środa, 22 lipca 2015

Nowa rzeczywistość

Wróciłam do pracy… mimo wielu obaw, wróciłam.
Na jak długo, nie wiem. 
Opcje są dwie, albo do grudnia, albo dłużej…
Mimo, że każdy dzień w pracy jest praktycznie taki sam, to nie żałuję. Po 8 godzinach wracam do domu i nie mam na głowie sprawdzianów, zeszytów… 
To w tej pracy mi się podoba, że nie przynoszę jej do domu.

Pierwszy tydzień był najgorszy… Hankowe pobudki, akurat w momencie, gdy wychodziłam. Wielka gula w gardle i łzy w oczach- moich i Hankowych.
Były momenty, gdy nie chciałam wyjść z domu. Chciałam zostać… ale nie mogłam.
Przetrwałyśmy z Hanią. Rozłąki nie są już takie straszne. 

Zaczęłam drugi tydzień pracy i mogę śmiało powiedzieć, że obie przywykłyśmy już do tego.
Nie ma płaczu i krzyku, gdy Hania już wstanie to pomacha mi na drogę… a gdy jej smutno, to przytula się do taty :)
A powroty są najlepsze. Pisałam już chyba o tym :)
W pierwszym tygodniu było tak, że dziecię me się nie odklejało ode mnie. W tym tygodniu jest postęp. Rzuci się w ramiona, da buziaka, a czasem po prostu się poprzytula, by po chwili uciec do kredek, czy żeby pobawić się klockami :)

Mogę z czystym sumieniem rzec, że nastąpiły ogromne zmiany.
Kiedy byłam w domu, Hania miała mnie 24h na dobę przy sobie. Pomagała mi przy sprzątaniu, praniu, razem chodziłyśmy na spacery, razem się bawiłyśmy… Czasem było tak, że ja byłam potrzeba do wszystkiego.
Teraz jest inaczej.
Moje dziecko z dnia na dzień się usamodzielniło.
Wybiera sobie towarzysza zabaw i tak jak tata jest najlepszy do zabawy klockami Lego, tak tylko z mamą Hania ogląda książki, za to babcia to najlepszy towarzysz na dalekie wędrówki :)
Razem z tatą Hania ma swoje rytuały, swoje nawyki :)

Zauważyłam, że Hanię łatwiej jest zachęcić do zabawy.
Gdy byłam z Nią cały czas, to czasem ciężko było ją zachęcić do oglądania książeczek, czy zabawy kartami obrazkowymi. Teraz mam wrażenie, że Hania każdego dnia chce mi pokazać jaka jest duża, ile potrafi. Sama też zaproponuje zabawę, przyniesie przekładankę, klocki, czy karty czuczu i pokazuje, mówi, udaje że czyta.
Niby znałam możliwości i umiejętności mojej córki, to teraz patrzę na to inaczej.
Dostrzegam, że moje małe dziecko, już nie jest takie małe.
I zachwycam się tym :)

Odkąd wróciłam do pracy, mam wrażenie, że mam więcej czasu. 
Nie wiem jak to jest możliwe :)
Kiedy zajmowałam się domem, czas pędził, nie zdążyłam się obejrzeć, a już był wieczór. 
Gdy wróciłam do pracy, tego czasu mam więcej- a może tak naprawdę nie potrafiłam dobrze nim zarządzać? Tak czy owak mam czas by wstawić pranie, jechać na zakupy, pobawić się z Hanią- co jest najważniejsze.
Wracając do pracy tego się bałam najbardziej… że poszkodowaną będzie moja córka, dla której braknie mi czasu. Niby nie możliwe, bo przecież sama zawsze powtarzam, że czas dla dziecka, to najlepsze co może ofiarować rodzic, to i tak obawiałam się, że pomimo chęci, to zawsze będę odczuwać niedosyt.
Tak nie jest.
Na szczęście.
Zawsze powtarzałam, że zostając z dzieckiem w domu, każdą chwilę chcę wykorzystać na zabawę i naukę, na odkrywanie. Myślałam, że tak robiłam, ale wiecie co. To właśnie teraz każda chwila jest wykorzystywana maksymalnie, każdy dzień po powrocie z pracy jest intensywniejszy.

Naprawdę miałam mnóstwo obaw w kwestii powrotu do pracy. Część mnie szeptała mi w głowie, że przecież lubię zajmować się domem, spędzać czas z dzieckiem, że podoba mi się rola pani domu. Druga część krzyczała, że muszę spróbować.
Spróbowałam i nie żałuję.
Nadal zajmuję się domem, spędzam czas z dzieckiem i do tego wszystkiego pracuję.

Jak to się mówi… nie taki diabeł straszny, jak go malują :)
Praca za biurkiem nie jest spełnieniem moich marzeń, ale jest nowym doświadczeniem.
Cieszę się, że nie wróciłam do szkoły…
Jestem dumna, że moja malutka córcia już jest tak bardzo samodzielna…
Cieszę się, że moje dziecko umie sobie poradzić z moją nieobecnością.

Oczywiście nie byłoby tak fajnie, gdyby nie Hankowy tata i dziadkowie :)
Do godziny 15 przez 2 dni zajmują się Hanią dziadkowie, a przez kolejne H. Całe szczęście, że grafik jego pracy pozwala Nam na to, bo inaczej, to tylko i wyłącznie żłobek- a tego nie chciałam.

Odnoszę wrażenie, że mój powrót do pracy, to tak jakby ponowne przecięcie pępowiny.

Już na zakończenie napisze tylko, że powrót do pracy nie był w planach i propozycja, którą otrzymałam bardzo pogmatwała Nasze plany, to jednak cieszymy się, że los podsunął Nam dodatkową opcję, z której skorzystaliśmy :)

M.

6 komentarzy:

  1. Czasami gdy jest więcej zajęć człowiek potrafi się bardziej zorganizować - przynajmniej ja tak mam ;p Fajnie, że Hania tak łatwo to przeszła, widać dobry moment wybraliście. Ja coś czuję, że będę miała problem z Miśkiem, bo mówi, że pójdzie do przedszkola ale... z mamą ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli piszesz, że w drugim tygodniu przywykłyście do rozstań to wiedz, że się mylisz. A jeszcze lepiej nie pisz takich rzeczy, bo dzieci mają moc odczuwania tego, że się je chwali i lada moment możesz mieć piekło w domu (czego ci oczywiście NIE ŻYCZĘ :*)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jak wróciłam do pracy to zdecydowanie doby mi brakowało, a u Ciebie wręcz na odwrót, Gratulacje dla Ciebie i Hani dzielna z niej dziewczynka, a żłobek nie taki straszny jak go czasem malują, my odchodząc z naszego żłobka płakaliśmy

    OdpowiedzUsuń
  4. Super ze szybko się ułożyło wszystko no i super ze sobie radzicie :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja bym chciała wrócić do pracy, jakiejkolwiek...

    Fajnie, że u Was wszystko się układa :).

    OdpowiedzUsuń
  6. Należy wykorzystywać okazje jakie proponuje nam los, nawet jeśli bardzo niespodziewane. Super, ze spełniasz sie zarowno prywatnie, jak i zawodowo.

    OdpowiedzUsuń

Komentować może KAŻDY. Dlatego też, będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad :)

Należy pamiętać, że dyskusja może się toczyć bez używania słów obraźliwych i krzywdzących.

Dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)

Copyright © 2014 Cytryniaki , Blogger