czwartek, 21 sierpnia 2014

Mój sposób na bąka

... a dokładnie na bąki :)
Nie zabawki i nie te latające owady. Mam na myśli te śmierdzące. Pewnie myślicie sobie, co też wymyśliłam, jeszcze tego brakowało, o bąkach chce pisać, a co tu pisać?! :)

Moje drogie, czuję się dobrze- spokojnie :)

Poprzedni post był o pracy w szkole, skupiłam się w nim głównie na negatywnej relacji z dyrektorką. Dziś, za namową Malwiny z Moje losy w Bułgarii, z którą pisałam jeszcze o mojej pracy, opowiem Wam, to, co utkwiło mi w pamięci. Bardziej zabawna część mojej pracy.

Byłam wychowawcą klasy II, każdego dnia poznawałam dzieci, a One poznawały i się przyzwyczajały do mnie. Od samego początku zauważalny był jeden śmierdzący problem... Dzieci niemiłosierne bąki puszczały, czasem głośne, a czasem tak zwane cichacze (bo jak inaczej to określić). Kiedy zdarzyło się komuś nie wytrzymać i puścić bąka, to od razu w klasie było wielkie poruszenie... dzieci stawały się niegrzeczne, krzyczały na siebie, oskarżały się nawzajem, obrażały się. Strasznie negatywnie reagowali.
Fakt, nieprzyjemnie się pracuje, kiedy w klasie unosi się smrodek...

Postanowiłam to zmienić. Może moje działanie nie było specjalnie pedagogiczne, może zostanę przez to skrytykowana, no cóż zaryzykuję :)

Moje dzieci były bardzo mądrymi dziećmi. Szybko przyswajały wiedzę, różne ciekawostki, które dla nich zawsze miałam i kiedy była godzina poświęcona pogadance na dany temat, potrafiły się skupić, wysłuchać, wczuć się w przedstawianą sytuację... Nie rozmawialiśmy tylko o śmierdzących bąkach. Były rozmowy o tolerancji- mieliśmy ucznia który był innej wiary, przez co mu dokuczano, niektóre dzieci nie posiadały wszystkiego co modne, przez co pozostałe dzieci nie chciały się bawić razem... przykre, ale prawdziwe. W każdym przypadku udało mi się wpłynąć na dziećmi, żeby zmieniły swoje postawy, swoje zachowanie. Zawsze byłam dumna z siebie, że wystarczała jedna pogadanka i zmiany były zauważalne. Nie była oczywiście to tylko rozmowa, były scenki, wczuwanie się w rolę, wspólne wnioski, przemyślenia. Takie zajęcia były owocne. Dzieci potrafiły reagować na korytarzu kiedy ktoś komuś dokuczał i używać konkretnych argumentów, bronić "poszkodowanego". Byłam dumna :)

Rodzice nie rozmawiają z dziećmi, a szkoda, bo być może zauważyliby, jak inteligentne dzieci mają.

Wracając do bąków... Pełna nadziei podjęłam ten temat.
Nie będę się rozpisywać co i jak dokładnie, ale najważniejsze aspekty zostały poruszone.
Nie oskarżamy się nawzajem, "nic co ludzkie nie jest mi obce" - oczywiście wyjaśnienie (dzieci uwielbiały to powiedzenie i czasem potrafiły zaskoczyć i użyć go w różnych sytuacjach), gazy- obszerne wyjaśnienie dlaczego się wytwarzają itp., wyrozumiałość dla tych, którym nie udaje się powstrzymać ich wypuszczenia itd.
Wyjaśniłam, że puszczenie bąka, to nie jest przestępstwo, każdemu może się zdarzyć. Jeśli tak już się stanie, to wystarczy przeprosić, otworzyć okno. Nie trzeba krzyczeć na siebie, obrażać się- takie zachowanie jest niegrzeczne, nieodpowiednie.
Wprowadziliśmy zasadę, że jeśli ktoś czuje potrzebę, to po prostu podnosi rękę, wychodzi za drzwi,a  potem wraca.
Dzięki temu, śmierdzących lekcji było zdecydowanie mniej :)
 Teraz przejdę do konkretnych przypadków ... :)

Pamiętam, jak czasem na lekcji śmierdziało tak, że okno otwarte nie pomagało- ktoś przy biurku zapewne nasmrodził :)

Innym razem mały K. poleciał za drzwi i puścił bąka tak głośnego... a na korytarzu echo  i w klasie było słychać. Nikt nie potrafił się powstrzymać, ktoś parsknął, a reszta zaczęła się śmiać. Może i to nie wypadało, ale i ja nie mogłam się powstrzymać. Mały K wszedł do klasy, a dzieci poinformowały go, że bąk był MEGA i było go słychać w klasie. Reakcja K. "O, przepraszam. Taki wyszedł" i sam zaczął się śmiać. Wszyscy się pośmiali, niektórzy popłakali ze śmiechu, dzieci pytały się co on zjadł na śniadanie takiego. Po paru minutach wszystko się uciszyło i lekcja przebiegła do końca sprawnie.  SUKCES- dzieci nie krzyczały na K, jak zwykle bywało, nie dokuczały mu i szybko zapomniały o małym, głośnym  incydencie.

Dopiero, jak im wytłumaczyłam, że to nie jest powód do obrażania siebie nawzajem itd. i widzieli moją reakcję- że nie krzyczę jak poprzednia Pani, to dopiero zaczęły żartować z tego i się śmiać.
Może to nie poprawne pedagogicznie, że czasem i mi się wymsknęło zaśmiać z dziećmi z czyjegoś głośnego bąka, ale było skuteczne.  Z resztą, kto powiedział, że w szkole musi panować surowa dyscyplina i zimna atmosfera?!

W klasie panowała całkiem inna atmosfera. Z czasem, było tak, że  jeśli ktoś puścił bąka, to przeprosił (a wcześniej bał się każdy przyznać), ktoś inny otworzył okno i cisza, spokój... żadnego marudzenia, krzyku, a nawet i śmiechu.

Bąkowych sytuacji było kilka i zapewne utkwiły mi w pamięci dlatego, że były to zabawne sytuacje :)

Mały B. kiedyś też ledwo co zdążył wyjść za drzwi. Nic nie było słychać, ale kiedy wszedł do klasy, to (jak to się mówi) smród ciągnął za sobą. Też dzieciaki (te z pierwszych ławek) się śmiały, że powinien odczekać. Mały B. przeprosił i powiedział, że zapamięta. Następnym razem zanim wejdzie, to policzy do 10 :)

Innym razem w trakcie lekcji podszedł do mnie Sz. Zapytał się, czy może wyjść do toalety na dłużej. Początkowo nie załapałam o co chodzi.
Na dłużej?
Proszę Pani muszę zrobić kuuu...
Aaaaaaaaaaa
Tak, tak, leć i uważaj na korytarzu.
Nie minęła minuta, On już wrócił.
Zdziwiona popatrzyłam, a On podbiegł do mnie i szepnął: Nie ma papieru toaletowego...
Dałam więc mu Nauczycielski przydział papieru, a Sz poleciał jak szalony byle tylko zdążyć ... :)

Innym razem znowu K. w czasie przerwy w klasie, podczas zabawy puścił cichacza. Za co od razu przeprosił.
Puściłem bąka, przepraszam, wymsknął mi się! Otwórzcie okno, jadłem bigos na kolację ...

Śmierdzących afer już nie było. Dzieci pojęły, że nie ma się co wstydzić, że na nich nikt nie będzie krzyczał z tego powodu. Przecież to dzieci! Nauczyły się przepraszać, z czasem się powstrzymywać i nie było potrzeby wychodzenia za drzwi.

Zawsze jest wybór. Poprzednia Pani na nich krzyczała, była zawsze zniesmaczona, było traktowane jako ZŁO. Nie chciałam iść w jej ślady, używać jej metody ...

19 komentarzy:

  1. O nieee, hahahaa, dzieci są niebiańsko szczere! "Jadłem bigo na kolację" - :D

    Ale mnie rozbawiłaś, przeczytam jeszcze raz :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Leze i kwicze, hahaha! Ahh, te nasze cudaki sa nieziemskie :)

    p.s.Widac, ze masz podejscie do dzieci i one to czuja!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobre! Dzieci to potrafią inspirować ha ha:). Moja mała akurat jest w jeszcze takim wieku, że może puszczać bąki bez skrępowania, co też często czyni:). Ma jeszcze czas na wstyd z tego powodu!

    OdpowiedzUsuń
  4. Brawo !
    Studiuję pedagogikę wczesnoszkolną i przedszkolną. Dla mnie nawet taka lekcja o bąkach może okazać się niezwykle pomocna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mój wpis w jakiś sposób Ci w przyszłości pomoże :)

      Usuń
  5. Ha, bo do wszystkiego trzeba mieć podejscie, nawet do bąka :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Usmialam sie z glosnego baka I ciagnacego cichacza za soba ;) wesolo sie zrobilo! Dzieciaki pewnie za Toba tesknia....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytając to, micha się uśmiecha, a wyobraź sobie, co to ja miałam na żywo, gdy to wszystko się działo :D

      Usuń
  7. jeśli chodzi o poprzedni wpis...to proponuje drugie dziecko :D się dyr zdziwi :D.
    co do bąków, to też jestem zwolenniczką tłumaczenia :) nasze dziecię uczymy "przepraszam", ale jak to się zmieni jak pójdzie do szkoły? tego nie wie nikt... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drugie dziecię będzie, ale to za jakiś czas:) Gdybym tam wróciła, to dyra by padła na zawał, gdybym przyszła z kolejnym zaświadczeniem o ciąży :D

      Usuń
  8. hehe ale się uśmiałam Twoim postem:) świetny tekst:)
    p.s. obserwujemy i zapraszamy w wolnej chwili do nas- http://wswiecieoliwii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :)

      Zajrzę w wolnej chwili :)

      Usuń
  9. Świetne podejście :) Ja tłumaczę jak na razie tylko Starszemu, że bąki puszcza się w toalecie. Ma 3 latka i jak zdarzy mu się puścić tam gdzie są ludzie - przeprasza :) Jak jego młodszy brat puści bez skrępowania (ma 16 miesięcy) to tłumaczy mu, że nie wolno tak i trzeba przeprosić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i prawidłowo :) Dzieci powinno się uczyć kultury, a niestety nie wszyscy rodzice na to zwracają uwagę.

      Usuń
  10. Ale się uśmiałam :)
    Temat o bąkach też poruszałam u siebie, o tu http://mojedziecko-mojsyn.blogspot.com/2014/06/baki-baboki-i-bekanie.html
    I zgadzam się z Tobą, że z dziećmi trzeba rozmawiać i to o wszystkim, o bąkach też!
    ps.przepraszam za spam, jeśli chcesz to usuń ten komentarz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaki tam spam?! :) Zajrzę, przeczytam :)
      Niektóre tematy są spostrzegane przez rodziców za TRUDNE tematy, chociażby o bąkach i rodzice wolą tych tematów nie poruszać wcale :/

      Usuń
  11. I brawo za Twoją postawę w końcu to coś naturalnego coś co każdy z nas wytwarza, nic wstydliwego.

    OdpowiedzUsuń

Komentować może KAŻDY. Dlatego też, będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad :)

Należy pamiętać, że dyskusja może się toczyć bez używania słów obraźliwych i krzywdzących.

Dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)

Copyright © 2014 Cytryniaki , Blogger