środa, 10 lutego 2016

Mamine rozterki .

30 tydzień ciąży za nami...
Coraz bliżej rozwiązania, co niezmiernie mnie cieszy, ale także niepokoi.
Można by rzec, że to normalne u ciężarnej, że pojawia się strach.
Nagle coś, co wydawało się, że Nas nie przerośnie, osiąga ogromne rozmiary, kładąc cień na zdrowy rozsądek.

A co mnie przeraża?
Przeraża mnie nie tyle fakt, że będę miała w domu drugą kruszynkę, co przeraża mnie fakt, że będę musiała rozstać się z moją pierwszą gwiazdą na kilka dni.
Wiedziałam, że tak będzie, gdy tylko nadejdzie dzień rozwiązania, ale szczerze od początku myślałam, że do tego momentu oswoję się z tą myślą.
I tak jak od początku ciąży w to wierzyłam, tak im bliżej końca, tym bardziej nie wyobrażam sobie rozłąki.

Wiem, wiem... będę przejęta porodem tak bardzo, że ani się obejrzę, a już wrócę do domku z kruszynką, a Hania nie odczuje mojej nieobecności- w końcu będzie miała najlepszą opiekę pod słońcem.
Jak widzicie, ja to wszystko wiem, ale mimo to boję się rozstania.
Do tej pory jedyne Nasze rozstania były kilku godzinne, gdy wróciłam do pracy. Gdy pójdę do szpitala, będą to pełne doby.
Strasznie się stęsknię.
Mam nadzieję, że Hania zdecydowanie lepiej zniesie Naszą rozłąkę. Jest już dużą dziewczynką i nawet teraz, gdy muszę jechać do lekarza, wystarczy jej wyjaśnić i bez protestu zostaje w domu z babcią.

 Nakręcam się sama i niepotrzebnie....
Przecież Hania to już duża dziewczynka i poradzi sobie.
Na pewno.
Na pewno poradzi sobie lepiej niż ja, bo znając już siebie, będę wieczorem szlochać do poduszki.

Od początku ciąży doskwierają mi typowe dla stanu 'błogosławionego'  przypadłości.
Typowe przypadłości, które nietypowo długo się wleką przez trymestry.
I chociaż rozpoczęłam już III trymestr, to jednak prócz wielkich rozmiarów, ciąża przypomina także wymiotami i skurczami (które udało się okiełznać). I chociaż wymioty pojawiają się sporadycznie, to jednak świadomość, że nie znam dnia ani godziny, kiedy dosłownie powali mnie z nóg, jest dość kłopotliwa.
I o tyle, co siły na zabawy z Hanią starałam się mieć, tak, gdy pojawiły się skurcze i nakaz leżenia, moją kreatywność i pomysłowość przysłoniły wyrzuty sumienia i żal.
Wyrzuty sumienia, że leżę i patrzę się w sufit.
Może wydam się dziwna, ale nie potrafię tak.
I chociaż powinnam doceniać to, że jednak mam kilka chwil by po prostu się ponudzić- przecież niebawem będę narzekać na brak czasu- to jednak nie potrafiłam.
Zwłaszcza, gdy Hania wołała mnie do tańca.
Na szczęście moje dziecko jest bardzo mądre, po wyjaśnieniu, że mamę boli brzuch, że nie może, po krótkim smuteczku i dłuższym tuleniu, sama zaczęła pokazywać jak to pięknie tańcuje. Czasem po prostu przyjdzie, przytuli się i leży ze mną śpiewając, bądź po prostu drzemiąc smacznie dając tym samym możliwość drzemki mamie :)
Wszelkie zabawy przeniosły się na łóżko i podłogę, tak bym mogła tylko leżeć- więc puzzle, malowanie i inne tego typu zabawy były u Nas na topie.

Szkoda mi także, że jestem zmuszona odmawiać sobie spacer. Ruch przecież jest tak ważny.
Pamiętam jednak, że są rzeczy ważne i ważniejsze i nie wyobrażam sobie, że przez mój upór "bo tak" mogłabym się przyczynić do wcześniejszego rozwiązania.
Jednak mam żal, że to takie nie sprawiedliwe. 
Nie sprawiedliwe, że jedna ciężarna nie odczuwa że jest w ciąży- może wszystko robić i nic jej nie dolega, a inna... od początku ma przechlapane.
No cóż... nie liczyłam na to, że będzie łatwo, ale nadzieję miałam, że będzie o drobinkę lżej.

Mimo swoich ograniczeń, staram się zapewnić Hani różne atrakcje każdego dnia, tak, by się nie nudziła. A gdy jest zajęta zabawą z dziadkami, czy ze swoim tatą, staram się odpoczywać.
Mimo, że środki od lekarza pomogły, nadal pamiętam, by ruch ograniczać do minimum. W końcu nie było to zalecenie by zrobić mi na złość, a po to, by dziecko bezpieczne w brzuszku dotrwało do wyznaczonego terminu.
I mam nadzieję, że tak będzie.
A wszystkie swoje żale i wyrzuty sumienia tłumaczę ... hormonami. 
Źródło

Do następnego wpisu :*

M.



10 komentarzy:

  1. Piekny brzuszek. Ja chcialam jak Ty I sie doigralam. W 32 tyg Misio byl juz b.nisko no I urodzil sie 5 tyg za wczesnie. Ja jeszcze aktywna zawodowo bylam, wiec to za bardzo tez nie pomagalo. Trzymaj sie I lez. Kazdy tydzien jest na wage zlota teraz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Co ja mogę napisać chuchaj i dmuchaj na siebie, nikomu nie życzę takiego scenariusza jaki mnie spotkał prawie rok temu, mimo, że zakazów od lekarza nie miałam,a jeśli Ty masz nakazy, zakazy to je respektuj, mimo, ze jest ciężko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem Szczypto, wiem ... miałabym ogromne wyrzuty sumienia, gdyby przeze mnie doszło do szybszego rozwiązania. Na szczęście już bliżej porodu :)

      Usuń
  3. Na pewno nie jest Ci łatwo. Mi też nie było, ale na mnie to spadło nagle a Ty już wiesz, że musisz uważać. Gdy się tak bezczynnie leży, to czas dłuży się niemiłosiernie - ja z nudnościami i wymiotami leżałam wpatrując się w ruch wskazówek zegara.
    Pomyśl od tej strony, że jesteś szczęściarą, bo mimo że musisz wypoczywać to możesz to robić w domu, wśród najbliższych. Głowa do góry, wszystko będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja pierwszą ciążę przenosiłam. Przy drugiej na pewno będę się bała podobnie jak Ty bez względu na to jak będzie przebiegać. Takie juz jesteśmy, zawsze boimy się o nasze maleństwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo tych wszystkich rozterek, dolegliwości... wierzę, że dotrwam do końca :)

      Usuń
  5. To zrozumiałe, że dopadają Ciebie myśli o Hanię - jak ona sobie poradzi, Ile razy Ty będziesz myślała o niej - ale zapamiętaj jedno - w szpitalu skoncentruj uwagę na maluszku! Wiadomo, że i tak myśleć o córci będącej w domu będziesz, ale te kilka dni miną expresowo i wrócicie szybko do domu. No i będziecie cieszyć się sobą wtedy już w komplecie. A na razie odpoczywaj i słuchaj się lekarza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słucham lekarza, słucham :) W domu wszyscy mnie pilnują, tylko to tak aż dziwnie. Z jednej strony fajnie, że każdy pomaga, wyręcza a z drugiej strony tak dziwnie. Myślę o maluszku i nie mogę się doczekać aż się pojawi z drugiej strony brzuszka :)

      Usuń

Komentować może KAŻDY. Dlatego też, będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad :)

Należy pamiętać, że dyskusja może się toczyć bez używania słów obraźliwych i krzywdzących.

Dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)

Copyright © 2014 Cytryniaki , Blogger