piątek, 8 kwietnia 2016

Złość urodzie szkodzi, nawet w ciąży, ale czasem nie można się powstrzymać ...

Co mnie w ciąży denerwuje.

Ciąża to piękny czas w życiu kobiety- tak zwykło się mówić.
Rosnący brzuszek przypomina o rosnącym pod Naszym sercem cudzie.

Ciąża- niby nic nadzwyczajnego, przecież moja babcia była w ciąży, moja mama urodziła mnie i moich braci, a teraz ja niebawem pozostanę po raz drugi mamą. Taka kolej rzeczy, przychodzi czas, instynkt macierzyński się załącza i pojawia się nieodparta chęć zaznania cudownego stanu błogosławionego.

Stan błogosławiony każda kobieta przechodzi inaczej.
Moja pierwsza ciąża w porównaniu do tej była dużo łagodniejsza- nie miałam co narzekać. Wymioty i nudności oraz choroba lokomocyjna w pierwszym trymestrze, w drugim czułam się lepiej niż przed ciążą a w trzecim trymestrze było mi ciężko, ale to normalne, w końcu kilkanaście kg przybyło...
W tej ciąży od początku wymioty, nudności, omdlenia z wyczerpania po całym dniu w WC, brak energii, bóle żołądka, paląca zgaga i bym tak mogła wymieniać ...
Zanim pomyślicie, że znów narzekam, przeczytajcie do końca.

To nie jest tak, że narzekam jak to ciężko przechodziłam ciążę. Owszem, były momenty kiedy to odliczałam dni do terminu porodu, płakałam po wyjściu z toalety, że nie dam rady, nie wytrzymam z tym bólem, z tymi wymiotami. Były takie dni, ale wtedy tłumaczyłam sobie, że to nie ważne, przecież dam radę, muszę ! Dlaczego?
Dlatego, że noszę w sobie życie, że te moje cierpienia zostaną wynagrodzone głośnym krzykiem, pięknymi oczętami, słodkim uśmiechem.
Moje cierpienia zostaną wynagrodzone tym samym wspaniałym uczuciem, które poczułam po raz pierwszy w październiku 2013 roku.
Wszystko odejdzie w zapomnienie.
Więc nie narzekam.
Cieszę się, że udało mi się wytrwać  9 miesięcy. Było ciężko, wiele zagrożeń czyhało, ale ostatecznie jest happy end.
Cieszę się, bo po tym, co równy rok temu Nas spotkało, odczuwamy ulgę, że tym razem się udało.


Wracając jednak do tego co chciałam napisać...
Co mnie denerwowało w ciąży.

Nie będzie to tekst o tych wszystkich dolegliwościach, a o ludziach.

Pomieszkujemy u moich rodziców (budowa trwa, jeszcze musimy poczekać na swoje własne M), do których codziennie przychodzi ich wnuczka (a moja bratanica). Super, że pamięta o dziadkach, mimo, że to już pełnoletnia pannica, a wiemy jak to z młodzieżą bywa teraz.
Przychodzi codziennie z wylanym na siebie całym flakonikiem perfum... przynajmniej ja takie odnoszę wrażenie.
Niby nic, a jednak. Widziała, nie raz jak wyglądam po wymiotowaniu. Ona słyszała nie raz jak wymiotuję. Mówiłam jej milion razy nie przychodź wyperfumowana, prosiłam ja, prosili pozostali domownicy... Czasem było tak, że czułam się dobrze, po przyjściu bratanicy, wieczór miałam zaklepany przy zimnej porcelanie.
Na nic zdały się prośby... kiedy w złości zwróciłam jej uwagę, w odpowiedzi słyszałam pół-śmiechem powiedziane "zapomniałam". Jak można codziennie zapominać o tym?
Nie prosiłam jej o coś nadzwyczajnego, tylko o zmianę bluzy, która była wyperfumowana, albo o mniejsze ilości wylewanych perfum na siebie... na nic to.
Wyobrażacie sobie moją złość? Delikatne kosmetyki, antyperspiranty, zapachowe mydełka nie przeszkadzały mi, ale mocne słodkie perfumy- wystarczył jeden wdech i już musiałam pędzić na świeże powietrze, albo prosto do WC...
Czasem miałam wrażenie, że ona specjalnie przed przyjściem się perfumowała...

Ciąża to nie choroba. Chyba nie muszę się powtarzać, że twierdzenie działało na mnie jak płachta na byka, zwłaszcza z ust starszych kobiet, które szybko zapomniały, że ciąża to nie choroba, ale towarzyszące jej objawy mogą być bardziej wyczerpujące niż taka sobie grypa...

Brak uprzejmości. Ciężarna w kolejce? Nic nadzwyczajnego. Niech sobie stoi, niech jej nogi w tyłek wejdą, chciała ciąży, to niech teraz ma. Nie ma taryfy ulgowej...
I mimo, że spotkałam perełki, które ustąpiły miejsca, to wielokrotnie przekonałam się również, że nie ma taryfy ulgowej dla ciężarnej.

"Ciepłe słowa" od innej kobiety.
Wiadomo, że po ciąży nie jest tak łatwo zgubić kilogramy, nawet gdy się nie przytyło za dużo, to po porodzie pozostaje charakterystyczny brzuszek.
Pamiętam jak dziś, gdy pojechaliśmy w odwiedziny do znajomych, u których akurat przelotem byli inni znajomi- również Nasi. Pierwsze słowa, które usłyszałam od koleżanki- "O to, Ty już urodziłaś? A wyglądasz jakbyś nadal była w ciąży. Brzuch Ci został".
Wyobrażacie sobie? Świeżo co zostałam mamą, w domu mam lustro i nie potrzebuję tego typu komentarzy, poza tym trzeba dać sobie też czas na powrót do 'formy', który może być ciężki.
Nie należę do mściwych osób, ale do pamiętliwych owszem. Wiedziałam, że jest w ciąży, więc powtarzałam sobie, że odwdzięczę się. Mimo, że taka nie jestem, to, to zrobię.
I miałam okazję. Spotkaliśmy ją na spacerze. Wyglądała jakby faktycznie była w ciąży. Prócz tego, że miała duży brzuch, to sporo kilogramów pozostało w udach i biodrach. Nic mi do tego, mi samej przecież tak zostało, ale skoro poprzysięgłam sobie, że się odwdzięczę, tak też zrobiłam.
Wydawało mi się to na chwilę takie ... prostackie. Powinnam wykazać się klasą, odpuścić.
Ale nie. Powiedziałam to samo, co Ona powiedziała mi.
Brak komentarza z jej strony i mina usatysfakcjonowały mnie na chwilę. Później pojawiły się wyrzuty sumienia. Pocieszałam się myślą, że być może Ona już żadnej kobiecie nie powie tak dołujących słów. Z resztą miała okazję sama się przekonać, jak bardzo takie słowa mogą zaboleć.
Spacerując, czekając w kolejce do lekarza,  miałam okazję poznać inne kobiety, u których taka przykrość również miała miejsce, więc jak się okazało, nie tylko ja trafiłam na uprzejmą koleżankę, której nagle załączyła się szczerość. Każda z tych kobiet poradziła sobie inaczej. Jedna zbluzgała, druga odpowiedziała, żeby koleżanka sama spojrzała w lustro, a inna nie odezwała się wcale.
Szczerze, mi nie przyszłoby na myśl, żeby tak potraktować, nawet obcą kobietę, a co dopiero koleżankę. Trzeba wspierać a nie dołować.

To chyba tyle.

Niby zawsze powtarzam, że nic już mnie nie zdziwi, to i tak w ciąży zawsze mnie ruszało brak empatii innych, ta cała nieuprzejmość...


Wydać się może, że wyolbrzymiam.
Na swoje usprawiedliwienie napiszę tylko, że kobieta w ciąży jest wrażliwsza, zdecydowanie bardziej porusza ją nieuprzejmość.
Tak przynajmniej jest w moim przypadku

10 komentarzy:

  1. Miniowe Szczescie8 kwietnia 2016 13:11

    Zwalam wine na hormony... tez taka bylam w ciazy... szkoda,ze wzajemnie sie nie szanujemy. Zycie bylo by o wiele latwiejsze...

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczypta o Mnie8 kwietnia 2016 15:22

    Ja bym tej "miłej" koleżance odpowiednio powiedziała taka już jestem, a o "uprzejmości" ludzi przekonuje się codziennie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Żyć nie umierać11 kwietnia 2016 11:47

    Oj te hormony!!! Taka prawda, że kobieta w ciąży jest wrażliwsza : na zapachy, na emocje, na innych ludzi! Na wszystko! Ale co do tej bratanicy, to bym się jej chyba spytała, czy sklerozy w tak młodym wieku nie ma?

    OdpowiedzUsuń
  4. 1. zachowanie dziewczyny- jak na mój nos to mogło być celowe. Nie mnie oceniać, nie byłam, nie widziałam, ale jak piszesz jak można codziennie zapominać.
    2.kilogramy, które zostały po ciązy- wiele bab chce się dowartościować czyimś kosztem, nie wiedząc co je czeka :)

    Ludzie niestety często zachowują się okropnie. Nie wiem co nimi kieruje. Nie tyczy się to tylko ciężarnych, są nieuprzejmi chyba z urzędu, dlatego, że los jest zły, politycy kradną i kłamią itp...zwykła uprzejmość, puszczenie kogoś w kolejce, miłe słowo- przecież to nic nie kosztuje a daje wiele dobrego :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Brak ludzkiej uprzejmości w stosunku do ciężarnej kobiety razi mnie ogromnie :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tam absolutnie wiem o czym mówisz ;) dokładnie taką sytuację z tym uszczypliwym "urodziłaś już?" też miałam :P Mogłam się tej ciotki zapytać? A Ty kiedy zrzucisz? Po 18 latach na ciążę to już chyba zrzucić nie wypada? :P

    OdpowiedzUsuń
  7. No cóż...mnie w ciąży nie pomagano, nie ustępowano, nie przepuszczano i generalnie traktowano mnie jak przeciętnego człowieka z brzuchem...Z perspektywy jestem z siebie dumna, bo dziś mam siłę by się tym nie-pomagającym przeciwstawić i prychać na to co mówią. To oni nauczyli mnie samodzielności i walki o swoje prawa! To teraz mają! I nie to, że też jestem nieuprzejma...ale na pewno jestem asertywna, bo jak sama o siebie nie zadbam, to kto to zrobi? Na "uprzejmych" nie ma co liczyć, to pewne:P

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak ja Cię rozumiem ile razy miałam wymioty po zapachu perfum ba do dziś tak mam bo jestem zapachowcem, co do kolejki do kasy cóż czasem trzeba zawalczyć o swoje a gadające baby machnij na nie ręką bo języka sobie strzępic nie warto

    OdpowiedzUsuń
  9. Ladymami Paulina17 kwietnia 2016 00:19

    Kocham ludzi ale gdy czytam takie rzeczy to zaczynam wątpić w ich uprzejmość, a wzrasta moje wrażenie, że brakuje im intelektu. Ta Pani, która mówiła takie miłe rzeczy pewnie się kiedyś też doczeka takich komplementów :).

    Ladymami

    OdpowiedzUsuń
  10. W ciąży wiele się w nas dzieje... Ale to nie zwalnia innych od odrobiny taktu i ludzkiego traktowania. Bratanicy może odwdzięcz się podkładając później śmierdzące pampersy prosto pod nos, a koleżance zawsze możesz powiedzieć, że figurę można wypracować, a ona wstrętną flądrą zostanie już na zawsze :P

    OdpowiedzUsuń

Komentować może KAŻDY. Dlatego też, będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad :)

Należy pamiętać, że dyskusja może się toczyć bez używania słów obraźliwych i krzywdzących.

Dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)

Copyright © 2014 Cytryniaki , Blogger