wtorek, 23 lutego 2016

Dolegliwości ciążowe- jak sobie z nimi radzę...

... nie radzę sobie.

Każda napotkana kobieta, będąca podwójną bądź potrójną mamą mówiła mi "każda ciąża jest inna".
Ile w tym jest prawdy?
W moim przypadku całe 100 %

Kiedy byłam w ciąży z Hanią, zaczęło się od wrażliwości na zapachy, zmęczenia, mdłości, nudności i ... choroby lokomocyjnej. Jako, że ciąża była zagrożona, dostałam na pierwszy trymestr leki i nakaz nie ruszania się z łóżka. Wymiotowałam tyle razy, że mogłabym policzyć na palcach jednej ręki.
II trymestr był dla mnie łaskawy. Czułam się niczym boginia. Cera idealna, paznokcie jak się łamały, tak wtedy były twarde jak skała, czułam się lepiej niż przed ciążą. 
III trymestr, a konkretnie końcówka była udręką. Czułam się jak słoń. Budziłam męża w nocy, by pomógł mi zejść z łóżka żeby móc iść do toalety, bez poduszki między nogami nie mogłam nawet pomarzyć o śnie, chodziłam jak kaczka. 
Latem byłam cała spuchnięta, że wstyd mi było się pokazać i odliczałam dni do października, do porodu.
Ogólnie pierwsza ciąża nie była taka ciężka do przetrwania. Apetyt miałam, wymioty były tylko na początku... no dobra, nie wspomniałam o moim humorze, a był taki, że w sekundę potrafiłam przejść ze skrajności w skrajność. Rano potrafiłam obudzić się i płakać bez powodu, by za chwilę się śmiać z samej siebie. Do dziś zastanawiam się, jak mój mąż to zniósł. Dobrze, że przytulanie miało magiczną moc i było skutecznym sposobem na otarcie mych łez.

Druga ciąża.
Od początku czułam się jakby ktoś wyssał ze mnie siły witalne. Dosłownie.
Mdłości, wymioty, wrażliwość na zapachy i ogromne zmęczenie. Jazda autem już nie była przyjemnością, ponieważ, tak jak w pierwszej ciąży, tak samo i w drugiej pojawiła się choroba lokomocyjna.
I tak jak miałam nadzieję, że II trymestr będzie łaskawszy, tak na nadziei się skończyło.
Jak mogę opisać II trymestr? Tragedia. Wymioty, wymioty i jeszcze raz wymioty. Spadek wagi, koszmarna cera, przemęczenie i humor do d. ....

Cieszyłam się i nadal się cieszę ciążą, ale miałam takie dni, gdzie po prostu nie wychodziłam z toalety, na przemian płakałam i wymiotowałam. 
Wciąż byłam zmęczona, wręcz wyczerpana.
I tak zleciał cały II trymestr, na wymiotach, bólach żołądka, palącej zgadze i ... skurczach.
Tak, jakby tego było mało, to pojawiły się skurcze, które narobiły ogromnego stracha i to nie tylko mi. Na szczęście szybka reakcja pomogła i póki co (33 tydzień) skurczy niepokojących nie ma.
III trymestr, miałam nadzieję, że może on będzie łaskawszy i tak jak w II trymestrze, skończyło się na nadziei. Co prawda jest poprawa, ale... Zgaga daje w kość, jest tak paląca, że aż mnie rozrywa. 
Gdy tylko czuję ją, od razu biegnę po mleko- na szczęście jeszcze ono mi pomaga, wolę więc to niż jakieś inne środki farmakologiczne.
Wymioty nie są już uporczywe, zdarzają się raz na jakiś czas.
Z humorem jest do kitu. Ostatnio miałam kryzys. 
Siedziałam i płakałam, a dziecko mi chusteczki przynosiło i przytulało, mąż jak wrócił z pracy, to pierwsze pytanie z przerażeniem w głosie "Co się stało?!", a po wyjaśnieniach było już słychać tylko ulgę. Biedny, ma się ze mną...
Do tego wszystkiego doszło narzekanie- na wszystko i na nic.  Bezsenność i nadmierne zmęczenie na zmianę oraz ... skurcze, które wyrywają w nocy ze snu od kilku dni- skurcze łydek.

Jeśli dotrwaliście do końca tego tekstu, to brawo. 
Ile można narzekać, słuchać narzekania, czytać narzekania?!
No właśnie.
Nie jestem sobą.
Jestem zmęczona.
Jestem zrzędząca.
Jestem okropna!
Kiedyś jak ponarzekałam, to mi było lepiej, teraz nawet ulgi nie czuję. 
W ogóle jakoś tak się użalam nad sobą, czego nie lubię.

Mówiłam już, że nie jestem sobą?

Myślałam sobie, że chociaż pisanie mi pomoże, przecież lubię to robić.
Włączam komputer i co? I myślę o wszystkim innym, niż o napisaniu tekstu, a przecież leżąc minutę wcześniej na łóżku, miałam już w głowie ułożony tekst. 
Co to, jakieś czary?


Żeby aż tak ten wpis nie był przesiąknięty mym użalaniem, na koniec tylko napiszę jeszcze kilka słów...

Prawdą jest, że każda ciąża jest inna. I nie ważne jak bardzo ciężko można ją przejść, to na koniec tych 9 miesięcy  spotka Nas nagroda. 
Każdy ruch, czkawka i każdy kilogram przypomina mi o tym, po co mi to było. Wiedziałam na co się piszę, w głowie miałam kilka scenariuszy przejścia ciąży i podjęłam to ryzyko.
I nie żałuję.
I jestem szczęśliwa, że pomimo tych wszystkich dolegliwości, powoli docieram do mety, jaką jest dzień porodu. Do kwietnia już tak niewiele pozostało. Kruszynka jest zdrowa, niepokojące skurcze nie straszą (i oby tak pozostało) i wszyscy czekamy na Nasz dzień.
Ani się  obejrzę, a będę ściskać w ramionach Naszą Kruszynkę.
Już niebawem będę pisać post spoglądając na moją Hanię i Kruszynkę.

Wciąż sobie to powtarzam, że jeszcze troszkę, tyci tyci i będzie Nas czworo :)
Gdy włączy mi się narzekanie, ugryzę się w język.
Na laptopie przyklejoną mam karteczkę PISZ! Będę zapisywać każdą myśl, będę skreślać kolejne tematy z listy i będę pisać, gdy nie będzie mi nic dolegać, tak, bym mogła się skupić i cieszyć, że piszę. W końcu to takie moje "wyjście do ludzi".

33 tydzień! Pozostało już tak niewiele :)


Tyle mam do nadrobienia :) 

Jeśli i Ty jesteś w ciąży i ciężko ją przechodzisz, PAMIĘTAJ! 
Tak naprawdę nie wiesz od początku, jaka ona będzie. Jakie dolegliwości będą Ci dokuczać każdego dnia, ale sam fakt, że pod sercem nosisz najcudowniejszą istotkę jest wystarczającą rekompensatą.
I te wszystkie wymioty, bóle i kilogramy to bardzo niska cena za to, jak ogromne szczęście Cię spotkało.
Móc nosić pod sercem taki skarb, to cud, na jaki (niestety) nie wszystkie kobiety mogą liczyć.
Ogrom szczęścia jaki na Ciebie spłynie po porodzie będzie bezcenny i zrozumiesz to w pierwszej chwili, w której ujrzysz swój CUD.

Pozdrawiam, M. 

13 komentarzy:

  1. U mnie też nie ma porównania między pierwszą ciążą, a drugą. Wtedy czułam się wybornie, a teraz, no cóż, ciągle coś mi dolega i szybko się męczę. Nic to, bo jak piszesz, najważniejszy jest i tak ogrom szczęścia, który spłynie na mnie po porodzie, a który już mocno odczuwam :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoja druga ciąża to prawie jak moja pierwsza, także łącze się w bólu. Byłam wtedy tak słaba, że nawet komputera nie włączałam, głowa ważyła z tonę i wszystko mnie drażniło. Wymiotowałam tyle, że miałam wrażenie, że mi to nigdy nie przejdzie i tak już ze mną zostanie na stałe. Na szczęście z porodem przeszło jak ręką odjął :) Jeszcze chwilka!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tez marudzilam... ba mam to chyba we krwi. To normalne, nie badz dla siebie taka surowa...
    Juz koncowka...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojeej, to nieciekawie się działo przez ten czas :/ Mem nadzieję że już niedługo wszystko się zmieni. Już bliżej niż dalej :) trzymam kciuki żeby Ci już nic nie dokuczało :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystkiego dobrego! Już niebawem wszystko minie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Na skurcze łydek magnez bierz - polecą w aptece dla ciężarnej jakiś specjalny! Ja też brałam, bo bym zwariowała!!! No i już mało zostało, więc dasz radę, choć wiem, że nie jest Ci łatwo.
    Jak byłam w drugiej ciąży, moja bratowa też była w swojej pierwszej ciąży, ona wymiotowała tak jak ty większą cześć ciązy i jej kilogramy leciały w dół, a ja dobierałam od samego początku. Nie zazdrościłam jej tych wymiotów, ale zazdrościła faktu, ze nie wyglądała jak wielorybek! Ale potem i ona zaczęła dobierać, więc obie sobie dobrze wyglądałyśmy :) Więc pomimo, że każda z nas każdą swoją ciąże inaczej przechodzi, to potem tak jak piszesz - czeka na końcu na nas nagroda w postaci dzidziusia!

    OdpowiedzUsuń
  7. Jejku, tak bardzo chciałabym, byś czuła się choć odrobinę lepiej :( A Twój mąż to prawdziwy skarb!
    Wiesz z tego, co czytam to prawie każdy gorzej czuje się w 2 ciąży. Trochę mnie to martwi, bo 1 ciąża to był najprzyjemniejszy okres w moim życiu i nie wyobrażam sobie, by w drugiej mogło być inaczej. Ale nie ma się co martwić na zapas.
    Powodzenia! Trzymam kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj mają się faceci z kobietami w ciąży, ale na szczęście wiedzą, że to przejściowy okres i po 9 miesiacach znów wróci ich ukochana żona. :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Moje ciąże obydwie były do siebie bardzo podobne, wręcz identyczne, z tą ogromną różnicą, że jedna trwała 9 miesięcy, a druga 7.

    OdpowiedzUsuń
  10. W moim przypadku ciąże przeszłam super! Brak jakichkolwiek zachcianek, złego humoru, apetytu. Wręcz przeciwnie miałam 100 razy więcej energii niż kiedykolwiek. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Pierwszej ciąży nawet nie poczuła. ;) Oby druga nie dała mi popalić. :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Mi pomagały wojskowe suchary. A Tobie życze duzo zdrowia i będzie dobrze

    OdpowiedzUsuń
  13. A wiesz co ja Ci powiem ?
    Niech Cię mdli, niech Cię swędzi, niech Cię pędzi co godzinę do toalety, miej problemy ze snem i zadyszkę, nawet tą cholerną zgagę !! To wszystko w dobrej sprawie :) ZAZDROSZCZĘ CI TEGO, wiesz? I nie tylko ja :)

    OdpowiedzUsuń

Komentować może KAŻDY. Dlatego też, będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad :)

Należy pamiętać, że dyskusja może się toczyć bez używania słów obraźliwych i krzywdzących.

Dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)

Copyright © 2014 Cytryniaki , Blogger