piątek, 5 lutego 2016

Czekolada, chipsy i inne smakołyki ....

Co podać do picia? Sok, coś gazowanego, czy herbaty?
-Nic nie trzeba, mam ze sobą wodę.
Wodę ???

Przygotowałam herbatkę owocową, powiedz tylko ile słodzisz Hani...
-Dziękuję, nic nie słodzę.
???

Znaki zapytania zastąpić możecie spojrzeniem typu "Oszalałaś?!".

Nie słodzę.
Nie słodzę herbaty, kawy, zupy mlecznej, czy kaszy manny.
Nie słodzę sobie, nie słodzę dziecku, mąż też nie słodzi.
Co w tym dziwnego?

Jednak jest w tym coś dziwnego, skoro niektórzy znajomi, czy nawet dalsza rodzina spogląda na mnie wzrokiem podejrzliwym, jakbym była szurnięta.
Wszystko co słodkie jest przecież najlepsze...

Dziś nadszedł dzień, kiedy ponownie poruszam kwestię nadwagi, otyłości, spożycia cukru ...
Pamiętacie mój tekst 'Sposób na niejadka' ?
Przedstawiłam Wam sytuację, w której pewna mama wraz z babcią stwierdziły, że muszą ze swoim niejadkiem wybierać się częściej na Fast Food'y. przynajmniej dziecko coś zje, jak kanapek w szkole nie ruszy, a i obiadem w domu pogardzi...

Dziś skupię się jednak na słodyczach.

Kiedy urodziłam Hanię, miałam już zakodowane, że zrobię wszystko, by moje dziecko nie uzależniło się od słodyczy, by zamiast siedzenia przed telewizorem, wybrało ruch na świeżym powietrzu.
Jeśli dam dobry przykład, jeśli będę pilnować tego co będzie znajdować się na naszych talerzach i będę zachęcać dziecko do wspólnych spacerów, do jazdy na rolkach, jazdy na rowerze, czy innych aktywności, to mi się uda.
Nadal w to wierzę.
Mimo, że doskonale wiem, jak wiele okazji będzie miało moje dziecko, by zamiast po jabłko sięgnąć po czekoladę, to nadal wierzę, że uda mi się.
Będę rozmawiać z dzieckiem.
Będę rozmawiać o tym, jak ważne jest to co mamy na talerzu i jak ważna jest aktywność.
Wolny czas będziemy spędzać na basenie, trampolinach, na świeżym powietrzu. Będziemy spacerować, wszyscy razem, czy jeździć rowerem,...
I mimo, że wiem doskonale, że może być z tym ciężko, bo na przykład najzwyczajniej w świecie ja, czy mąż będziemy zmęczeni, to pomimo tego, będziemy trzymać się swojego postanowienia.
A postanowiliśmy sobie oboje, że damy radę.
Dlaczego?
Dlatego, że z czasem człowiek sam dostrzega, jak bardzo ważne jest zdrowie, to jak o nie dbamy.


Pracowałam w szkole, sama też do szkoły uczęszczałam i doskonale pamiętam, jaka panowała 'tradycja'. Jakakolwiek nie byłaby impreza szkolna, dzieci przynosiły albo ciasto upieczone przez mamy, albo cukierki, ciastka, chipsy i napoje gazowane.

Kiedy nareszcie zaczęto promować zdrową żywność, podkreślać jej wartość dla Naszego zdrowia, gdy zaczęto skupiać się na problemie jaki się pojawił wśród dzieci i przede wszystkim, gdy wprowadzono w szkołach serwowanie porcji owoców i warzyw, myślałam, że problem otyłości zmaleje.

Dodatkowym faktem przemawiającym za tym, że jednak takie nadzieje mogłam mieć, było to, jak bardzo modne stało się 'być fit'.

Niestety ... myliłam się.
Spotkałam mamę, która była oczytana w kwestii zdrowego żywienia, która regularnie biegała i jeździła na fitness, a swojej córce kupowała Colę do picia, batony, chipsy. Dziewczynka do tego była tak rozleniwiona, że, gdy miała po coś iść do auta, czy do swojego pokoju, to mówiła "mamo idź ty', albo 'nigdzie nie idę, nogi mnie bolą'.
Wyobraźcie sobie takie słowa z ust dziewięciolatki zajadającej się w tym samym momencie batonem...

Impreza szkolna, a konkretnie 'Mikołajkowa'. Dzieci dostają paczki od Św. Mikołaja, a w nich sam cukier i chemia.
W sumie to prezent, jak prezent, ze szkolnej składki. Czego oczekiwać, skoro najlepszym prezentem na każdą okazję dla dziecka są słodycze...

Grupa przedszkolaków, bal, między zabawą i konkurencjami przerwa na siusiu i coś do zjedzenia.
A na stole co?
Chipsy, paluszki, pianki, czekolada, ciastka oraz słodkie napoje.

Impreza urodzinowa, z pompą, urządzana w super sali, w małpim gaju, a do poczęstunku Cola, chipsy, cukierki.

Wszędzie cukier i chemia.

Co zrobić by to zmienić?
Dać przykład dziecku.
Mówić o konsekwencjach spożywania zbyt dużej ilości cukru.
Zmienić nawyki żywieniowe panujące w domu.
Porozmawiać z rodziną. Zwłaszcza z dziadkami, czy z ciociami.

Tak, to też jest ważne.
Znam przypadek, gdzie matka nie pozwala na słodycze w domu.
Zero czekolady, chipsów, czy coli.
Dziecko ze szkoły odbiera babcia, która w pierwszej kolejności zabiera wnuka do sklepu.
Dziecko szaleje z radości. Bierze na co ma tylko chęć. Nawpycha się czekolady, chipsów do oporu, ciesząc się tym samym, że mama się nie dowie.
A matka się martwi, że obiadu nie ruszy, a kolacji zje troszkę.

Zakazany owoc smakuje najlepiej...

Nie mówię, że czekolada to zło.
Uważam, że wszystko jest dla ludzi i trzeba znać umiar i nauczyć tego umiaru Nasze dzieci.

Sama uwielbiam słodkie. Zwłaszcza teraz, gdy jestem w ciąży, mogłabym tylko jeść naleśniki z nutellą, albo gofry, czy pierogi na słodko.
Stan błogosławiony mnie jednak nie usprawiedliwia i mimo wszystko zwracam uwagę na to co jest na talerzu. Od czasu do czasu można sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa i nie ma w tym nic złego.
Tylko przede wszystkim, należy pamiętać co to umiar.

Nie tak dawno oglądałam jeden z programów śniadaniowych, w którym poruszono temat otyłości.
Nie wiem, czy wiecie, ale według najnowszych danych, aż 41 mln dzieci poniżej 5 roku życia ma nadwagę***

Przerażające, prawda?
Kto jest za to odpowiedzialny?
Taki maluch nie robi sam zakupów i nie przygotowuje sobie posiłków, a także rzadko kiedy samo sięga po przekąskę.
To co znajduje się na talerzu i w brzuszkach Naszych pociech, decydujemy My- rodzice.

M.



11 komentarzy:

  1. Moim zdaniem wszystko z umiarem. Tak naprawdę to nie bronię nieczego (prawi, bo np. coli dziecku nie daje. Kiedyś gdzieś umoczył język, jak się zagapiliśmy i na szczęście mu nie posmakował. Z resztą małe dzieci nie lubią napoi gazowanych. Stefano nie lubi herbatek, soczków itp. Uznaje tylko wodę!). Z jedzeniem jest nieco inaczej i to u nas jest temat drażliwy. Nie bronimy słodyczy, ale nie ile wlezie i nie codziennie...Z chipsami jest jeszcze inaczej. Ja za nimi szaleje, ale od mojej operacji nie kupiłam ani paczki, jedynie ziołowe bio chrupki kukurydziane), wiec tego typu produktów u nas w domu nie ma, ale są na imprezach urodzinowych i wtedy mu pozwalamy (choć też staramy się by nie przesadzał). To nie jest tak, że są tylko chipsy (są i kanpki i pizze itp), ale jednak dzieci najbardziej lgną do niezdrowej żywności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewo-oczywiście, wszystko z umiarem. I tego umiaru trzeba też nauczyć dziecko, żeby nie było sytuacji, że gdy zobaczy chipsy czy czekoladę, chciało 'pochłaniać' każde ilości.

      Usuń
  2. No u nas słodycze to jemy wszyscy i owszem czasem ograniczam dzieciom dostęp do nich, gazowane napoje rzadko u nas goszczą, bo najczęsciej wodę pijemy, ale myslę, że można dużo pozwolić ale z umiarem! A co do otyłosci to mamy to szczęscie, że w szkole chłopców nie ma tego problemu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiam się często od czego ta otyłość w szkołach zależy. Czy bardziej narażone na to są dzieci 'miastowe', czy te 'ze wsi'. Żal mi dzieci otyłych, bo nie ma co ukrywać, ale dzieci są różne i tak jak jedno zaakceptuje to, ze kolega/koleżanka są otyli, tak drugie dziecko obierze sobie za cel kogoś otyłego i będzie gnębił.

      Usuń
  3. Mam podobne założenia jak Ty i w sumie mogę powiedzieć, że się udało bo Lulcia je suszone owoce,gorzką czekoladę i wie, że ona jest najzdrowsza kiedyś ostro na ten temat dyskutowała z Panią w tramwaju, że od innej czekolady to robaczki robią w ząbkach dziurki, pijemy wodę bądź kompot własnej produkcji, jogurty naturalne z dżemem własnej produkcji, chipsy są ale owocowe z jabłek własnej produkcji, ciasta muffinki własnej produkcji to u nas króluje. Zdarzają się dni rozpusty, Lulcia wie, że nie ma co mnie prosić o zakup batonów, czekoladek czy żelków na zakupach w markecie, ona prosi o zdrowe słodycze jak np. batonik z masy twarogowej uwielbiamy je. Szkoda, że inni rodzice wpychają w dzieci ten straszny cukier. sama mam w rodzinie taką delikwentkę która jest szersza jak wyższa ma 7 lat a ubrania nosi na 10 latkę, ale rodzice nie widzą w tym problemu, że jest inna na tle rówieśniczek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie. Często jest tak, że rodzice widzą cudze dzieci, a swoich nie. Znam panią, która komentuje wygląd dzieci- że grube, że tylko z chipsami je widzi itp. Ale to, że jej dziecko zamiast obiadu zajada się słodyczami, to już nie zauważa.

      A wiesz, że nie jadłam jeszcze batonika z masy twarogowej. U Nas też wszystko własnej produkcji. Najlepsze i najzdrowsze. :)

      Usuń
  4. My ograniczylismy slodkie. Jesli co juz w domu jest - to pieczemy to sami. Chlopcy wiedza,ze po slodyczach pojawiaja sie 'ants' (mrowki) I od nich nie rosna.

    Ostatnio na RTE1 lecial program o cukrze. Pokazano zycie pewnej rodziny I ilosci cukru ktore spozywali przekraczaly dwa ,a nawet trzy razy normy tygodniowe! I to wcale nie bylo tylko to,ze jedli slodycze. Cukier jest doslownie wszedzie!

    Dla mnie najistotniejszym faktem jest to,ze komorki nowotworowe zywia sie cukrem. Ja nie chce miec raka I nie chce zeby moi bliscy go mieli - wiec go ograniczam.
    Koniec kropka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiedziałam, że komórki nowotworowe żywią się cukrem :/ Ale to może dlatego, że nie wgłębiałam się w ten temat.
      Przydałaby się akcja społeczna, ale nie taka co promuje zdrową żywność, a taka, która pokaże ludziom jak cukier szkodzi zdrowiu.

      Usuń
  5. Zdanie mam podobne. Wszystko z umiarem. W dzisiejszych czasach jest tyle sztucznego jedzenia, że trzeba się pilnować i uważnie czytać etykiety. Bo czasem coś jest zdrowe tylko z nazwy. A w sumie przygotowanie posiłków w domu nie jest aż tak pracochłonne ani czasochłonne jak się to wydaje, czytanie etykiet też łatwo wchodzi w nawyk. Wystarczy odrobina chęci do zmiany :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie. Etykiety! Już nie pamiętam co to było, ale kiedyś kupiłam coś 'zdrowego' nie czytając etykiety. Zrobiłam to w domu i zdębiałam od składu...

      Usuń
  6. To ogółem temat rzeka chyba;) widzę po swojej Podopiecznej, że słodycze na pierwszym miejscu. Jednak u nich jest tak, że dziecko nie dostaje słodyczy. Czasem słodyczem jest monte, albo jogurt naturalny z owocami. Mała nie dostaje słodyczy więc jęczy. Tym bardziej, że wszystkie słodycze są na widoku... moim zdaniem we wszystkim trzeba znać umiar i sens. Ponieważ na przykładzie 6 Letniej Podopiecznej widzę, że im bardziej zabraniają, tym bardziej ona chce. A tak, jeśli czasem da się coś słodkiego dziecku to nie grzech. Jednak miałaby to być niewielka porcja i nie tuż przed posiłkiem. Czasem Li dostanie kostkę czekolady Kinder czy Kinder jajo. Ale od wielkiego dzwonu. A normalnie słodycze to rodzynki żurawina i orzechy.

    OdpowiedzUsuń

Komentować może KAŻDY. Dlatego też, będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad :)

Należy pamiętać, że dyskusja może się toczyć bez używania słów obraźliwych i krzywdzących.

Dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)

Copyright © 2014 Cytryniaki , Blogger