sobota, 30 maja 2015

Sposób na niejadka

Niejadek- ile to rodzic musi się napracować, by dziecię jego choć odrobinkę zjadło.
Kanapeczki, naleśniczki, omlety, jajeczniczka... wymieniać można w nieskończoność, a efekt i tak jest ten sam- dziecko nic z talerza nie ruszy.

Słyszałam już wiele sposobów na niejadka:
- Włączenie TV podczas śniadania, co by odwrócić uwagę dziecka od tego, co na łyżeczce, czy widelcu podaje mama,
- dodawanie cukru bądź słodkich soków!!! serio?
- prośby, groźby, kary "nie zjesz, nie pójdziesz się bawić/ nie będzie bajek"

Ale pomyślmy ... czy naprawdę musimy wciskać dziecku każdy posiłek?
A czy ktoś Nam wciska śniadanie, obiad, kolację?
Ktoś wciska Nam brukselkę, za którą nie przepadamy?

Z moją Hanią jest tak, że czasem ciężko jest ją przekonać, żeby zjadła coś innego, kiedy zapali jej się lampka i ubzdura sobie "kajko" (jajko). Biegnie do lodówki jak mały odrzutowiec krzycząc głośno kajko.
I weź tu przekonaj dziecko, że dziś będzie zupka mleczna, albo kanapeczka...
Z obiadem podobnie. Czasem potrafi zjeść ogromną michę zupy i drugie danie, a czasem pogardzi wszystkim i zje tylko ugotowaną marchewkę.
Kiedy przygotowuję śniadanie, obiad czy kolację, to tak naprawdę nie wiem, czy moje dziecko będzie miało chęć na to wszystko. Zazwyczaj przedstawiam  kilka opcji, a córka sama wybiera na co ma chęć i w jakiej ilości.

Należy pamiętać, że kiedy tak sterczymy nad dzieckiem i mówimy "zjedz jeszcze" albo podsuwamy kolejną łyżeczkę, to tak naprawdę szkodzimy, ponieważ dziecko się zniechęca do jedzenia jeszcze bardziej.


Jakiś czas temu, razem z Hanią szłam sobie spacerkiem przez miasto. W pewnym momencie usłyszałam rozmowę za sobą
-Widziałaś mamo ile Jasiu zjadł dzisiaj.
*Och tak, dobrze, że jest sposób na tego Naszego niejadka.
-Zupki to nie zje, kanapki ze szkoły przynosi, a tu proszę, hamburgera wcinał, aż mu się uszy trzęsły.
*Tak, tak kochanie, trzeba z nim tu codziennie przychodzić na obiady, a nie tak rzadko, jak on nie chce nic w domu jeść, to w tym McDonaldzie chociaż na obiad zje frytki i te hamburgery.

Szczęka mi opadła.
Ktoś by powiedział- kto Ci kazał tego słuchać.
Wybaczcie, ale nie dało się nie usłyszeć tej rozmowy...

Panie które za mną były, nagle mnie wyprzedziły razem z Jasiem.
Szczęka opadła mi jeszcze bardziej.
Babcia i mama, były dosyć potężnej budowy, a chłopiec... nie wiem ile miał lat, przypuszczam, że dopiero był w podstawówce. Bardzo niziutki i okrąglutki.
Ja nie oceniam ludzi po wyglądzie, ale wiem, że inni tak, zwłaszcza dzieci mogą być okrutne dla dziecka z nadwagą...
Czy te kobiety nie zdawały sobie sprawy z tego, że robią krzywdę dziecku?
Tłumacząc sobie, że robią wszystko, by dziecko nie chodziło głodne, tuczą je powoli fast-foodami.
Przecież jeśli już nauczyły dziecko, że jak nie zje nic w domu, to wybiorą się na fast food'a, to dziecko tylko będzie czekać na to.
Fast Food'y mogą uzależnić. Zjesz jednego hamburgera i masz chęć na kolejnego. Jedzenie też może stać się nałogiem.
Jeśli ten chłopiec ma w szkole problemy z kolegami z klasy, to jeszcze bardziej będzie ten stres zajadać. Każdego dnia będzie w stanie zjeść więcej i więcej, aż w pewnym momencie nie będzie mógł iść o własnych siłach.

Babcia i mama tego chłopca, to bardzo potężne kobiety były- chłopiec już w genach miał potężną budowę ciała, a jeśli nie, to właśnie złe nawyki żywieniowe doprowadzą do tego...

A co będzie, gdy odezwie się zdrowie? Kiedy dziecko będzie MUSIAŁO SIĘ ODCHUDZAĆ ?
Co będzie, kiedy  rówieśnicy, a nawet i dorośli  będą PRZEŚLADOWAĆ biedne dziecko przez wygląd i wagę?

Czy naprawdę trzeba sięgać do takich "środków", by postawić na swoim?
Zachęcanie do jedzenia podsuwając pod nos fast-food'y, słodycze, albo ... cudowne środki na apetyt.

Czasem przeraża mnie to, że rodzice nie zdają sobie sprawy z tego, jaką krzywdę wyrządzają dziecku, tłumacząc sobie, że robią to dla jego dobra.

M.

13 komentarzy:

  1. Powiem tylko tyle: najwyraźniej nie masz w domu prawdziwego niejadka, tylko dziecko, które czasem gorzej zje.
    Nie zrozumiesz matki, która walczy o każdy kęs, bo waga stoi lub spada, bo wyniki krwi koszmarne...
    Moja córeczka ma 2,5 roku, waży zaledwie 10kg! Uwierz cieszę się jak głupia z tych frytek, hamburgera nie ruszy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylwio, wiem, że z jedzeniem mojej córki nie jest tak źle, że są trudniejsze przypadki. Rozumiem Cię, że zjedzone przez Twoje dziecko frytki sprawiają Ci radość, ponieważ liczy się fakt, ze dziecko zjadło. Też bym się cieszyła jak szalona, ale... Twoje dziecko nie ma nadwagi, a chłopiec o którym pisałam miał własnie nadwagę. Było to widać na pierwszy rzut oka. W którymś momencie jego mama, babcia miały na to wpływ. W swoim wpisie zmierzałam do tego, że niektórzy rodzice nie widzą, albo nie chcą widzieć problemu, do którego sami doprowadzili- nadwaga.
      Trzymam kciuki za Twoją córcię :* Gdy moja Hania była chora i nie miała apetytu, to włosy z głowy wyrywałam, wyobrażam sobie, jak bardzo Ty musisz się martwić.

      Usuń
    2. Córeczka lada dzień kończy 3 lata, a waga dalej stoi. Kombinuję jak mogę...
      Dzięki wielkie :-*

      Usuń
  2. Mój pierwszy komentarz się nie pojawił, więc spróbuję jeszcze raz...
    Najwyraźniej nie jesteś matką niejadka, a jedynie dziecka, które czasem gorzej zje. Moja córeczka urodziła się jako wcześniak 1300 gramowy. Początkowo jadła ładnie, lepiej od brata, który wtedy był niejadkiem numer jeden w naszej rodzinie. Niestety wszystko się zmieniło... Córeczka jest strasznym niejadkiem. Czasem zaskoczy i zje ze smakiem obiad, ale to rzadkość. Ma 2,5 roku i waży zaledwie 10kg! Uwierz nie ma specjalisty, którego byśmy nie odwiedzili.
    I wtedy te frytki bywają zbawienne (hamburgerów nie lubi)....

    Oczywiście w sytuacji, którą poruszyłaś fast foody wydają się być bardzo złe. Jednak niejadki naprawdę istnieją i ich rodzice przeżywają koszmar: złe wyniki badań, brak przyrostu masy ciała lub wręcz jej spadek...

    Nie życzę nikomu

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas generalnie problemów z jedzeniem u Natalki nie ma. Są dni lepsze, są i gorsze. Wtedy odpuszczam, pozwalam jeść to co lubi (za wyjątkiem słodkości), urozmaicam posiłki by bardziej zachęcały do zjedzenia. Nic na siłę. Fastfoodów od małego unikaliśmy, małej nie smakują, więc też jakoś specjalnie nie kuszą i problemów z nimi nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem tego samego zdania, nic na siłę, chociaż pewnie, gdybym miała większe trudności z jedzeniem Hani, to bym panikowała. Aza słodyczami (na szczęście) Hania nie przepada.

      Usuń
  4. Niestety coraz częściej ludzie idą na łatwiznę a później płacz bo dziecko otyłe...moja Młoda od początku nie wybrzydzała- wcina bez problemu :) i staram się aby jadla zdrowo...choć czasem małe grzeszki się zdarzają ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja byłam na tym punkcie strasznie sfiksowana, bo ciągle słyszałam od wielu osób jakie ona ma chudziutkie nóżki, szczególnie często od mojej teściowej, która wzorowała się na wnuczkach od drugiej strony, które są dziś wiem za grube, jak słyszała, że Lulci ma nie kupować słodyczy to patrzyła na mnie jak na głupią do tego ona nie chciała jeść i czasem nasze posiłki trwały godzinę, bardzo się martwiłam tym jak pójdzie do żłobka, że dziecko głodne będzie, i wtedy odpuściłam gdy o moich obawach powiedziałam mojej lekarce, która powiedziała mama odpuść, daj jej się przegłodzić, nie wpychaj na siłę, wyluzuj i wyluzowałam dziś nie chce jeść ok to nie nie ma przymusu i są dni kiedy Lulcia zje jak dorosły chłop, a są dni kiedy jest na samej wodzie i póki co wychodzi jej to na dobre i jest szczuplutka, zgrabna i powabna.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja byłam na tym punkcie strasznie sfiksowana, bo ciągle słyszałam od wielu osób jakie ona ma chudziutkie nóżki, szczególnie często od mojej teściowej, która wzorowała się na wnuczkach od drugiej strony, które są dziś wiem za grube, jak słyszała, że Lulci ma nie kupować słodyczy to patrzyła na mnie jak na głupią do tego ona nie chciała jeść i czasem nasze posiłki trwały godzinę, bardzo się martwiłam tym jak pójdzie do żłobka, że dziecko głodne będzie, i wtedy odpuściłam gdy o moich obawach powiedziałam mojej lekarce, która powiedziała mama odpuść, daj jej się przegłodzić, nie wpychaj na siłę, wyluzuj i wyluzowałam dziś nie chce jeść ok to nie nie ma przymusu i są dni kiedy Lulcia zje jak dorosły chłop, a są dni kiedy jest na samej wodzie i póki co wychodzi jej to na dobre i jest szczuplutka, zgrabna i powabna.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo dobrze napisane i aż przykro patrzec jakie prawdziwe.. Chodzi za mną chęć na wpis na ten temat od tygodnia ;)
    Ludzie rzeczywiście nie zdają sobie sprawy z krzywdy jaką wyrządzają dzieciom pod pretekstem "by coś zjadły". Sama pamietam jak byłam zmuszana do jedzenia i ślęczałam nad talerzem godzinami ze łzami w oczach... Wtedy się dzieciom nie dogadzało cukrem tylko rozkazywało. Do dziś jestem szczupła i nie specjalnie przepadam za jedzeniem. Pamiętam tylko te łzy i jedzenie, które nie chciało przejść przez gardło.
    Dlatego też dziś córkom nie wmuszam niczego, ale też nie przesadzam z np. frytkami by tylko zjadły. Nie to nie ;) Za to kiedy nie chcą naprawdę jeść to nie daję też słodyczy, aby miały szansę poczuć głód, a nie zapychać się niepotrzebnym cukrem.

    OdpowiedzUsuń
  8. U nas na szczęście dzieci lubią jeść różne rzeczy, ale staramy się zdrowo. Syn ma 6 lat, był do tej pory w McDonaldzie raz, coli napił się wpływa może 2 razy, ale mu nie smakują gazowane napoje, bo na szczęście nie jest przyzwyczajony. Jedynie co, to syn jest trochę łasuchem czekoladowym. Wiele osób się też dziwił, ze mojej córce nie dawałam jeszcze czekolady - a ma ponad rok przecież dopiero...

    OdpowiedzUsuń
  9. Nigdy nie zmuszałam mojej Gaby do jedzenia. Fakt, czasem było ciężko patrzeć jak nie zjadła nic na obiad, ale pomimo tego nie wciskałam jej jedzenia. Jak była głodna to sama się upominała. Jak tylko zaczęła siedzieć, zaczęliśmy stosować BLW, czyli dostawała na talerzyku jedzenie w kawałkach i sama sobie wybierała co chce z tego zjeść. Oczywiście jadła łapkami, przy okazji eksperymentując i oglądając jedzonko. Teraz ma 4 lata i nie mamy problemów z jedzeniem. Przez dwa lata nie jadła ziemniaków, bo nie chciała - nikt jej do tego nie zmuszał, wcinała przeróżne kasze. Przyszedł dzień, że zażyczyła sobie ziemniaczki i od tej pory je zjada bez problemu.
    Nie jestem za zmuszaniem do jedzenia. Jeśli dziecko jest zdrowe i ma dostęp do jedzenia to z głodu nie umrze.

    OdpowiedzUsuń
  10. U mnie tak samo jak u Szczypty. Czasami nie ma takiej siły, która by Kalinę przekonała do jedzenia. Nic nie działa, nic!
    Ani tv, ani leci samolocik leci leciiiiiii, ani za mamusię za tatusia, ani schowane w kanapkę pożywne produkty, NIC! Ani rozśmieszanie. Kalina się smieje z zamkniętymi ustami, cwaniara.
    Powiem CI ze przez jej niejedzenie mialam nieraz takie depresyjne myśli! Strasznie mnei to dobijało. Teraz jest troche lepiej, ale szału nie ma, a i wiem, że to pewnie przejsciwoe, przyjdzie czas gdy znowu nic nie bedzie chciala do ust włożyc.
    Och... jest jak widze wiele takich mam i takich dzieci.

    OdpowiedzUsuń

Komentować może KAŻDY. Dlatego też, będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad :)

Należy pamiętać, że dyskusja może się toczyć bez używania słów obraźliwych i krzywdzących.

Dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)

Copyright © 2014 Cytryniaki , Blogger