lipca 2016

Mama na diecie

Słysząc Dieta, pierwsze co przychodzi na myśl, to szpitalne jedzenie- małe porcje (co można jeszcze znieść) oraz niesmaczne potrawy.
Kolejna myśl-  mnóstwo wyrzeczeń- żegnajcie fast foody, chipsy i czekoladki, czy gazowane napoje...
Witajcie gotowane potrawy i niedoprawione zupy, niesmaczne kasze, szpinak, brukselka...zmory dzieciństwa.

Czy faktycznie musi tak być, że decydując się na dietę, skazujemy się na wieczne niezadowolenie z posiłków, a także na szybki powrót do wcześniejszych nawyków żywieniowych?

Odpowiedź jest jedna- Oczywiście, że nie.



Przypuszczam, że każda kobieta w swoim życiu chociaż raz próbowała być na diecie. 
Nie ukrywajmy, jesteśmy takim stworzeniem, któremu ciężko dogodzić.
Nie ważne co, zawsze będzie źle, zawsze będziemy zazdrościć, że koleżanka X jest szczupła, a koleżanka X będzie zazdrościć, że zazdrosna koleżanka Y ma fajne krągłości. 
Podobnie jest z piersiami, pupami, czy z włosami...



Od dziecka byłam drobnej postury. Wszystko się odmieniło w szkole średniej, kiedy nabrałam typowych kobiecych kształtów.
Kłopoty z wagą pojawiły się na studiach, kiedy zaczęłam sobie folgować z jedzeniem- późne godziny, fast foody, weekendy z winem i chipsami przed TV.
Na szczęście w ekspresowym tempie zgubiłam nadprogramowe kilogramy, codzienne ćwiczenia mi w tym pomogły.
Kolejny raz, gdy miałam kłopoty z wagą pojawiły się kiedy Hania skończyła pół roku.
Przez ten czas po ciąży troszkę odpuściłam i aż wstyd się przyznać. Zorientowałam się, gdy ponownie sięgnęłam po ciążowe ciuchy.
Na swoją obronę mogę powiedzieć tyle, że późne godziny i duże porcje zrobiły swoje.
Właśnie w tamtym momencie, gdy wróciłam do rozmiaru ciążowego, udałam się do dietetyka. Zależało mi na tym, by nadal karmić piersią, ale także smacznie zjeść, zmienić żywieniowe przyzwyczajenia.
Tak też było.
Udało się.
W przeciągu roku zgubiłam 24 kg.Wróciłam do odpowiedniej wagi  i zaczęłam podobać się sobie w lustrze.
Dodatkowym plusem było to, że miałam motywację do ćwiczeń i pokochałam bieganie.

Dzięki swojej diecie zrezygnowałam z wielu rzeczy i przekonałam się do nowych- dotąd mi nieznanych,



Pewnie myślisz sobie, żeby być na diecie trzeba mieć czas i pieniądze.
Mylisz się.
Dietetyk po przeprowadzeniu wywiadu, po poznaniu Twoich preferencji układa jadłospis tak, byś mogła być zadowolona.
No okey, może faktycznie zdecydowanie drożej wychodzi, gdy decydujesz się na zdrową żywność, ale to właśnie jest ZDROWA żywność! Taka, która przynosi same korzyści, sprawia, ze czujesz się lepiej, nie trujesz swojego organizmu.

Dzięki diecie i kontrolach u dietetyka, nauczyłam się w końcu ograniczać jedzenie, porcjować, w myśl zasady MŻ (mniej żreć).


Będąc w kolejnej ciąży, nie mogłam sobie pofolgować z jedzeniem. Nie zależnie czy coś zjadłam, czy nie, zawsze efekt był ten sam- wymioty. Całkiem sporo straciłam na wadze, ale później troszkę nadrobiłam.
Po porodzie, gdy już myślałam, że w końcu męka z wymiotami i bólami żołądka się skończyła, dostałam ataku.
Ból przeszywający plecy i prawy bok, wymioty, trudności z oddychaniem. Oczywiście skończyło się to kilkugodzinnym pobytem w szpitalu.
Diagnoza- kamienie w woreczku żółciowym.
Zalecenia- operacja usunięcia przyczyny cierpienia. Tymczasowa dieta.

Wyobrażacie sobie moją rozpacz tego dnia?
Moje dziecko, zaledwie miesięczne miałoby być bez mamy, na butelce przez kilka dni?!
Niby butelka to nie zło, ale Majka nawet smoczka nie chciała.
Na szczęście mój stan nie jest tragiczny, a lekarza mam świetnego.
Nie ma sensu usuwać woreczka, kiedy karmię piersią. Wystarczy być na diecie, do czasu aż skończę karmić piersią.
Może mnie potępisz, że ryzykuję, ale znam mnóstwo osób, które miały atak raz w życiu i więcej kamienie nie dokuczały.
Zanim zdecydowałam się na przeczekanie, bacznie obserwowałam swój organizm. Miałam jeszcze 3 ataki, które były mniejszego nasilenia bólu i po potrawach tłustych, bądź czekoladzie.Będąc na diecie, dolegliwości nie mam.
Mam nadzieję, że uda mi się wytrwać na diecie jak najdłużej...

Jakie tego plusy są?
Trzymam się diety, nie nachodzą mnie chęci na czekoladę, ciasto z kremem, czy żeberka. Najzwyczajniej w świecie boję się bólu.

Jestem na diecie, z wielu rzeczy zrezygnowałam, po raz kolejny odkrywam nowe smaki i się cieszę. Cieszę się, że nadal karmię piersią, że z tygodnia na tydzień czuję się lepiej, lżej.
Eksperymentuję w kuchni i tym samym przekonuję bliskich do 'nowości".


Jestem mamą na diecie.
Na zdrowej i smacznej diecie.
Czekam jeszcze na dzień, w którym będę mogła pobiegać. Na razie muszę poczekać, bo moja Maja to bardzo wymagające dziecko- wymagające i nerwowe na tyle, że mama zawsze musi być w pobliżu :)

Więc znacie mój sekret, jestem mamą na diecie, Każdy kilogram mniej to mój wielki sukces, sam fakt, że moje samopoczucie się poprawiło cieszy mnie ogromnie.

A Ty byłaś/jesteś na diecie?

Pozdrawiam, M.




10 komentarzy:

  1. Jestem na diecie. W sumie gdyby nie to, że staramy się o dziecko to pewnie bym nie była. Raz drugi trzeci badania i wyniki o które mnie nic nie mówiły. Ale lekarzowi i owszem.. Tylko jakoś żaden nie powiązał: podwyższonego tsh, ponad normę cukru i wieczne problemy z cerą (mimo 30 lat, trądzik, wieczne zmęczenie, miałam wrażenie ze tonę ważę). No i koniec końców, dieta o niskim IG, podobnie jak przy cukrzycy, choć ciut inaczej. Diagnoza insulinooporność..z parametrów wynika ze jest blisko, tak jakby za rogiem. Organizm ma za duzo insuliny i przerabia ją na cukier. Można tak powiedzieć. Byłam u dietetyka, ale mało który zna się na insulinooporności. Wszyscy od razu wrzucają to do wora z cukrzycą. Dietę ogarnęłam sama, z pomocą fb grup które się z tym samym zmagają.
    Jestem również po usunięciu woreczka. Oj dolegliwości były straszne i nie zawsze po zjedzeniu czegoś nie odpowiedniego.. w końcu wylądowałam na stole pod laparoskopem. 3 dziurki i po wszystkim. Ale ataki były straszne i umierałam prawie przy nich. Kamienie mogą zatkać drogi żółciowe..Także jak tylko będziesz mogła sobie pozwolić na operację, to idź nutę zwlekaj. Bo może być gorzej.

    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  2. Miniowe Szczescie4 lipca 2016 15:48

    Moja Mama miała kamienie w woreczku żółciowym i bardzo cierpiała. Teraz też musi być na diecie,a wystarczy,że zje coś 'bardziej tłustego' to potem zwija się z bólu.
    Ja na diecie nigdy nie byłam. Dietą są moje nerwy. Wystarczy,że się podenerwuje i od razu chudnę.
    Lubię jednak zdrowo zjeść i podobnie jak Ty co nuż odkrywam jakieś nowe smaki : owsianka na śniadanie to standard, na lunch uwielbiam zjeść zieleninę (szczególnie rokietę siewną) z rzodkiewką, ogórkiem i groszkiem, pieczywo tylko ciemne,a na obiad trochę protein i białka czyli przeważnie jakieś mięso ,chociaż staramy się nie jeść go codziennie. Chciałabym potrafić zrobić dobre zupy... jakiś kapuśniaczek albo grochówkę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja się nie nadaję do żadnej diety, ja za bardzo lubie jeść :) Zamiast diety wybieram aktywność, zjem czekoladę i wsiadam na rower :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie byłam na diecie i nie wiem czy dałabym radę, wiec dla Ciebie mam wielki szacun!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja Ci z całego serca gratuluję. Może niezbyt przyjemny jest Twój czynnik motywujący (kamienie w nerkach), ale przynajmniej jest na to rada. Mogę zapytać na jakim etapie byłaś na zjeździe w Koszalinie? W sensie kilogramów- przed zgubieniem, po zgubieniu, w trakcie?

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  7. Żyć nie umierać12 lipca 2016 23:24

    Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  10. Aniela Motyka30 lipca 2016 20:31

    Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń

Komentować może KAŻDY. Dlatego też, będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad :)

Należy pamiętać, że dyskusja może się toczyć bez używania słów obraźliwych i krzywdzących.

Dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)

Copyright © 2014 Cytryniaki_blog , Blogger