niedziela, 21 czerwca 2015

Beztroski czas ...

W każdym z Nas, pomimo swojego wieku, siedzi małe dziecko, które wciąż marzy o beztroskim życiu.
Z reguły jest tak, że nie pozwalamy sobie na pewne rzeczy, bo przecież, już tacy dorośli jesteśmy, wiek Nam nie pozwala na wygłupy i tym samym sprawiamy, że się smucimy.

Świat jest zbyt okrutny, rzeczywistość zbyt szara, żeby pozbawiać się tych kilku chwil radości.
Tych beztroskich, radosnych i głośnych. A prawda jest taka, czy będziemy poważni, czy za bardzo radośni, to i tak, ktoś Nasze zachowanie oceni.

Lubiłam się wygłupiać, powiedzieć czasem coś zabawnego, by rozśmieszyć bliską mi osobę, ale kiedy było trzeba, byłam też poważna.
Naprawdę o wiele lepiej wchodziła mi nauka, kiedy śpiewałam sobie regułki i do tego tańcząc w deszczu na balkonie, mimo tych sąsiedzkich oczu skierowanych w moją stronę :)
O wiele lepiej też korzystało się z basenu, wygłupiając się jak dziecko ;)

Nie, nie oszalałam :)

Takie zachowania sprawiają, że nie czuję się staro, jestem weselsza, dzień zdaje się być lepszy.
Zwłaszcza teraz, gdy widzę uśmiech i słyszę głośny śmiech mojego dziecka, wszelkie wygłupy są jeszcze radośniejsze i bardziej bezwstydne dla mnie.
Nie interesuje mnie, że sąsiad pomyśli, że oszalałam biegając za bańkami mydlanymi razem z moim dzieckiem, albo przewracając się co krok, by tylko wywołać śmiech mojego dziecka...
Nie interesuje mnie, że fałszuję, skoro akurat leci piosenka w radiu, która niegdyś była moją ulubioną i doskonale znam słowa. Uwielbiam tak fałszować w aucie, do tego jeszcze wykorzystując telefon jako mikrofon i co z tego, że przejeżdżający obok ludzie szczerzą zęby... gorzej jest, gdy kierujący mąż skróci tą chwilę zmieniając kanał :)
W tych chwilach budzi się we mnie dziecko, przez chwilę nie myślę o niczym, by po chwili opanować się i wrócić do  26 letniej Mileny, która w głowie ma plan dnia, listę zakupów i rachunków do zapłacenia, a także masę zmartwień związanych z pracą, czy własnym M.
Takie krótkie odskocznie sprawiają, że jeszcze nie oszalałam od nadmiaru myśli w mej głowie.

Kiedy jeszcze się we mnie budzi dziecko?
- Zimą, gdy mogę iść na sanki- tak, ja taka dorosła, matka, żona i uwielbiam jeździć na sankach, uwielbiam kuligi :)
- wata cukrowa- smak dzieciństwa, przypominam sobie momenty kiedy beztrosko się nią zajadałam i nie martwiłam, że to przecież cukier,
-  bańki mydlane- uwielbiam je puszczać, wyłączam się kompletnie :) wczoraj na przykład kupiłam w Pepco takie duże i nie dosyć, że moja Hanka piszczała z radości, to jeszcze i ja miałam radochę.
- Huśtawka- jak byłam mała, tata zbudował mi taką ogromną huśtawkę, przetrwała ona kilkanaście lat. Uwielbiałam przesiadywać na niej, czytać książkę, czy pomyśleć. Zawsze, nawet, gdy już stałam się "dorosła" uwielbiałam się na niej bujać, uspokajało mnie to, to na niej potrafiłam na spokojnie przeanalizować pewne sprawy i po prostu się wyciszyć. Brakuje mi jej :) i żałuję, że nie mieszczę się w Hankową huśtawkę :) ale to nic straconego, będę tak długo suszyć głowę, aż mi taką zrobią, w którą się zmieszczę :)
- deszcz- uwielbiam, gdy latem, po dusznym, gorącym dniu, spadnie deszcz, taki ciepły, pachnący... gdy byłam dzieckiem, razem z koleżanką brałyśmy wtedy rowery i jeździłyśmy po kałużach, wracałyśmy do domu całe mokre, ubłocone i szczęśliwe :) Teraz co prawda tego nie robię, ale uwielbiam spacer na boso po mokrej trawie, bądź po prostu spacer w deszczu, a z Hanią to zdecydowanie taniec w deszczu z deszczową piosenką na ustach- ile to radości :)
-rolki- uwielbiam na nich jeździć i pomimo tego, że długo na nich jeżdżę, to i tak czasem zdarzy się upadek, po którym po prostu się śmieję. Taka stara i taka głupia, bo na rolkach jeździ i kolana starte ma :)

A pytania typu "Nie jesteś za stara na to?" pozostawiam bez odpowiedzi :)

Nie pomyśl sobie też, że jestem dużym dzieckiem, nieodpowiedzialnym, że głupoty mi w głowie.
Nie. Jestem jak najbardziej, odpowiedzialna, poważna i wcale mi nie w głowie ciągła zabawa, czy wygłupy. Po prostu staram się czerpać radość z tych momentów w życiu, które przypominają mi beztroskie dzieciństwo, żeby nie oszaleć od kotłujących się myśli w mojej głowie oraz wiadomości w telewizji, które potrafią przerazić.
Nie ma nic lepszego na poprawę humoru niż odrobina szaleństwa, nawet czekolada lepiej smakuje, gdy Nam smutno i źle tak po prostu. Naprawdę wolę zjeść tą czekoladę, wyjść na spacer w deszczu, czy ponucić sobie pod nosem, by oderwać się na chwilę od tego co się dzieje wokół, niż zostawić oszczędności w sklepie i nadal być ponurą i poważną, bo przecież "jestem za stara"...

A czy Ty pozwalasz swojemu wewnętrznemu dziecku wydostać się od czasu do czasu na zewnątrz?  :)
Lubisz na chwilę oderwać się od przytłaczającej rzeczywistości i pobyć przez chwilę dzieckiem? :)

Pozdrawiam, Milena :)

20 komentarzy:

  1. Pytanie, uwielbiam :) W każdym z nas drzemie coś z dziecka, trzeba tylko dobrze poszukać i wiedzieć kiedy ''przełączyć tryb'' na poważna mama!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie to określiłaś "przełączyć tryb" :)

      Usuń
  2. Bo grunt to wyzwolić z siebie to wewnętrzne dziecko :). Wtedy człowiek od razu czuje się lepiej :).

    OdpowiedzUsuń
  3. We mnie drzemie dziecko i bez problemu pozwalam mu często, a nawet bardzo często dochodzić do głosu. Dzięki, że w moim mężu też jest to dziecko, więc jak się nam włączy podwójnie to brzuchy nas bolą ze śmiechu i to nie zawsze włącza się dziecko przy naszej Lulci często włącza się ono nam samo niezależnie jak zaczniemy czasem trudno nam skończyć :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Każdy ma w sobie dziecko i często wstydzi się je pokazać światu :) A to takie fajne uczucie - poszaleć, powygłupiać się i nie przejmować się nikim i niczym. Nie ma co się ograniczać, jestem zdania, że trzeba uzewnętrzniać pragnienia i szaleństwa. Bo się podusimy :D haha Pozdrawiam serdecznie !

    OdpowiedzUsuń
  5. Najwazniejsze by w zyciu byc soba ;) tylko to daje prawdziwe szczescie;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Najważniejsze jest to żeby pozostać dzieckiem do końca :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobrze jest mieć w sobie dziecko bo to w codziennym życiu daje dużo radości :-) Niech to słońce wychodzi bo i my pobiegalibyśmy pod fontanną :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. A wiesz, nie jestem zaskoczona :) Pasujesz mi do takiej osoby, która pozwala sobie na zwariowane momenty i z ogromną radością czerpie z życia pełnymi garściami. To fajna cecha...
    Kiedyś też taka byłam, ale u mnie już to troszkę jakby... umarło...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malwinko, a może właśnie teraz powinnaś najbardziej pozwolić swojemu wewnętrznemu dziecku poszaleć :) Jak nie teraz, to kiedy? :P

      Usuń
  9. ja bardzo często zachowuje się jak dziecko, mimo że mam swoich dwójkę,ale co poradzę jak ja to uwielbiam i wcale, a wcale nie chce dorastać, mój mąż śmieje się, że ma w domu nie 2 a 3 dzieci :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja nadal mam w sobie dużo z dziecka.marka wariatka jestem :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. A któż to ma prawo oceniać, na co jesteśmy za starzy ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie nikt, a praktycznie każdy. Nie ma bowiem nic lepszego jak ocenianie drugiego człowieka po jego wyglądzie, czy zachowaniu. Smutna prawda, ale tak jest :/

      Usuń
  12. Młodość to nie wiek, to stan umysłu :D pierdaczyc to, że gadają! Zawsze będą!

    OdpowiedzUsuń

Komentować może KAŻDY. Dlatego też, będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad :)

Należy pamiętać, że dyskusja może się toczyć bez używania słów obraźliwych i krzywdzących.

Dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)

Copyright © 2014 Cytryniaki , Blogger