niedziela, 16 listopada 2014

Czas dla siebie

Odkąd Hania się urodziła, to przyznam szczerze, za bardzo czasu na jakąkolwiek rozrywkę nie miałam. Karmię piersią, więc mama zawsze musi być pod ręką. A na samym początku, kiedy Hania nie tolerowała butelek, to tym bardziej. Nie było mowy, żeby Hania mogła zostać w domu z dziadkami, bo dłużej niż godzina nie wytrzymywała bez mamy.
Nie przeszkadzało mi to. I nadal nie przeszkadza. Jak jedziemy na dłuższe zakupy, to Hania śmiga z Nami. Czasem kiedy zależy Nam na szybkim uwinięciu, to Hania zostaje z dziadkami. Cycuś nie jest już tak potrzebny jak kiedyś, ponieważ można zadowolić Hanię zupką :)
Robimy małe postępy ... małymi kroczkami, powolutku przyzwyczajamy Hanię, że mama może wybyć z domu na dłużej. Pamiętam początki- kilka miesięcy temu. Pojawił się typowy lęk separacyjny. Nocne płacze i rozpaczliwe wołanie mama, mama nawet do łazienki nie mogła wyjść z pokoju... A teraz. Teraz Hania jest już dużą pannicą. Najpierw Hania zostawała z tatą i dziadkami po godzince, dwie ... a pewnego razu, kiedy mieliśmy do załatwienia sporo spraw- lekarz, zakupy i chcieliśmy się z tym szybko uwinąć, to zostawiliśmy Hanię u drugich dziadków. Babcia chciała pobyć z wnuczką dłużej, więc skorzystaliśmy z okazji. Powiem Wam, że to ja gorzej znosiłam rozłąkę. Nie było Nas jakieś 4 godziny. Ciągle trzymałam telefon kurczowo w ręce, sprawdzałam, czy mam zasięg...zachowania wręcz maniakalne. Cały czas myślałam o Hani. nie ważne było, co mówił lekarz, nie w głowie były mi zakupy...Chciałam wracać do domu, do Hani.
No i wróciliśmy. Hania w najlepsze się bawiła na dywanie z babcią. Babcia wychwalała, jak to Hania ładnie zjadła zupki, chlebka, na dworze poganiała psy i kota i nawet nie płakała ani razu, nawet nie wołała mama. Ale jak tylko weszłam do pokoju i mnie zobaczyła, to przyszła tak szybko, że prawie się przewróciła, buzi dała chyba z pięć razy i chciała tylko być na moich rękach. Rozczuliło mnie to strasznie.
Cieszyło mnie to, że moja córcia już sobie poradzi beze mnie przy babci, ale cieszyło mnie bardziej, że taka wytęskniona była kiedy przyjechałam, że nic inne się nie liczyło prócz mamy. Może to samolubne pomyślicie... Na prawdę do mnie nie dociera, że moje dziecko już jest takie duże, że już niedługo pójdzie do przedszkola i ta rozłąka będzie dłuższa- nie mogę się z tym pogodzić...

Zawsze kiedy Hania ucinała sobie popołudniową drzemkę i nie miałam nic do zrobienia, to zabierałam się za szycie- pochłaniało mnie to bez reszty. To był mój sposób na czas wolny. Teraz nadal tak jest, z chęcią biorę filc i coś tworzę. Czasem zdążę tylko powycinać elementy i Hania już wstaje, ale kiedy za to się zabieram, to uwalniam głowę od myśli.
Ostatnio pozwoliłam sobie na coś jeszcze ... na zumbe :) Nie tą z Xbox'a, tylko taką wśród ludzi. Godzinka dwa razy w tygodniu... super sprawa. Hania zostaje z tatą albo babcią, a ja wybywam z koleżankami. Pół godziny zumby, kolejne pól jogi ... do tego świetne towarzystwo. Mega dawka endorfin po ćwiczeniach, czas na pogaduchy- takie zwyczajne , nie o Naszych mężczyznach i dzieciach, ale o wszystkim innym.
Wracam zmęczona i zadowolona.
Hania nawet nie odczuwa, że mnie nie ma. Takie wyjście do ludzi dużo daje. Na początku oczywiście myślałam, jak  radzi sobie moje dziecko beze mnie, ale w trakcie ćwiczeń wylatywało mi to z głowy:)

A wy jakie rozrywki zapewniacie sobie w czasie wolnym?

Pozdrawiam, Milena :)

14 komentarzy:

  1. Ty przyzwyczajasz Hanię, a ja bardziej przyzwyczajam dziadków do zostawania z córką. ;p Bo Córka raczej nie ma problemu żeby z nimi zostać, to bardziej dziadkowie już odwykli od małych dzieci i sa w większym stresie ;))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku z moimi rodzicami też tak było :)

      Usuń
  2. Ja już się nie mogę doczekać, kiedy będę mogła iść na zumbę czy na inne zajęcia. Jestem ciekawa czy mój synek rónież będzie do mnie tak przywiązany. Spędzać będziemy każdy dzień razem i noce również, więc możemy mieć później podobnie jak u Was :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie możesz się doczekać wyjścia na Zumbę, a idąc na Zumbę, w pierwszych kilku minutach, będziesz chciała wrócić czym prędzej do domu :) Hehe :) Chyba wszystkie matki tak mają :) Życzę powodzenia, aby u Was wszystko to sprawnie i szybciej poszło niż u Nas :)

      Usuń
  3. To dobrze, ze Hania przyzwyczaja sie do zycia bez Mamy. Cudownie jest jednak wracac do domu I witac dzieciatka w ramionach.
    Ja chodze do pracy - to moj odstresowywacz. Lubie taze robic zakupy, wiec czesto mozna zobaczyc mnie miedzy regalami ksiazek lub przebierajaca w samochodach lub innych pojazdach. Spedzam tez duzo czasu na zakupach przez internet. Nie ma nic lepszego , niz kupowac nie wychodzac z domu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakupy przez internet doceniłam, kiedy Hania się urodziła i musiałam skompletować prezenty pod choinkę :) Dawno nie czytałam książki... :(

      Usuń
  4. U nas jest zupełnie inaczej w tej kwestii :) Ja od początku potrzebowałam czasu dla siebie, a głównie dla siebie i męża. Oczywiście na początku sprawdzałam telefon co chwilę, ale szybko mi przeszło. Mieszkamy z moimi rodzicami, więc wiem, że Ewa praktycznie nie odczuwa tego jako, że zostaje z kimś innym. Ona z kolei wita się z nami, choć mniej wylewnie i rzadko się zdarza, że po naszym wyjściu są jakieś smuteczki. Mam wrażenie, że obie potrzebujemy w tej relacji czasu dla siebie i swobody. Może to dziwne, ale naprawdę tak czuję, że to nie tylko z mojej strony są takie potrzeby. Na przykład wiem, że nie jestem dla Ewci całym światem. Ba, nie dałabym głowy czy jestem tak naprawdę wyraźnie NAJWAŻNIEJSZA. Chyba tak, ale...? Zawsze zostaje ta nutka niepewności ;) Ona już teraz jest takim wolnym, nieokiełznanym duchem. Czasami mnie to przeraża, bo nie wiem czy przyjmuję dobre strategie wychowawcze. Ale z drugiej strony jestem dumna, że mam taką córkę - hardą, niezłomną, ciekawą świata i kipiącą chęcią poznawania go. Rozumiem, że w tym wszystkim nie ma miejsca na bycie przylepką, choć czasem za tym tęsknię ;)

    Herbata (kawa-herbata-mleko.blog.pl)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja Haniula to mała przylepa, ale tak na chwilę :) Lubi przyjść i się poprzytulać, dopomina się buziaka, ale łobuziara z niej mała rośnie. A ciekawska jest ... i się nie boi niczego :)
      A u Nas od początku była tylko mama, mama i cycuś. Teraz już niekoniecznie :)

      Usuń
  5. zazdroszczę zumby! serio :) ja żebym się zmobilizowała musiałabym mieć siłownie w bloku heh. A co ja robię dla siebie? czasami książka, film, jakieś umalowanie paznokci, blog oczywiście też jest moim "czasem wolnym"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja muszę sobie rozplanować ten mój czas wolny, bo nie pamiętam kiedy ostatnio czytałam jakąś książkę... :) Cieszę się, że mam tą Zumbę, bo wiem, że wtorki i czwartki od godziny 19 mnie nie ma i już. A tak, żeby pomalować paznokcie, przeczytać książę... ciężko, bo zawsze coś innego się znajdzie do zrobienia :)

      Usuń
  6. I ja pamiętam pierwsze wyjście kiedy dzwoniłam co pięć minut do mojej mamy z pytaniem czy wszystko w porządku i ten stres. A teraz bez problemu wręcz na prośbę córci zostawiamy ją u dziadków i wszyscy są szczęśliwi, a rodzice wręcz czasem bardzo kiedy mogą pobyć sam i wyspać się hehehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Nas jeszcze trochę czasu minie, zanim Hania będzie nocować u dziadków, bo póki co to za mała, ale wyobrażam sobie ile to radości dla rodziców, że mogą spokojnie zająć się sobą i mieć pewność, że dziecko jest w dobrych rękach :)

      Usuń
  7. Oh, takich pierwszych wyjść to się chyba nigdy nie zapomina :-)))

    OdpowiedzUsuń

Komentować może KAŻDY. Dlatego też, będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad :)

Należy pamiętać, że dyskusja może się toczyć bez używania słów obraźliwych i krzywdzących.

Dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)

Copyright © 2014 Cytryniaki , Blogger