czwartek, 28 kwietnia 2016

9 miesięcy minęło jak jeden dzień - Happy End :)

Czekałam, czekałam i się doczekałam :)
Ta ciąża była zdecydowanie inna, niż pierwsza. Wspominałam o tym już nie raz.
Wiele dolegliwości, obaw, czy dotrwam do końca, ale przede wszystkim ogromna radość.

Do szpitala trafiłam po terminie porodu, który przypadał na 14 kwietnia.
18 kwietnia przed 8 raną już wypełniałam dokumenty.
To był mój najgorszy poniedziałek w życiu.
Od 5 rano nie spałam, powstrzymywałam łzy, aż w końcu przed samym wyjazdem się rozpłakałam.
Rozpłakałam się jak małe dziecko, które stłukło sobie kolano.
Jak małe dziecko, któremu zabrano ulubioną zabawkę.
Płakałam jak małe dziecko, bezbronne, nie mające pewności czy sobie poradzi...
... z rozłąką, z samotnością w szpitalnych ścianach.

Niektórzy uważają,  że My- kobiety musimy być twarde, nie okazywać słabości.
Otóż nie. Nic nie musimy.
Mamy prawo bać się, być wrażliwe i płakać, gdy emocje biorą górę...
...

Ciężko było tego poniedziałkowego ranka, kiedy musiałam pożegnać się z moją śpiącą jeszcze królewną Hanią, z moją mamą, która kiepsko ukrywała podenerwowanie, kiedy musiałam pożegnać się z mężem w szpitalnej poczekalni.
I mimo, że wiedziałam, że sobie beze mnie poradzą, to jednak bałam się... bałam, jak JA sobie poradzę bez Nich. Jak JA poradzę sobie z samotnością.

Wiedziałam, że mnie to czeka. Całą ciążę przygotowywałam do tej rozłąki moją córkę i po części godziłam się z wizją tych kilku dni w szpitalu.
Tłumaczyłam sobie, że przecież te kilka dni wytrzymam, że będą mnie odwiedzać, że wyjdę z Naszą kruszynką, że dam radę.

Powtarzałam sobie to jak mantrę.

To co działo się w mojej głowie, to był jeden wielki chaos.
Zapewne hormony potęgowały moc wszystkich mieszających się ze sobą uczuć.
Dałam upust emocjom w domu i w szpitalnej poczekalni, po czym wchodząc na swoją salę, poczułam się lżejsza, pewniejsza.
Ogarnęłam się i wiedziałam, że dam radę, że poradzę sobie, że będzie dobrze.

...

Dałam radę, chociaż szpitalne łóżka i białe ściany nie pomagały. 
Schemat dnia ten sam- od posiłku do posiłku. Byle doczekać wieczora.
W sumie, to wieczory były najgorsze. O tyle, co w dzień można było sobie pogawędzić z innymi ciężarnymi, o tyle wieczorem zapadała cisza, która się dłużyła, a zamknięciu oczu pojawiał się obrazek tych, za którymi tęskniłam najbardziej.
Gdy zerkałam na zegarek dokładnie wiedziałam, że w tym momencie czytałabym z Hanią bajki, czy tuliła w ramionach śpiewając jej ulubioną kołysankę, albo leżałabym wtulona w ramiona męża.

...

Częste rozmowy telefoniczne i odwiedziny poprawiały samopoczucie, niestety tylko na chwilę.
Frustrujący był fakt, że już tak blisko rozwiązania... lecz jednak jeszcze tak daleko.
Wszystkie te żale i poczucie niesprawiedliwości (bo przecież tyle czasu muszę leżeć i czekać) minęły, gdy w końcu pojawiły się skurcze.
Skurcze, które dały nadzieję, na poród naturalny.
Wyszło inaczej. Ciąża zakończona cesarskim cięciem.
I najważniejsze- Nasza Maja zdrowa.
Pierwszy jej okrzyk wywołał łzy szczęścia spływające po policzkach- tak samo jak za pierwszym razem z Hanią.

Zastanawiałam się wiele razy czy ten pierwszy raz od tego kolejnego będzie się czymś różnił. 
Nie różnił się niczym. 
Wzruszenie i ogrom radości oraz uczucie ulgi, że wszystko zakończyło się dobrze.
I miłość. 
Miłość w czystej postaci.

...

Od środy zmieniło się wszystko.
Nie było żalu, nie było uczucia osamotnienia w tych szpitalnych ścianach, była tylko radość. Nawet ból nie był w stanie przerosnąć radości.
Dni mijały szybko i już w sobotę mogłyśmy pojechać do domku.

Ciężko przechodzona ciąża, uciążliwe dolegliwości, ból przy schodzeniu z łóżka… nie było tak strasznie. W sumie… już nawet nie pamiętam : )




Jeśli dotrwałaś do końca tego wpisu, to ogromnie się cieszę : )
Nie przeciągając …

Przedstawiam Wam Maję ( 3880 kg, 55 cm)
Całkiem sporą Maję : )





Przypominam, że znajdziecie Nas na: 


25 komentarzy:

  1. Miniowe Szczescie28 kwietnia 2016 19:33

    Wiem przez co przechodzilas Milenko,bo ja tez spedzilam kilka dni z Mikusiem w szpitalu ( z tymze ,ze ja nie mialam czasu nic zaplanowac,bo nie planowalam rodzic w 35 tyg). Maja jest sliczna I zdrowa!
    Pozdrawiam Was cieplo I gratuluje serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczna :) Ogromne gratulacje. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana, jeszcze raz Tobie, Wam gratuluję :* Mam nadzieję, że pojawi się okazja, żeby poznać Twoją kolejną Księżniczkę :)
    P.S. zawsze chciałam mieć na imię Maja :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczypta o Mnie28 kwietnia 2016 20:57

    Dotrwałam do końca. I wiem jak było Ci ciężko sama przez to przeszłam tylko u nas podobnie jak u Mini nie planowany poród, a potem jeszcze codzienne dojazdy do szpitala przez 33 dni, a Lulcia była taka dzielna tak pięknie te nasze rozłąki znosiła. Majeczko witaj na świecie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze raz serdeczne gratulacje! Mnie czeka cesarskie cięcie, ale ja wiem o tym od początku ciąży i staram się nie stresować, choć się nie da. Sliczna dziewczynka!

    OdpowiedzUsuń
  6. Już widziałam na insta tą słodką buzię 😍 raz jeszcze gratulacje. Niech zdrowo rośnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jaka piękna Maja! Moja córka ma 11 a ja już nie pamiętam jak to było jak byla taka malutka. Stęskniłam się za tym czasem. Gratuluję wytrwałości, mogę sobie tylko wyobrazić co czułaś będąc z dala od córka. Dobrze, że już jesteście wszyscy razem. Zdrówka Wam życzę :)

    www.anniealr.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Dużo zdrówka dla mamy i maleństwa! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudowna!! Dobrze, ze jesteście w domu, zdrowe i szczęśliwe :)
    Ja tez nie wyobrażam sobie zostawić w domu mojej królewny, gdybym musiała iśc do szpitala-jednakowoż, tak bardzo marzymy o drugim dziecku, że chyba bym to zniosłą :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratuluję cudowne maleństwo. A Tobie życzę byś każdego dnia się uśmiechała

    OdpowiedzUsuń
  11. Gratuluje po raz trzeci :) Nie wiem czy odczytałas moja wiadomosc na fejsie - slowo daje, zewczesniej nie bylo tego formularza do komentarzy!

    OdpowiedzUsuń
  12. Żyć nie umierać30 kwietnia 2016 14:58

    Gratuluję raz jeszcze z całego serducha! Malutka jest cudna! Niech zdrowo rośnie, daje mamie pospać w nocy i niech mamine serducho raduje się, że ma dwie śliczne córcie :) Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
  13. A mi się wydaje, że chyba lepiej iść do szpitala wiedząc co Nas czeka. Ja wiedziałam, że urodzę, ale nie wiedziałam jak, jak długo będę rodzić. Ty wiesz, ze czeka Cię CC, a że to druga, to stres jest mniejszy. Ja, gdy dowiedziałam się o cesarce, bo oczywiście postępu w porodzie nie było, przyznam się, że byłam spokojniejsza. Po pierwsze wiedziałam, co i jak, a po drugie cieszyłam się, ze trafiłam na ordynatora, który przede wszystkim ma na uwadze dobro pacjenta, a nie wytyczne od dyrekcji. :) Będzie dobrze Sabinko- dasz radę :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Witaj Aniu na moim blogu :) Dziękuję za życzenia. Moja starsza córka ma 2,5 roku i gdy urodziłam Maję, zastanawiałam się, czy Hania też taka malutka była?! :D Czas pędzi :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Powiem, że ciężko jest się rozstać z dzieckiem, ale myśl, że za niedługo pojawi się kolejna gwiazdeczka na świecie i wróci się do domu z nowym członkiem rodziny, jako tako łagodzi cały lęk i troszkę łatwiej można znieść rozłąkę. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Uśmiechy moich gwiazdek sprawiają, że nawet kiedy jest mi ciężko, to mimowolnie pojawia się uśmiech na moich ustach :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Odczytałam :* Tylko jak zwykle zapomniałam odpisać- wybacz :*
    Odpisałam nawet ;)
    A z tym formularzem, to pierwszy raz się spotkałam z taką sytuacją :/

    OdpowiedzUsuń
  18. O proszę, tego o Tobie nie wiedziałam :P
    Maja- śliczne imię, również mi się podoba i cieszę się, że mój mąż właśnie takie imię wybrał dla Naszej gwiazdki :)
    A okazja do spotkania będzie, może nie prędko, ale będzie- obiecuję :*

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja tak przeżywam, a mogło być jeszcze trudniej- tak jak u Ciebie i Minii. Wiedziałam kiedy idę do szpitala, a Wy trafiłyście tam niespodziewanie. Wyobrażam sobie, jak Wam musiało być ciężko :(

    OdpowiedzUsuń
  20. Witaj śliczna Majeczko na blogu! Bo na innych socjal już się poznałyśmy :)

    OdpowiedzUsuń

Komentować może KAŻDY. Dlatego też, będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad :)

Należy pamiętać, że dyskusja może się toczyć bez używania słów obraźliwych i krzywdzących.

Dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)

Copyright © 2014 Cytryniaki , Blogger