sobota, 6 czerwca 2015

Nie ograniczaj!

Dziecko od dnia narodzin jest małym odkrywcą, poprzez swoje działania zdobywa doświadczenie. Pomóż mu w tym- postaraj się nie przeszkadzać.


Zostajesz rodzicem. Od momentu narodzin zajmujesz się swoją pociechą i nawet pomimo zmęczenia, jesteś tym faktem przejęty i jednocześnie zadowolony.
O to mała istotka, wpatrzona swoimi pięknymi oczętami w Ciebie, uśmiechająca się i gaworząca. Jesteś w stanie dla Niej zrobić wszystko, uchylić Nieba.
Dmuchasz, chuchasz, we wszystkim pomagasz, na krok nie odstępujesz. Prawda?

Dziecko z czasem staje się mobilne, jeszcze bardziej ciekawskie, chcące wszystkiego spróbować same, buntujące się.
Zazwyczaj we wszystkim tym znajdujesz problem.
Gdy dziecko jest malutkie, czekasz na pierwsze kroki, kiedy już ruszy- narzekasz, jak to trzeba mieć oczy dookoła głowy i trzeba się nabiegać.
Podkładasz warzywka pod nosek żeby spróbowało- dziecko robi bałagan, złościsz się, że to nie dla Ciebie, nie masz na to cierpliwości, musisz sprzątać. Kiedy zaś sama podajesz łyżeczką, jest czystko, schludnie i albo dziecko jest najedzone, albo narzekasz, że dziecko nie chce jeść.
NIE! Najlepiej wymawiane przez Twoje potomstwo słowo. Denerwuje Cię, że produkujesz się, prosisz, namawiasz, a Twoje dziecko ma Cię delikatnie mówiąc w nosie. Bunt- co za okropieństwo i dlaczego właśnie Ty musisz to przechodzić ze swoim dzieckiem?!

Znam takie przypadki w których każda z opcji jest zła, albo jeszcze gorsza. Mimo tego, że rodzice cieszą się z tego, że są rodzicami, że mają tak cudowną istotkę, to i tak narzekają na coś.

Wraz z mężem świadomie zdecydowaliśmy się na dziecko, bardzo  pragnęliśmy zostać rodzicami i wiedzieliśmy, że nie zawsze będzie kolorowo. Wiedzieliśmy, że dziecko nie tylko uśmiecha się, gaworzy i pachnie oliwką. Dziecko płacze, dziecko krzyczy, dziecko innej formy komunikacji z rodzicami nie zna. Wiedzieliśmy, że może być ciężko, że będziemy zmęczeni.
Czy narzekaliśmy? Nie przypominam sobie tego. I ja- ta, która uwielbiała narzekać- przestałam to robić.
Wiedziałam, że moje dziecko z dnia na dzień będzie zdobywać nowe umiejętności. Cieszyłam się i wyczekiwałam tego momentu. Byłam szczęśliwa, że moje dziecko jest zdrowe i w swoim niepowtarzalnym tempie się rozwija, że chodzi, że słyszy, co mówię, że potrafi mi odpowiedzieć na pytanie jak robi konik, czy krówka.
Bunt? Moje dziecko jeszcze nie ma dwóch lat, a już się buntuje. Zawsze było charakterne.
Pomyśl, podoba Ci się zabawa kremem- wszystko możesz wysmarować na biało, wetrzeć, robić ślady na lustrze i mama Ci zabiera krem. Wyciera Ci buzię, dłonie i lustro... nie podoba Ci się to- co zrobisz? Oczywiście zaprotestujesz.
Bunt nie jest zły, chociaż czasem nie wiesz już co robić i brak Ci sił. Bunt to sposób dziecka na wyrażenia siebie, dowód, że też ma swoje zdanie, że nie musi się z innymi zgadzać.
Zadaniem rodzica jest to przetrwać i chociaż czasem czujesz, że cierpliwość się kończy, to musisz... głęboko oddychać i widzieć tego sens.

Twoje dziecko chce wszystko robić samodzielnie- to źle? Widzi, że Ty nie potrzebujesz pomocy przy ubieraniu czapki, to też chce samo spróbować. Wie, że podoła samo ubrać kurtkę, to próbuje. Jeśli Twoje dziecko domaga się widelca, to daj mu do rączki i pokaż jak się nim posługiwać.

Musisz pamiętać, że Twoje dziecko prędzej, czy później stanie się samodzielne. Nie utrudniaj tego. Ja wiem, że czasem lepiej, gdy sam nakarmisz swoje potomstwo- będzie szybciej, schludniej.
Wiem, że zdecydowanie szybciej ubierzesz dziecko, niż same spróbuje to zrobić.
Wiem, że będzie Ci wygodniej, gdy wpakujesz dziecko do wózka i wybierzesz się na spacer, niż będziesz biegać za Nim po placu zabaw.
Pomyśl tylko, czy Twój spokój i wygoda jest ważniejsze, niż rozwój i zdobywanie doświadczenia przez Twoje dziecko?

Nie uważam oczywiście, że każdy rodzic tak robi. Są jednak takie przypadki i zdarzają się coraz częściej. Rodzice, czy dziadkowie nie zdają sobie sprawy z tego, że tak naprawdę ograniczają dziecko.
Proszę, nie zrozumcie mnie źle. Nie pozjadałam wszystkich rozumów i się nie wymądrzam. Po prostu zauważyłam ten problem. Coraz częściej rodzice chcąc sobie ułatwić życie, utrudniają dziecku.
Oczywiście, przyjdzie pora, to dziecko nauczy się samodzielnie jeść, będzie odważniejsze w poznawaniu świata. Tylko, czy aby na pewno?

Przedstawię Wam kilka przypadków:
*Dziecko w przedszkolu nie potrafi założyć kurtki, gubi się między rękawami, ma problem z założeniem butów- na hasło, że wychodzimy na dwór, siada na krzesełku i czeka aż ktoś przyjdzie je ubrać, bo tak zawsze mama robi.
*Dziecko, które nie potrafi samo jeść, ani utrzymać sztućców, mimo, że rozwija się prawidłowo i jego rówieśnicy już to potrafią- każdy z domowników sam karmi dziecko, sztućców nie pozwala podawać, w ogóle nie pozwala nawet wybrać na co dziecko ma chęć. Dziecko dostaje same papki, przez co wszystko inne ląduje na podłodze, albo twarzy osoby karmiącej. Dziecko ma trudności z gryzieniem.
*Dziecko, które niebawem uda się do gimnazjum,  zachowuje się jak przedszkolak - przynieś, podaj, zrób to za mnie...


Każde dziecko jest inne, ma inny charakter, temperament i tak jedno będzie skore do działania, tak drugie, będzie potrzebowało zachęty. Każde nabywanie nowych umiejętności przez działanie jest zdobywaniem doświadczenia.
Dlatego też zachęcaj dziecko do działania, zdobywania nowych doświadczeń. Pomóż dziecku w tym poprzez zabawę, a przede wszystkim wykaż się cierpliwością i doceniaj każdy, nawet najmniejszy sukces.

Nie bój się bałaganu w domu, pozwól dziecku zdecydować czego i ile chce zjeść, pozwól dziecku samemu się ubrać, zachęć do sprzątania zabawek, nie zbywaj dziecka i pozwól sobie pomóc na przykład podczas sprzątania. Wykonując razem z dzieckiem nawet te najzwyklejsze czynności, uczysz je, pozwalasz zdobywać doświadczenie, wyrabiać nawyki. Nie zapominaj też o tym, że jest to Wasz wspólnie spędzony czas.
Nie ograniczając, sprawiasz, że Twoje dziecko poradzi sobie w przyszłości, nie tylko w tych najzwyklejszych czynnościach, ale także w kontaktach z innymi.

Tylko pamiętaj, że "nie ograniczać"  nie znaczy "pozwalać na wszystko". Trzeba ustalić granice i ich nie przekraczać, pamiętać o bezpieczeństwie dziecka.

Jestem ciekawa, co o tym sądzicie.
Pozdrawiam, M.

12 komentarzy:

  1. Chcialam skomentowac,ale jestem na telefonie i napisanie czegos sensownego na tym cudzie techniki zajeloby mi z dwa dni. Skometuje wiec jak wrocimy do domu. Tymczasem pizdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny artykuł, czytałam z prawdziwą przyjemnością. Jestem matką i nauczycielką przedszkola, wiem jak ważne jest pozwalanie dziecku na samodzielność, choć czasami łapię się na braku cierpliwości. Każdy powinien przeczytać ten artykuł, ,,wrzucić na luz" i zrobić wszystko, aby jego dziecko było szczęśliwe

    OdpowiedzUsuń
  3. Najważniejsze to mądrze wspierać dziecko- kiedy trzeb pomóc- pomagać, kiedy trzeba dać wolną rękę- pozwólmy na to :)

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie odkąd Luśka zaczęła siedzieć wszystko robiła sama. Sama jadła (czyt. wkładała łyżkę do buzi zazwyczaj bez zawartości, którą lądowała na podłodze lub czystym ubranku), sama się przebierała, wszystko robiła sama z wiadomym skutkiem. Jednak ja jestem zdania, że dziecko musi uczyć się wszystkiego po swojemu i takie nakazywanie czy zakazywanie niczego go nie nauczy, wiadomo wyjątkiem jest bezpieczeństwo i zdrowie dziecka. A matka powinna być cierpliwa, wyrozumiała i wspierająca własne dziecko. Każdy na swój sposób poznaje świat, a ja jestem od tego, by umilić moim dzieciom jego poznawanie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Święta racja! Czytając artykuł tylko kiwałam głową całkowicie się z nim zgadzając. W obecnych czasach większości rodzicom brakuje cierpliwości, cały czas się wszędzie spieszą, wyręczają dziecko niemalże we wszystkim, a potem jeszcze narzekają, że jest niewystarczająco samodzielne... To od Nas, rodziców, zależy co Nasze dziecko potrafi, w jakim stopniu jest samodzielne i pewne siebie. Dokładnie tak, jak piszesz - Nie Ograniczajmy! :)

    (notatkiprzyszlejmatki.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
  6. Och.... moja Kalina przeżywa właśnie bunt. Ile razy liczę w myślach do 10, do 15, do 60.... Chciałabym być cierpliwa i wyrozumiała, ale czasem o poza moje nerwy i jak Hristo jest w domu, to wychodzę szybko na spacer z psem, żeby nie eksplodować. Jak go nie ma, to niestety, zdarza mi się krzyczeć.
    Ale zgadzam się z Tobą w zupełności. Z każdym jednym zdaniem, jednak tak trudno jest mi pogodzić tę teorię z praktyką....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden rodzic ma więcej cierpliwości, drugi mniej. Trzeba sobie umieć poradzić z napięciem, zdenerwowaniem. Są dni, kiedy Hania ma totalnie w nosie moje prośby i ciągłe powtarzanie staje się irytujące- to sprawdzian dla Nas. Odkrywanie granic swojej cierpliwości.

      Usuń
  7. Bardzo obszerny artykuł! Na myśl przychodzi mi jeszcze jedno, mianowicie zaobserwowane u niektórych babć ciągłe zabawianie dziecka. Ma je pod opieką np.8h i przez cały ten czas mówi, mówi, mówi 'teraz pobawimy się klockami, kotek wyszedł, a zobacz tutaj, chodź pójdziemy' bez chwili oddechu! Takie dziecko później nie wie co z sobą zrobić, gdy np przychodzi mu poczekać 15min. Nie będzie umiało zabawić się tym, co ma pod ręką, samymi palcami czy nóżkami, bo jego kreatywność nie ma kiedy się rozwinąć. We wszystkim najlepszy jest złoty środek, ani za dużo, ani za mało.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń

Komentować może KAŻDY. Dlatego też, będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad :)

Należy pamiętać, że dyskusja może się toczyć bez używania słów obraźliwych i krzywdzących.

Dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)

Copyright © 2014 Cytryniaki , Blogger