środa, 14 października 2015

***Co u Nas***


Nie było mnie bardzo długo, po statystykach zauważyłam, że mimo to, niektórzy tu zaglądali, czy coś nowego się nie pojawiło.
Dostałam także maile i komentarz od całkiem obcych osób z pytaniem co się dzieje. Ucieszyło mnie to niezmiernie, ponieważ znaczyło to, że jednak ktoś Nas polubił na tyle, by martwić się, co się dzieje.

A co się u Nas działo? Bardzo dużo... 
Zacznę może od tego, że wróciłam do pracy... początki były łatwe, po to , by potem było coraz trudniej.

Wróciłam do pracy, którą podsunął mi UP, by w końcu dostać tą właściwą pracę, o którą się starałam. Było trochę zamieszania i oczywiście trudności z rozstaniem się z dzieckiem, dlatego, że godziny pracy też się zmieniły.

Odbyło się spotkanie Może nad Morze, o którym wciąż trąbiłam na FB i tutaj na blogu również. Wbrew pozorom przygotowanie takiego eventu nie było łatwe.

Praca, dom... w pewnym momencie czułam, że się jakoś nie odnajduję.
Owszem, fajnie było wyjść do ludzi, wyłączyć się na te 8 godzin, ale po powrocie do domu nie wiedziałam za co się zabrać. Był moment, kiedy miałam wrażenie, że doba się wydłużyła, zdążyłam wszystko zrobić, co zaplanowałam, ale przyszedł później moment, kiedy doba się skróciła. 
Pomyślałam sobie, że przyzwyczaję się. Jakoś ogarnę nową sytuację, nowa praca była bardziej wyczerpująca, więc trochę czasu minie i się przyzwyczaję. 
Przyzwyczaiłam się, ale ... i tutaj właśnie odezwał się mój organizm. Każdy dzień był dla mnie koszmarem, coś mi było i zdecydowanie utrudniało funkcjonowanie, ale to już na osobny wpis, dużo dłuższy i dopiero za jakiś czas.

Hania pożegnała się z pieluchą- w domu... na wyjazdach zdecydowanie było ciężej, więc było trzeba zaopatrzyć się w pampersiaki. Kłopot był także ze współpracą i tak jak w mojej obecności często sygnalizowała, że chce na nocniczek, tak już niekoniecznie z dziadkami, czy ze swoim tatą. Nie pytajcie, nie wiem dlaczego :) Ostatecznie nie rozstaliśmy się z pampersami, ale... nadal pracujemy nad tym :)

Pożegnaliśmy się z KP.
Tak, dobrze czytacie... Hania w sierpniu całkowicie rozstała się z cycusiem i chyba zdecydowanie ciężej mi było to przeboleć. Jedyne co mnie cieszyło, to fakt, że nie musiałam walczyć z bolącymi piersiami, zapaleniem itp. Wszystko przebiegło bardzo naturalnie, stopniowo.

Mamuśka Milena zmieniła fryzurę :) Oczywiście nie drastycznie, ale ... powiem Wam, że zdecydowanie lepiej się czuję  (i chyba wyglądam) w grzywce :) Wizyta u fryzjera- mała rzecz, a cieszy ;)

Z mniej pozytywnych wiadomości to taka, że ... Hania się zbuntowała.
Pogniewała się na swoje książeczki, karty obrazkowe, czuczu... troszkę to potrwało, zaczęłam się martwić nawet. Hania przestała się z nami komunikować. I tak jak potrafiła powiedzieć, "Mamo daj pić", albo "Mama siku", tak było "Mamoooooo yymm" i ciągnęła za rękę... Miałam wrażenie, że moje dziecko się cofnęło.
Hania uwielbiała, gdy się pokazywało karty, czytało książki (bardziej opowiadało co jest na obrazkach), aż nadszedł czas, kiedy po wyjęciu przeze mnie książki, ona po prostu mi ją zabierała i odkładała, albo zakrywała sobie oczy i mówiła nie.
Nie wiedziałam co robić, więc schowałam i książki i czuczu i karty obrazkowe, dając jej tym samym czas.
Zauważyłam, że Hania w tamtym okresie skupiła się na klockach LEGO DUPLO. Wysypywała sobie wszystkie na podłogę i budowała. Nie potrzebowała nawet towarzystwa. Dziwiło mnie trochę, bo przecież Hania uwielbiała wspólne zabawy. Pomyślałam więc, że to taki okres po prostu i zamiast się martwić, podziwiałam budowle mojej córki. Gdy Hania już chciała, by ktoś potowarzyszył jej, to wołała tatę :) za to moje towarzystwo wolała, kiedy malowałyśmy farbkami, bądź  kredkami :)
I tak jak sądziłam, okres ten minął nawet nie wiem kiedy. Wszystko wróciło do normy, dzięki czemu śpię spokojnie :)  Hania na nowo zaczęła jasno komunikować co chce, nie wołała na wszystkich Mama, tylko tata, babcia itp. Znowu chętnie sięga po Czuczu, czy ulubione książki, nawet czasem sama udaje, że czyta, albo opowiada mi, czy swojemu tacie, co znajduje się na obrazkach :)

Nasze plany budowlane i przeprowadzkowe przesunęły się trochę w czasie z różnych powodów. Sporo nerwów Nas to kosztowało, ale ostatecznie na dobre Nam to wyszło :)

Hania przeniosła się do swojego łóżeczka :) Dotąd Hania spała z Nami, a łóżeczko stanowiło element ozdobny Naszego pokoju :)  Od jakiegoś tygodnia Hania śpi w swoim łóżeczku i powiem Wam, że byłam w głębokim szoku, kiedy moje dziecko samodzielnie zasnęło w łóżeczku i przespało całą noc, a rano wstało z uśmiechem na twarzy i to o godzinie 10! Pierwsza noc oczywiście nieprzespana przeze mnie, z zegarkiem w ręku się budziłam co dwie godziny i sprawdzałam co u Hani. Spać w sumie nie spałam, raczej czuwałam :)
A jak to się stało, ze Hania przeniosła się do swojego łóżeczka, to napiszę następnym razem ;)


To chyba tyle :)

Ja wiem, że do najbardziej poczytnych blogerów nie należę, a także do tych najbardziej zorganizowanych... przecież powinnam znaleźć czas na wszystko, w tym także na napisanie wyczerpującej notatki co drugi dzień... przepraszam, ale czasem przerwa od tego wirtualnego świata jest potrzebna i powiem, że pomaga.
Miałam chęć zrezygnować z bloga, ale szybko ona minęła. Czasem jeszcze mnie najdzie, ale mam nadzieję, że nie będzie na tyle silna, by jej ulec.
Poza tym... to moje lenistwo wynikało trochę ze zmęczenia, ale ... ogarnęłam się już i czuję się lepiej :)
I wiecie co ...

Cieszę się, że wróciłam :)

M.


14 komentarzy:

  1. Witamy spowrotem :) czekam na wpisy i potwierdzam, że w nowej fryzurze jest super! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj sporo, sporo się działo! Jestem mega ciekawa nowej fryzurki! I super, że wróciłaś :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię za bardzo udostępniać swoich zdjęć, tym bardziej selfie :D Ale może się zdecyduję niedługo :)

      Usuń
  3. Czekałam na jakieś foto na końcu wpisu z grzywką? :D
    Sporo się u Was działo rzeczywiście, więc cieszę się, że ogarnęłaś :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogarnęłam :) na szczęście się ogarnęłam :)
      :*

      Usuń
  4. Tak, wiem o czym mowisz. Ja ledwo zipie, a mam dwoje urwisow I tylko jeden dzien wolny. Trzymaj sie cieplo.
    Gratki dla Hani za polubienie jej lozeczka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam Cię Miniu, że dajesz radę. I doskonale wiem o czym myślisz, pisząc, że brak Ci sił i czasu.
      Również trzymaj się cieplutko :*

      Usuń
  5. Witaj długo kazałaś na siebie czekać, ale dobrze że już jesteś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że to właśnie Wy mnie nie opuściłyście i miałam do kogo wracać :)

      Usuń
  6. O nareszcie jesteś. Haniula to rozsądna dziewczynka i wie, że duże dziewczyny śpią w swoim łóżeczku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się ogromnie, że bez problemu Hania wróciła do swojego łóżeczka :)

      Usuń
  7. Oj rozumiem Cię doskonale, sama niedawno zaczęłam nowa pracę i czasem nie mogę się ogarnąć :(
    A Hania spryciulka mała -super, że śpi w swoim łóżeczku :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Milenka a powiedz, ona śpi jeszcze w dzień?
    Wstałą o 10:00, to pewnie za dnia już nie drzemie....
    Ja tak pytam, bo nie wiem co robić. Kalina chodzi do żłobka i tam śpi w dzień, a na weekendach jak jest w domu to chcialabym zrezygnowac ze spania dziennego i jej nie klasc. Ale z drugiej strony tak jej rozwalac rytm dnia.... Z egoistycznych powodów... KAlina zawsze sie budzi mieszy 6:30 a 7:30... Tak mi sie marzy chociaz raz sie wyspac do 9 :D

    OdpowiedzUsuń

Komentować może KAŻDY. Dlatego też, będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad :)

Należy pamiętać, że dyskusja może się toczyć bez używania słów obraźliwych i krzywdzących.

Dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)

Copyright © 2014 Cytryniaki , Blogger